Życie barowe

Życie barowe

Szliśmy tam po wszystko, czego potrzebowaliśmy. Kiedy byliśmy spragnieni i oczywiście, głodni, i kiedy umieraliśmy ze zmęczenia. Szliśmy, kiedy byliśmy zadowoleni, żeby świętować i kiedy byliśmy smutni, by tkwić w żalu. Szliśmy po weselach, pogrzebach, w poszukiwaniu czegoś, co ukoiłoby nerwy i szliśmy też przed, żeby wypić setkę na odwagę. Szliśmy, kiedy nie wiedzieliśmy, czego potrzebowaliśmy, z nadzieją, że ktoś nam to powie. Szliśmy w poszukiwaniu miłości albo seksu, albo problemów, albo kogoś, kto zaginął, bo wiadomo było, że wcześniej czy później wszyscy zawsze się tam pojawiali. Szliśmy, przede wszystkim, kiedy chcieliśmy, żeby nas odnaleziono.”

[J.R. Moehringer, Bar dobrych ludzi, tłum. własne]

Jest ich tutaj całe mnóstwo. I jeszcze więcej. Na pierwszym miejscu, ulubione, szczególnie wśród turystów, przytulne knajpki z widokiem na ocean, czy to na piaszczystą plażę, czy na skaliste, poszarpane wybrzeże. Restauracje, od tych lokalnych serwujących owoce morza i papas arrugadas, poprzez indonezyjskie, hinduskie, skandynawskie, meksykańskie, chińskie, włoskie, aż po nieskończoność dań rodzących się w głowach i dłoniach szefów kuchni. Dyskoteki i kluby, w których serwuje się drinki i dudni reggaeton. Lokalne bary słynące z tapasów, kanapek, kawy i świeżo wyciskanych soków. Stylowe lounge bary. Zwiedzając Wyspy Kanaryjskie, nie zapomnijcie o knajpach. Być tu i nie zajrzeć do co najmniej kilku, to jak nie poznać tego archipelagu wcale.

W Costa Teguise na Lanzarote

Jest sprawą oczywistą i powszechnie znaną, że bary pełnią w kulturze hiszpańskiej szczególne miejsce. Zapewne mało jest innych krajów, w których byłoby takie natężenie knajp i restauracji, i w których to knajpach mieszkańcy spędzaliby w tak dużo czasu. Tak samo jest na Wyspach Kanaryjskich.

Zacznijmy od kawy. Tę pija się niemal wszędzie i na okrągło. To nie żaden luksus, ale towar pierwszej potrzeby, codzienny napój za około 1,20 euro. Biegniesz do pracy, urzędu, idziesz na plażę, z plaży, obok plaży, przypadkiem spotykasz znajomego, już jest okazja, żeby usiąść na kawę w najbliższej napotkanej knajpie. Cortado, czyli espresso z odrobiną mleka, by przełamać kwasowość, café con leche kawa z mlekiem, leche leche kawa z mlekiem i słodkim mlekiem skondensowanym. Na Teneryfie możecie jeszcze zamówić barraquito, czyli leche leche z dodatkiem alkoholu, szczyptą cynamonu i odrobiną skórki cytrynowej. Jeśli chcecie kawę bez mleka, zamówcie café solo.

Jakkolwiek pyszne by nie było jedzenie w hotelu, zajrzyjcie do jakiegoś lokalnego baru, takiego jak ten na przykład, spróbujcie dań kanaryjskich, hiszpańskich oraz pochodzących z krajów hiszpańskojęzycznych. Tradycyjne, lokalne hiszpańskie bary mają swoją specyfikę, swój szczególny charakter. Kelnerzy uwijają się jak w ukropie, nie zapisują zamówień, tylko słuchają z uwagą i przytakują z potwierdzeniem. Jeśli nie są zanadto obłożeni pracą, koniecznie rzucą jakiś żart. Jest głośno, bardzo głośno. Hiszpanie rozmawiają z ożywieniem nawet na najbardziej banalne tematy, personel przekrzykuje się między sobą. W godzinach szczytu, gdy okoliczni mieszkańcy i pracownicy pobliskich firm schodzą na obiad, jest tu jak w ulu.

Co zjeść? Papas arrugadas con mojo y alioli, czyli małe ziemniaki gotowane w wodzie z dużą ilością soli, a do tego tradycyjne kanaryjskie sosy czerwony, zielony i czosnkowy, gambas al ajillo, czyli cudowne krewetki z czosnkiem zanurzone w oliwie, puntillas de calamares, małe kalmary zasmażane w panierce. Spytajcie o danie dnia, świeże ryby, potaje canario, czyli gęstą kanaryjską zupę. Spróbujcie ropa vieja, w wersji kanaryjskiej z mięsem, ciecierzycą, ziemniakami, czerwoną papryką, cebulą, czosnkiem, liściem laurowym i tymiankiem. Skuście się na arroz a la cubana, danie, w skład którego wchodzi ryż, sadzone jajko, smażony na słodko banan, czasem kiełbaska, sos pomidorowy. Zamówcie krokiety, żeby odkryć, jak niewiele mają wspólnego z ich polską wersją. A na deser cymes wyrabiany z tradycyjnej mąki kanaryjskiej, czyli mus de gofio lub tradycyjne kanaryjskie polvito uruguayo.

W Playa de la Garita, Telde na Gran Canarii

Teneryfa ma jeszcze jedno kulinarne cudo zwane arepas. To rodzaj płaskiego, okrągłego chlebka, wypiekanego z masy kukurydzianej. Taką „bułkę” przecina się wpół i wypełnia nadzieniem z rozmaitych składników. Pyszne arepas można zjeść na przykład w tym barze w Candelaria na Teneryfie.

Trzeba koniecznie spróbować czegoś kanaryjskiego do picia. Do wyboru jest m.in. piwo, wino z Lanzarote, Gran Canarii i Teneryfy, rum z Gran Canarii oraz La Palmy.

Nadmorski deptak w Las Palmas na Gran Canarii

Bary i restauracje to jednak nie tylko miejsca, gdzie można zjeść czy się napić. To także historie do oglądania, na wyciągnięcie ręki. Ludzie z ich codziennymi sprawami, turyści zapominający o codzienności. Wymuskane, dopracowane wnętrza, z wystudiowanym każdym szczegółem albo plastikowe, spłowiałe od słońca stoliki i krzesła, porysowane od zmywarek szklanki, brzydkie, kulawe stojaki na serwetki papierowe. Widoki na plażę, na ocean, na ruchliwą ulicę. Piekące słońce, aż trzeba się schować pod parasolem.

I tak można przeżyć, smakować, zjeść Wyspy Kanaryjskie. I wypić. Byle nie przepić.

A jak już będziecie siedzieć w barze z widokiem na ocean, może didżej albo barman włączy nastrojową muzykę.

 

 

O kulinariach poczytacie też tutaj

Targ obfitości


4 thoughts on “Życie barowe

  1. To bardzo drogo.
    We Włoszech w moich ulubionych barach kawa kosztowała między 0,5 a najwięcej 0,9 Euro.

    Nawet w lansiarskich barach nad morzem to było 1 Euro.
    1,2 Euro to stanowczo przesada.

    1. We Włoszech byłam tylko w Rzymie, tam kawa była droga, choć nie pamiętam dokładnie cen, nie przytoczę. A może ja płaciłam więcej, bo ja do picia kawy muszę sobie usiąść, nie lubię na szybko łykać espresso na stojąco. No i kawa powinna być tania we Włoszech, w końcu jest tam powszechna, jak i wino. Och, wino było tanie i pyszne w Rzymie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *