Zwolnienie po kanaryjsku

Zwolnienie po kanaryjsku

Miesiąc przed końcem umowy o pracę szef mówi ci: tak, tak, jak najbardziej przedłużamy, pracujesz z nami dalej. Planujesz więc wakacje i kupujesz bilety lotnicze (350 euro). Kilka dni później okazuje się, że zmieni się szef. Dwa tygodnie przed końcem umowy o pracę Nowy Szef mówi, że nie wie, czy ci przedłużą umowę. Na wysokim szczeblu najwyższym wszechmogącym trwają właśnie dyskusje. Niewiele ponad tydzień przed końcem umowy, w środę, Ustępujący Szef mówi ci, że nie przedłużą ci umowy. Że on by przedłużył, ale decyduje już Nowy Szef wespół z wysokim szczeblem najwyższym wszechmogącym. Na twoim koncie oszczędnościowym jest sto euro. Urząd informuje cię, że masz prawo do bezrobocia w wysokości jakichś 330 euro na miesiąc, za mieszkanie płacisz 440 euro na miesiąc. W tej sytuacji wydaje ci się, że najlepszym wyjściem będzie usiąść i się rozpłakać. Innego wyjścia chwilowo nie znajdujesz. Pocieszające jest to, że w tym klimacie możesz spokojnie zostać bezdomnym. Jest ciepło i zawsze można spać na plaży. 350 euro wydane dopiero co na bilet lotniczy – nigdzie nie polecisz, ale linie lotnicze nie oddadzą ci pieniędzy – wydaje ci się majątkiem godnym króla hiszpańskiego.

Niecałe dwa tygodnie przed końcem umowy, w czwartek, dokładnie dzień później po tym, jak okazało się, że zostaniesz zwolniony, Nowy Szef oznajmia Ci, że chętnie by cię wysłał do pracy na Gran Canarię. Ale zagwarantować nie może, bo tam decyduje Grankanaryjska Szefowa. Wieczorem pisze do ciebie Grankanaryjska Szefowa. Chce cię przyjąć do pracy. Za jakiś miesiąc. Bardzo chce cię przyjąć do pracy. Przyjmie cię. Tak myśli. Z nadmiaru wrażeń masz ochotę rozpędzić się mocno i huknąć głową w najbliższy wulkan. Udajesz się jednak do najtańszego supermarketu by nabyć prawie najtańsze wino białe za 1,10 euro. Tego najtańszego wina za 0,90 euro, które pijaliście ze szwagrem, niestety nie ma. Patrzysz się na ocean, wzdychasz głęboko i myślisz sobie – teraz poczekamy na kolejną odsłonę tego dramatu. A może cię wyślą na Karaiby?


7 thoughts on “Zwolnienie po kanaryjsku

  1. Uszy do gory 🙂 Strach czesto jest znacznie gorszy niz faktyczne wydarzenia.. Na pewno wszystko sie ulozy..
    Bardzo fajny blog… Czyta sie go z przyspieszonym biciem serca.. No moze w moim przypaku z przyspieszonym, poniewaz sam przenosze sie na fuerteventure w najblizszym czasie… Z Polski wyemigrowalem juz dawno temu, ale jak opisywalas w TAKA SYTUACJA, pomimo mojej milosci do slonca, plaz, nocnego trybu zycia(chodzi mi o spanie do poludnia i chodzenie spac po polnocy), podchodzenia do zycia z duza rezerwa i zdecydowanie nastawienia na zycie a nie na kariere wyladowalem w Irlandii, w kraju, w ktorym ciagle pada, lato praktycznie nie istnieje, do tego jest to typowy kraj pracy itd. ale tak to wlasnie w zyciu bywa. Bylem na Teneryfie kilka lat temu, w listopadzie 2014 polecialem na 10 dni na Gran Canarie w celach rozpoznawczych, ale bardzo szybko zrozumialem ze nie jest to moja wyspa i po trzech dniach przenioslem sie na fuerte… I to jest zdecydowanie moja ziemia obiecana…Mam nadzieje, ze do konca czerwca maksymalnie bede juz korzystal z kompieli slonecznych i tych wodnych na fuercie.. Jak dojade na miejsce odezwe sie na pewno, moze uda nam sie spotkac i porozmawiac troche na zywo.. Powodzenia i do zobaczenia :):):)

  2. No I wlasnie to jest ten raj…I dlatego z niego ucieklam. Zupelny brak pewnosci I zabezpieczenia na przyszlosc. Dobre jak sue ma rodzine dka zabezpieczenia, nie ma dzieci, zobowiazan, oplat, pozyczek, domu do splacania, I ciekawe co zrobisz na starosc? Jaka sobie wypracujesz emeryture? Ja sobie zapracuje ba porzadna, w tym kraju gdzie teraz jestem, sprzedam dom, ktory kupilam dzieki decyzji o wyjezdzie z kanarow, kupie domek na wyspach I wroce. Bez stresow.

  3. JeJ byłem u Ciebie ponad miesiąc temu z zorganizowaną wycieczką. To, że tam byłaś sprawiło że z wyglądu zwykłe zwiedzanie stało się niezwykłe. Dziwię się Twoim szefą…

  4. Super ciesze się bardzo ze udało się wszystko miło będzie dalej czytać następne wpisy.pozdrawiam

  5. A mnie na Kanarach zwolniono tak (szefowe były z Wenezueli i Katalonii), że jak pewnego dnia zrobiłam to, co do nie należało i już miałam iść do domu, to mnie poinformowano, że jednak nie nadawałam się do tamtej pracy i podsunięto mi do podpisu przygotowane wcześniej papiery udokumentowujące zwolnienie. I to był mój ostatni dzień w pracy. Rach ciach i już.

  6. Trzeba być przygotowanym na takie sytuacje, a gdzie oszczędności? Trzymam kciuki że wyślą Cię do nas na Karaiby 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *