Zróbmy sobie plażę

Zróbmy sobie plażę

Cóż zrobić, jeśli życie zamiast białego gładkiego piaseczku i krystalicznej gładkiej tafli wody podsuwa ci skaliste wybrzeże pełne klifów, kamieni otoczaków oraz bijące o brzeg wściekłe bałwany? Otóż można sobie zrobić plażę. I to całkiem na serio. Z takiego założenia wyszli Kanaryjczycy, przytaszczyli tony piasku, wyłożyli, zagrabili, posadzili palmy, voilà! Można się kąpać i opalać. Tak oto powstało kilka znanych sztucznych plaż na archipelagu. Pięknie wkomponowane w pejzaż, dla przeciętnego turysty zupełnie nie do odróżnienia od tych stworzonych przez matkę naturę.

Na wszystkich siedmiu Wyspach Kanaryjskich pięknych, piaszczystych, naturalnych plaż nie brakuje. Ale są rozdzielone nieco niesprawiedliwie, więcej ma ich na przykład Fuerteventura niż Teneryfa. Czasem, jak na południu Gran Canarii, nie wystarczą ludzkim apetytom na plażowanie i chciałoby się mieć ich więcej. Kanaryjczycy zabrali się więc za usypywanie nowych.

Jedną z najsłynniejszych stworzonych ludzką ręką plaż jest Las Teresitas na Teneryfie, usytuowana w San Andres, nieopodal stolicy wyspy, Santa Cruz. Pomysł, by stworzyć tu wygodne miejsce do morskich kąpieli, narodził się już w latach pięćdziesiątych XX stulecia. Wtedy to w miejscu, gdzie dziś ciągnie się brzeg morski pokryty jasnym piaskiem, wybrzeże było przeważnie skaliste, pokryte kamieniami otoczakami i gdzieniegdzie czarnym wulkanicznym piaskiem. W latach sześćdziesiątych turyści tu nie zaglądali, służyła jedynie miejscowym. Jak wspominają mieszkańcy, było to miejsce bardzo niebezpieczne, bowiem woda uderzała w brzeg z ogromną siłą i podczas przypływu fale przykrywały całą plażę, rozbijając się o skały. Docierało się tu z San Andres ścieżką prowadzącą między górami. Silne wiatry i fale sprawiały, że była to strefa idealna do surfowania. Mieszkańcy przychodzili tu z deskami wykonanymi z drewna, by łapać fale.

Niewielka ilość czarnego piasku topniała w oczach, bowiem firmy budowlane używały go jako materiał dla swoich konstrukcji. Władze wyspy planowały więc usilnie, by usypać tu sztuczną plażę. Zdobycie odpowiednich pozwoleń, w tym administracji państwowej, wykonanie projektu trwało aż do drugiej połowy lat sześćdziesiątych. Pierwsze prace ruszyły w 1968 roku, wykonano wtedy falochron na oceanie.

Transformacja miejsca zakładała powiększenie plaży, wywłaszczono więc i zlikwidowano gospodarstwa, które się tu znajdowały. Wbrew woli ich właścicieli. Jedna z mieszkanek, Francisca Melián na łamach La Opinión de Tenerife tak wspominała te wydarzenia:

Rolnictwo było głównym źródłem bogactwa we wsi, ponad rybołówstwem. (..) z upraw przy Las Teresitas pozyskiwano wyborne banany, mango, pomidory i awokado. (…) Podczas transformacji plaży wylano więc wiele łez.

W 1973 roku przetransportowano 270 tys. ton piasku z okolic El Aaiún, z Sahary Zachodniej, która stanowiła wówczas hiszpańską kolonię. Saharyjski piasek był tańszy od kanaryjskiego wulkanicznego. Koszt tej operacji wyniósł 50 milionów peset.

Na początku okoliczni mieszkańcy bali się stąpać po nowym piasku, bo znajdowały się w nim skorpiony, czerwone mrówki i świerszcze, dzieci łapały je na wędki i tak straszyły ludzi. (…) Mieszkańcy nigdy nie zaakceptowali tego, jak zmieniono plażę, bo ta oryginalna była wspaniała i naturalna. Ale nasze opinie nigdy nie były brane pod uwagę – wspomina Francisca Melián.

Las Teresitas do dziś służy Kanaryjczykom i turystom. Jej utrzymanie sprawia jednak problemy. Saharyjski piasek jest lżejszy od czarnego wulkanicznego, rozwiewają go więc wiatry. Swoje robi też sprzątanie i przeczesywanie plaży, by utrzymać ją w czystości. W 1998 roku przywieziono więc nowo porcję piasku, także z Sahary Zachodniej. I także ze względów ekonomicznych, bo wulkaniczny materiał jest zbyt drogi. Ponadto, saharyjski piasek zdobi nie tylko Las Teresitas, ale i także południe Teneryfy.

Swoje doświadczenie w budowaniu sztucznych plaż ma także Gran Canaria. Piękne, naturalne, piaszczyste wydmy na południu wyspy nie wystarczają, by spełnić wymagania turystów. Tak więc na południowym wybrzeżu jest już kilka sztucznie usypanych plaż – Puerto de Mogán, Amadores, Anfi del Mar, Puerto Rico, Anfi Tauro. Przeważnie do ich utworzenia także używano piasku z Sahary, jednak na Anfi del Mar przywieziono go aż z Karaibów. I faktycznie plaży tej trudno odmówić uroku. Światło słoneczne, odbijając się od białego karaibskiego piasku, nadaje oceanowi tuż przy brzegu fantastyczny turkusowy odcień.

Najnowszy nabytek zaś to plaża Anfi Tauro (inicjatywa firm turystycznych działających pod szyldem Anfi Group), na której w zeszłym roku usypywano piasek. Nie była aż ta droga, kosztowała sześć milionów euro. Dwadzieścia lat trwało uzyskanie wszystkich niezbędnych pozwoleń, ale już samo stworzenie plaży było już rekordowo szybkie, zajęło zaledwie trzy miesiące. Piasek przypłynął na statkach z Sahary. Wszystko po to, by turyści mieli się, gdzie kąpać. I jak wam się podoba nowa plaża?


Korzystałam z tego artykułu, opisując historię plaży Las Teresitas.


2 thoughts on “Zróbmy sobie plażę

    1. Myślę, że tylko jakiś specjalista geolog mógłby. Ale w plażowaniu to w niczym nie przeszkadza. Nic a nic. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *