Z życia kanaryjskiego nomada

Z życia kanaryjskiego nomada

W nowym pokoju drzwi się nie domykają. Wtyczka do światła przy wejściu nie działa i nie wiedzieć czemu zainstalowano prowizoryczny włącznik na ścianie po drugiej stronie. Żeby zapalić światło, trzeba więc przejść w ciemności przez cały duży pokój. Można by przy tym rąbnąć nogą w jakiś mebel, gdyby nie to, że mebli praktycznie nie ma.

Brzmi źle, ale tak naprawdę nie jest najgorzej. Choć oglądam w sieci te zdjęcia pięknie urządzonych wnętrz, równo przyciętych kwiatków, kubków dobranych kolorystycznie do blatu stołu i jeszcze do dywanu, i jeszcze do ściereczek w kuchni, oglądam te zdjęcia, i rodzi się pytanie. Czy można dużo podróżować i mieć pięknie urządzone mieszkanie? Czy komuś się to udaje? Czy to tylko mity powtarzane na lajfstajlowych blogach? A co na to pracujące, podróżujące, wielodzietne matki?

Zatem, generalnie, pomimo tych samoczynnie otwierających się drzwi i dziwnie zamocowanych kabli, jest dobrze. Mieszkanie ma duży nasłoneczniony balkon, jest w fajnej dzielnicy, pięć minut spacerkiem do plaży. Ach i jest jeszcze piękny widok na ocean, port, przystań żaglówek. I tylko ten widok jest z okna w… toalecie. Można sobie tam długo siedzieć i hm, kontemplować.

Kto zaczyna życie w innym kraju, musi się szybko nauczyć skutecznego sposobu na przeprowadzki. A te, przynajmniej na początku, zdarzają się często. Mnie w ciągu czterech i pół roku przydarzyły się osiem razy. Teraz przydarzy się po raz dziewiąty. Ach, no i jeszcze po drodze była zmiana wyspy dwa razy. Z Lanzarote na Fuerteventurę i z Fuerteventury na Gran Canarię. Po dwóch czy trzech przeprowadzkach zdecydowanie spada poziom „przedmiotowej melancholii”. Żadne tam wazoniki ozdobne, dziesięć poduszek, pięć obrazków i trzy zestawy kubeczków. Z czasem wszyscy wokoło obrastają rzeczami, a ja się ich pozbywam. Ot, takie dziwne dojrzewanie na odwrót. Wzdycham więc do tych zdjęć pięknie urządzonych wnętrz, tych ozdób, bibelotów, lampeczek, świec w stylowych świecznikach, spoglądam na tę moją smętną, niepasującą do niczego, starą kuchenną ścierkę, na tę ścierzynę i cóż, idę na plażę.

Różne to bywały przygody z mieszkaniami, na przykład Krakowianka chciała skakać przez płot, a mnie śmierdziało. Poczytajcie sobie tu.

Choć nie oszukujmy się, dziwne warunki mieszkaniowe to nie jest bynajmniej specyfika Wysp Kanaryjskich, wręcz przeciwnie, uważam, że to pod tym względem jest tutaj dobrze. W Krakowie to też były historie. Sąsiadka z dołu, która domagała się by nie spuszczać wody w toalecie po dwudziestej drugiej i nas podsłuchiwała. Kuchenne okno w mieszkaniu na Kazimierzu wychodziło na miniaturowe podwórze. Widać było z niego tylko naprzeciwległą ścianę. Kiedy ścianę pomalowali na szary kolor, wydawało się, że za oknem widać mgłę. Goście, którzy przybywali tam do nas po raz pierwszy, zawsze mówili: o, jaka mgła dzisiaj. A my im na to, że to nie mgła tylko ściana.

Był też w Krakowie pokój, w którym mieszkaliśmy w pięć osób. A po klatce schodowej chodził sąsiad i krzyczał na całe gardło freeeedoooom. Jak studenci na ostatnim piętrze mieli imprezę, rano następnego dnia sosna przy naszym balkonie była ozdobiona kapslami po piwie i miała długie włosy z papieru toaletowego.

A teraz? A teraz siedzę na plaży i postanawiam: kupię sobie te ścierki. Pod kolor do płytek. Do dywanu nie, bo nie mamy dywanu. A co! Raz się żyje. Zrobię się glamour.


11 thoughts on “Z życia kanaryjskiego nomada

  1. Kup sobie ścierki a co tam 🙂 A jak Cie kiedyś ochota najdzie to i dywan sobie kupisz a jak się będziesz przeprowadzać to najwyżej go zostawisz i tyle 🙂

    Są różne typy 🙂 Częśc z czasem gromadzi wokół siebie coraz więcej a inni wręcz odwrotnie ważne aby człowiek szczęśliwy w tym był 😉

    Widok z okna na pewno piekny 🙂

    Pozdrawiam

    1. Ależ natrzaskałam emotów, aż oczy bolą 😛 Bardzo lubię “Cię czytać” zawsze mam potem dobry humor, stad tez pewnie ta liczba uśmiechów.

      😀

  2. Czytam sobie od jakiegoś czasu tego miłego bloga, który niby jest podróżniczy, a jednak nie jest :).
    I pomyślałam, że zapytam, bo właśnie siedzę i myślę i nic wymyślić nie mogę: za dwa dni lecę na tydzień na Gran Canarię, jakie ubrania powinnam zabrać? Ciężko mi w Polsce, gdzie jest -10 wyobrazić sobie +19 stopni. Czy powinnam się nastawiać na chodzenie w kurtce, bluzie czy też może w krótkim rękawku? Pomóż! 🙂

    1. Mogę Pani odpowiedzieć, byłam w styczniu.
      Bluza dresowa wystarczy, wiatrowka od deszczu, ktory był mżawką.
      Było bardzo gorąco na słońcu więc kapalam sie w Oceanie ,ale nie wielu bylo amatorow bo wiatr potem chłodzi. Jestem milosniczka zimnego Baltyku więc ocean w styczniu był dla mnie fantastyczny. Opalilam się na czarno.Slonce jest lagodne i nie poparzylam się.Filtr tylko w pierwszy dzień. Bylo bosko bardzo ciepło. Chodziłam w letnich ubraniach ale nad wode jak byl wiatr bralismy bluzy dresowe i krotkie spodenki. Cudnie będzie 🙂

    2. Wyobraź sobie koniec polskiego czerwca. Nie wiadomo, czy będzie upał, czy też może będzie chłodno, bo tylko piętnaście stopni. Dlatego zabierz koniecznie letnie ubrania, kostium kąpielowy, krem z filtrem, okulary przeciwsłoneczne. I koniecznie coś na chłodniejszy dzień, lekką kurteczkę, najlepiej chroniącą przed wiatrem, jakiś sweter albo bluzę, długie spodnie, chustkę na szyję.

  3. Fajnie,że potrzeba zmniejszania rzeczy wokól siebie wynika z praktyki, a nie ostatnio mody na filozofię minimalizmu i slow life.

  4. Czy może Pani opisać jak wygląda Pani dzień ? Czy posilki przygotowuje Pani sama? Gdzie zakupy? Chyba dla mieszkańców problemem są wysokie ceny ustawiane pod turystów. Czy zaopatruje się Pani w lokalne produkty, albo jest miłośniczką jakiś szczególnych wyrobów? Jak Pani spedza czas wolny po pracy , czy jeszcze chodzi Pani na jakieś kursy językowe ? Jak wygląda przeciętny dzień stałego mieszkańca? I czy często Pani lata do Polski, bo podróż nie jest uciążliwa szczególnie jak się pokonuje ją nocą.
    Wszystkie linki od Pani zapisałam sobie i przeczytałam bardzo dokładnie.
    Czy podoba się Pani wyspa La Gomera?
    Pozdrawian

    1. Pani Ewo, to wymaga dłuższej odpowiedzi. Przygotuję wpis na ten temat albo wyślę Pani maila, jeszcze przemyślę.

  5. Pamiętam te mieszkania! Każde miało klimat- czy na Prusa z Waszą Księgą Gości czy to ostatnie na Długiej <3

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *