Wyluzowany jak Kanaryjczyk

Wyluzowany jak Kanaryjczyk

Siedzę sobie na Gran Canarii, konkretnie na południu wyspy, w turystycznym kurorcie Playa del Inglés. Siedzę sobie na balkonie jednego z budynków, nieopodal plaży. Sytuacja wygląda mniej więcej tak: świeci słońce, od czasu do czasu po niebie przepływają chmurki, jest gorąco, leniwie, spokojnie, turyści idą nad ocean, rozmowy po niemiecku plączą się z rozmowami po włosku. Ktoś chlapie i pluska w basenie obok, ktoś zaparkował na ulicy przy moim balkonie, wysiadł z auta i trzasnął drzwiami. Popijam łyk kawy, wciągam głęboko powietrze do płuc, gapię się przez chwilę na rosnącą naprzeciw wysoką sosnę i włączam internet. A tam…

…wyniki wyborów w Polsce. I zamęt, i emocje, i gniew, i wielkie zdziwienie, i koniec świata, i armagedon wylewają mi się z komputera, aż muszę co chwila przecierać ekran i uchylać głowę, żeby mnie nie rąbnęło. A trzeba przyznać siecze ostro. Niektórzy łapią się za głowę i pytają, kto ich wybrał, inni krzyczą, kto ich nie wybrał? Niektórzy się cieszą, inni chcą się pakować, a jeszcze inni mówią, że teraz będą rządzić złodzieje tyle, że z inną gębą. Niektórzy biegną do apteki wykupić zapas prezerwatyw na cztery lata, bo wierzą, że zostaną zakazane, inni widzą nadlatujące kaczki, inni apelują: „Polacy, obudźcie się!”, reszta sadzi brzozy. Według jednych nastanie teraz pokój, dobrobyt i szczęśliwość wieczna, według innych strach się bać. Dużo pada słów, tych brzydkich i jeszcze brzydszych, jedni o drugich mówią, że naiwniacy, pacholęta i matoły, pociski padają z obu stron, a może stron jest więcej, tego jeszcze nikt nie wie. I dużo tych słów na k… i na ch…, i – jak mawiała moja polonistka z podstawówki – tę męską część ciała, gdy ją chcemy napisać brzydko, to przez „ch”, a nie samo „h”. Dlaczego? Bo przez „ch” dłuższy!

Czytam to, i czytam, i myślę sobie, że się chyba już „kanaryzuję” (polonizować, kanaryzować). Bez względu na to, czy wygrywają ci, których lubię, czy ci, których nie cierpię, nie wzbudza to we mnie już takich emocji. Jeszcze parę lat temu krzyczałabym, coś w stylu: „Polacy, obudźcie się” albo „nareszcie mamy dobry rząd”, a dziś wzruszam sobie tylko ramionami. Jeszcze dwa lata temu, na Fuerteventurze podczas rozmowy z kierowcami autobusów – piliśmy kawę na wydmach, czekając na turystów – przytaczałam tysiąc argumentów na obronę mojej tezy i stawałam na głowie, żeby wyszło na moje. Jeden z tych kierowców spojrzał na mnie ze spokojem i odparł:

– Ty to zawsze tak dyskutujesz, jakbyś miała wojnę wygrać.

– No jasne – odparłam. – Bo ja z Polski jestem. My zawsze musimy wygrać wojnę.

A dzisiaj patrzę na te rozemocjonowane reakcje po wyborach i myślę sobie, czemu oni się tak pienią, o co im chodzi. Wygrali ci, których nie lubię? Dobrze, może ja nie, ale inni mają swoje święte prawo ich lubić, mają swój punkt widzenia i swoje argumenty. Że teraz jakiś polityk powie coś głupiego w telewizji? A ktoś widział kiedyś telewizję bez głupio gadających polityków? Wzruszę sobie ramionami i będę robić swoje.

Życie na emigracji pokazuje też jedną ważną rzecz. Naprawdę nasz polski cyrk, nie jest najbardziej absurdalny, ani cyrkowy. Niedawno odbyło się ostatnie posiedzenie hiszpańskiego parlamentu przed nachodzącą kampanią i wyborami. Szef rządu, Mariano Rajoy, wychodząc po obradach, na korytarzu natknął się na stado dziennikarzy. Ci, jak to dziennikarze, obskoczyli go i biegnąc wokół, rzucali pytania. Rajoy, wyraźnie zirytowany, nic na te pytania nie odpowiedział, tylko palnął sobie pod nosem – a jednocześnie wystarczająco głośno, by złapały to kamery – Joder! Esto es increíble. (Kur…a! To jest niemożliwe). I tak drodzy państwo Hiszpanie uczą Polaków jak się przechodzi do historii.


One thought on “Wyluzowany jak Kanaryjczyk

  1. Ten luz mnie cieszy. Podczas wypożyczenia samochodu dokładnie go oglądam, rejestruje wszystkie rysy i zadrapania (mając w głowie historie jak to wypożyczalnia wmawia mi przy zwrocie samochodu ze on był bez skazy w momencie wypożyczenia i obciąża niepotrzebnym kosztem). Tymczasem właściciel eypozyczalni spokojnym głosem zwraca się w moim kierunku “Relax, take it easy!!! You’re on holiday. You’ce Got bad experience”. Po współpracy z firmą z Gold w nazwie cóż się dziwić. A tu od razu zrobiło się lżej na duszy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *