Wiosna. Niezielono mi.

Wiosna. Niezielono mi.

W weekend majowy umówiłam się z mieszkającymi na Gran Canarii dwiema Polkami na poszukiwanie zieleni. Wycieczkę do lasu. Poszukiwanie drzew, szumiących liści i największego rarytasu – trawy. To jedna z typowych aktywności, jakie podejmują Polacy, którym przyszło żyć na Wyspach Kanaryjskich albo w suchych i skalistych zakątkach Hiszpanii kontynentalnej. Kolejną – z punktu widzenia Polaków w kraju albo w Anglii iście absurdalną – wielką tęsknotą jest deszcz. Choć pod tym względem na Kanarach ostatni czas był dosyć łaskawy, padało jak na tutejsze warunki dosyć często, nawet raz na dwa miesiące.

Ale zieleń, tej zawsze brakuje. Musi być coś takiego w mózgu osoby pochodzącej z Europy Środkowej, że po jakimś czasie spędzonym wśród wydm, skał i wulkanów zaczyna tęsknić za najzwyklejszym kawałkiem trawy i zachwycać byle jaką kępką źdźbeł jakby to było Machu Picchu albo jakaś egzotyczna dżungla. Gdy myślę sobie o tym, że w Polsce teraz wszystko kwitnie i rośnie, to smutno mi zupełnie jak Polakowi, który w środku zimnego stycznia na Mazowszu marzy o gorących plażach.

Gran Canaria i Teneryfa nie są jeszcze takie złe, bowiem szczególnie na północnych krańcach mają trochę lasów i nieco roślinności. Ale już na Lanzarote i Fuerteventurze to trudno park znaleźć. A trawniki występują jedynie przy nielicznych hotelach, gdzie są podlewane non stop. I nie tylko Polacy, ale i Niemcy, Anglicy i Irlandczycy, którzy wpadną na te dwie wyspy na wakacje, rozglądają się po okolicy i stwierdzają jak jeden mąż, że cudownie, ale nie wytrzymaliby tu na dłużej, bo tak sucho i same skały. W ciągu tych pięciu lat na wyspach spotkałam tylko jedną Polkę, która mieszka na Fuerteventurze i z całą stanowczością twierdzi, że wcale jej nie brakuje lasów, ani łąk i że ta wyspa taka ma właśnie być, jak pustynia.

– Za to La Gomera jest taka zielona. Przepiękna – opowiadała nam po drodze Podróżniczka, gdy samochód wspinał się i słabł na dwójce na ostrych zakrętach wąskich górskich dróg północnej Gran Canarii. Podróżniczka była niedawno na rzeczonej La Gomerze, Terapeutka odwiedziła ostatnio La Palmę, także poszukiwanie zieleni toczyło się wśród rozmów o dwóch najbardziej zielonych wyspach z całego archipelagu. Wspomnieć też trzeba było, że jeśli komuś i te dwie wyspy nie wystarczają pod względem roślinności, to ratunkiem może być już tylko portugalska Madera. Jak sama nazwa na to wskazuje, Ilha Madeira znaczy drewniana albo zadrzewiona wyspa.

Tak to w miłych rozmowach dotarłyśmy do wioski Moya, z której ruszał nasz zazieleniony szlak. Jako pierwsze na naszej ścieżce rosły pachnące obłędnie eukaliptusowe zagajniki. Eukaliptus licznie porastający północną część Gran Canarii jest tu jednak drzewem kontrowersyjnym. Nie jest gatunkiem endemicznym, drzewa zostały tu zasadzone ludzką ręką i stanowią silną konkurencję dla roślinności typowo kanaryjskiej. Są łatwopalne, mają silne korzenie, które niszczą drogi. Od czasu do czasu rodzą się dyskusje, czy wycinać i jak, ale póki co eukaliptus wrósł w krajobraz Gran Canarii. Zobaczyć go możecie na przykład na drodze do miejscowości Santa Brigida.

My jednak, przechodząc przez eukaliptusowe skupiska, zmierzałyśmy w poszukiwaniu innych drzew. Trasą zwaną San Fernando zmierzałyśmy do Los Tilos de Moya. To niewielki las położony w wąwozie Moya, porośnięty głównie drzewami laurowymi. Nie jest to taki zwykły sobie las, to fragment antycznej formacji leśnej, która przed wiekami zarastała sporą część Europy. Jednak w wyniku zmian klimatycznych i zlodowaceń znikła z powierzchni kontynentu, i zachowała się jedynie na atlantyckich wyspach. Starożytny las, oprócz tego niewielkiego skrawka na Gran Canarii, zachował się też m.in. na La Gomerze. Podziwiać go tam można w Parku Narodowym Garajonay.

Było więc wszystko, czego szukały stęsknione za zielenią Polski. Gęsty las, przedzieranie przez krzaki wąskimi ścieżkami, szaleńcze śpiewy ptaków, piknik w cieniu drzew. Prawdziwa uczta dla oczu przyzwyczajonych do plaż i skalistych widoków za oknem. A już po wyjściu z lasu, tuż obok wioski Moya podziwiałyśmy zieleń obniżającego się w kierunku wybrzeża wąwozu. I to właśnie zdjęcie wrzuciłam na Instagrama jako przykład tego, że na Wyspach Kanaryjskich też jest zielono! To się dowiedziałam: suchy krajobraz, ale piękny – odpisała mi znajoma.

Obniżający się w kierunku oceanu wąwóz Moya. Jak dla mnie bardzo tu zielono, ale Polacy mówią, że sucho.

 

A tak wygląda wąwóz ponad wioską Moya, gdy patrzymy na niego, mając ocean za plecami. Może w tej części wam się wyda bardziej zielony?

 

A tu możecie poczytać o… trawie.

Zielona i soczysta


4 thoughts on “Wiosna. Niezielono mi.

  1. …a u mnie za oknem pada deszcz i nieskoszona trawa czeka…chyba wolę już takie Wyspy Kanaryjskie, ciepło no i kleszczy nie ma 🙂

    1. Hahaha, o tym myślałam, idąc przez ten niewielki kanaryjski las. Przynajmniej nie ma tu kleszczy. Albo przynajmniej wierzę, że nie ma 🙂

  2. No i ja chyba nie mogłabym wyobrazić sobie tak długiego czasu bez świeżej trawki, zapachu zaraz po koszeniu … Oh! Jakkolwiek Ty masz palmy, plaże i dobrą pogodę!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *