Wielkie kanaryjskie świętowanie

Wielkie kanaryjskie świętowanie

Trwa powszechne oporządzanie grillów, przyprawianie mięsiwa, dokupowanie kremów przeciwsłonecznych i kapeluszy, kompletowanie przenośnych lodówek, prasowanie koszul i spódnic przed festynem. Kto sprytny, poprosił o wolne w pracy w poniedziałek i cieszy się długim weekendem. Cała reszta odlicza godziny. Jutro wielkie święto. Día de Canarias, czyli Dzień Wysp Kanaryjskich.

Wśród dziewiętnastu autonomicznych regionów Hiszpanii Wyspy Kanaryjskie są wyjątkowe. Oddalone o tysiąc pięćset kilometrów od europejskiego wybrzeża, za to tuż obok Maroka i Sahary Zachodniej, stanowią pomost między obydwoma kontynentami. Europejskie standardy i cywilizacja spotykają się tu z afrykańskim poczuciem czasu. Choć wyspy są częścią państwa hiszpańskiego, dla przeciętnego Kanaryjczyka Hiszpanie to ci, którzy przybyli tu dawno temu i podbili ziemie tubylców. Można się z tym pogodzić, nauczyć żyć i czerpać z tego korzyści, ale nie sprawia to, że autochtoni stają się narodem hiszpańskim. Istnieją tu sentymenty niepodległościowe, ale twarda rzeczywistość i realne spojrzenie na sytuację podpowiadają, że lepiej jednak zostać częścią tego dużego kraju, bo bez niego byłoby zbyt trudno.

Obchodzone 30 maja święto upamiętnia pierwsze posiedzenie Parlamentu Kanaryjskiego, które odbyło się w Santa Cruz na Teneryfie w 1983 roku. Już w czasach Drugiej Republiki Hiszpańskiej, w latach 1931-1939, podejmowano próby ustanowienia lokalnych kanaryjskich władz, jednak nadzieję na jakąkolwiek autonomię przekreśliła wojna domowa (1936-1939) i dyktatura Franco. Dopiero po ustanowieniu demokracji w kraju, znów przywrócono znaczenie poszczególnym regionom.

Dziś powodów do świętowania nie brakuje. Fantastyczny klimat i słońce, które świeci przez cały rok. Turyści, którzy ostatnimi czasy zjeżdżają tłumnie, wypełniają po brzegi hotele, restauracje i knajpy, a razem z nimi odsuwa się od małych wysp widmo kryzysu i totalnego bezrobocia. Spokój, jakim się cieszą mieszkańcy na archipelagu będącym na uboczu wielkich wydarzeń.

W ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat Wyspy Kanaryjskie niemal bezboleśnie przeszły ogromne przemiany. Małe wioski, w których mieszkańcy zajmowali się uprawą ziemi i rybołówstwem przemieniły się w turystyczne kurorty i miasteczka zamieszkane przez ludzi z całego świata. Kto chce zobaczyć miejsce, w którym jest swojsko i lokalnie, ale zarazem międzynarodowo i kosmopolitycznie, powinien wpaść na Kanary. Społeczności Niemców, Włochów, Brytyjczyków, Norwegów, Marokańczyków czy rosnąca grupa Polaków żyją razem z tubylcami bez większych niepokojów czy niesnasek. Nie ma tu żadnej grupy czy narodowości, którą Kanaryjczycy oskarżaliby o wszystkie swoje kłopoty czy nieszczęścia, żadnych „imigrantów”, „obcych”, choć imigranci i obcy oczywiście są. Jeśli na kogoś wypada się skarżyć i wskazywać palcem, to jest to rząd w Madrycie. Ale rządzącym dostaje się po równo od wszystkich hiszpańskich prowincji, Wyspy Kanaryjskie nie są tu w niczym wyjątkowe.

Kłopoty oczywiście są. Zdarzają się. Zarabia się tu za mało, jak i wszędzie na świecie, za pracą trzeba się nachodzić, a słońce w tej pracy grzeje inaczej, niż gdy się człowiek wyleguje na plaży. Ale mimo to, bez wątpienia są powody, by jutro hucznie i radośnie świętować. Czas rozpalić grilla. Czas na plażę. Luz, blues, radość życia. Niech żyją Wyspy Kanaryjskie.

Gdziekolwiek jesteście i cokolwiek będziecie jutro robić, wznieście toast za powodzenie tego małego archipelagu na Oceanie Atlantyckim.

Czas na świętowanie. Najlepiej na plaży.

5 thoughts on “Wielkie kanaryjskie świętowanie

  1. W mojej czesci swiata, czyli Europie kontynentalnej dzisiaj 35C w cieniu..zdecdowanie za goraco, nawet w basenie :)…ale od jutra juz troche chlodniej, i dobrze..Zycze udanego Swietowania !!! Nie ma to jak swietownie na plazy !

  2. Z tym sloncem caly rok to bym nie szalal . Wlasnie jestem od tygodnia I jest pochmurno momentami bym powiedzial ze zimno. Obecnie ladniejsza pogoda jest w anglii. Sam kraj tez mnie jakos nie porwal, nie jest zle ale nie ma wow. Bywalem na lepszych wakacjach

    1. Cały tydzień jest pochmurno? To może to nie te wyspy? Jak lepiej w Anglii to jedź tam na wakacje. Kraj cie nie zachwycił, ale mówisz to po zwiedzeniu jednej czy kilku wysp? Polacy to jednak naród wiecznych narzekaczy, choćby było niewiadomo jak dobrze, to i tak będzie źle. Z takim podejściem nigdy nie będzie dobrze.

    2. Chodzi o to, że słońce przeważnie świeci, ale tak 365 dni w roku non stop to niemożliwe. Czasem się niestety tak zdarza, że ktoś przyjeżdża na tydzień i akurat trafi na fatalną pogodę, czyli 15 stopni w ciągu dnia, chmury i deszcz. Ale nigdy nie będzie to deszcz w wydaniu północnoeuropejskim, czyli przez cały dzień leje non stop. Przeważnie są to przelotne deszcze.
      A gdzie bywały te lepsze wakacje? Chętnie poznam i inne zakątki świata 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *