W podróży do Katalonii

W podróży do Katalonii

Zupełnie nie wiem, dlaczego podróżowanie jest takie przyjemne. A szczególną przyjemność sprawia mózgowi. Dlaczego przejazd przez obce miasto, a konkretnie przez Geronę, przyglądanie się tym nowym ulicom, skwerom i placom, gdy radio puszcza niezgorsze przeboje, a słońce zagląda przez szyby do samochodu, wprawia człowieka w taką radość? A już spacer po starym mieście w tejże Geronie, szwędanie się po wąskich uliczkach, podziwianie panoramy miasta i otaczających go wzgórz, wprawia w ogromnie przeogromną radość.

– To dlatego, że koncentrujesz się tylko na tym, co jest tu i teraz – wyjaśnia Kanaroniemiec. – Gdy chodzisz po ulicach swojego miasta, które już dobrze znasz, myślisz o tych wszystkich rzeczach, które trzeba zrobić i sprawach do załatwienia. A w podróży o tym wszystkim zapominasz – snuje swoją teorię.

Coś w tym musi być – przytaknę mu w myślach – bo od kilku dni myślę jedynie o tym, gdzie będę dzisiaj spać, co będę jeść, co będę zwiedzać, czy lepszą kawę dają w tym barze obok, czy tam za rogiem, kiedy skończy się zapas czystych majtek i skarpetek. Troski te zajmują może z godzinę w ciągu całego dnia, reszta upływa na przyjemnościach. Nogi sobie chodzą, gdzie chcą, oczy patrzą, mózg leniwie rejestruje. Słodki gazowany napój wypity na schodach przed katedrą w Geronie smakuje okropnie, ale to nic, bo widoki są przednie.

Czasem oczywiście pojawiają się zdarzenia nieoczekiwane. Jak wtedy, gdy jeszcze w Las Palmas na Gran Canarii stoimy z walizkami przed domem, żeby jechać na lotnisko i okazuje się, że samochód nie odpala, bo znajomy, który auto pożyczył, zostawił je na noc z włączonymi światłami. Na szczęście jest jeszcze drugie auto i akurat wróciło od mechanika. I po drodze na lotnisko, na autostradzie okazuje się, że mechanik nie naprawił tego, co trzeba, bo nagle autem w pełnym pędzie zaczyna szarpać. Dojedziemy, nie dojedziemy? Polecimy, a może nie?

Na lotnisku i w samolocie buntuje się pies. Nic a nic nie podoba mu się, że go wciskamy do niewielkiego transportera. Tabletka od weterynarza, która miała wprowadzić psa w stan lekkobytu, w ogóle nie działa. Kapitan podczas startu przyspiesza jak szalony już na zakręcie, zanim jeszcze ustawi się na pasie. Samolot dudni, pies się denerwuje, przegryza bok transportera. Współpasażerka obok przez cały lot z Las Palmas do Barcelony ogląda dokument o Hitlerze, gdy pies się uspokaja, mogę więc dokształcić się z historii. Ale nie za długo, bo właśnie wkraczamy w rejon turbulencji, przelatujemy nad burzą. Nie, nie boję się generalnie turbulencji i uwielbiam latać, ale te były akurat takie, że można już było się zastanawiać nad życiem i swoimi dotychczasowymi uczynkami.

W Barcelonie formalności związane z wynajęciem samochodu trwają wieczność, bo Chińczyk (a może to Japończyk? nie potrafię rozróżnić Azjatów po rysach twarzy) w kolejce przed nami się awanturuje. Zarezerwował auto z automatyczną skrzynią biegów i na miejscu odkrył, że wypożyczalnia takowego akurat nie ma. A on tylko takie potrafi prowadzić. Późnym wieczorem wyruszamy w drogę. My, potwornie głodni i pies po traumatycznych przejściach. W jedynym barze za Barceloną, jaki znajdujemy, mała, smutna, na wpół zwiędła kanapka kosztuje ponad sześć euro. Robi nam się bardzo, bardzo smutno. Psu też.

Ot, problemy pierwszego świata. Podróżnicze. Nasze ulubione.

Gerona w Katalonii.

9 thoughts on “W podróży do Katalonii

    1. A bo Gerona po hiszpańsku, Girona po katalońsku, założyłam, że na arenie międzynarodowej będzie Gerona. Choć oczywiście ciągle się waham. Lwice? Nie! Muszę jeszcze raz do Gerony / Girony 🙂

  1. Podróże na południe Europy zazwyczaj wiążą się z przygodami. W Barcelonie nic szczególnego mi się nigdy nie przytrafiło, ale kiedyś w Rzymie na lotnisku nie było dla mnie zarezerwowanego samochodu. Poprzedni klient nie oddał na czas. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, ale tym autem miałam pojechać do ślubu 🙂

  2. Heja
    Możesz coś więcej napisać o posiadaniu psiaka na gc?
    Czy jest problem z wynajęciem apartamentu? Czytałem również ze nie można na plażę zwierzaków zabierać? Aa i jakie ceny lotów oraz przewoźnicy, bo chyba nie wszyscy pozwalają.. pozdr

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *