Tysiąc wrażeń z Gran Canarii

Tysiąc wrażeń z Gran Canarii

Na południu jest gorąco i sucho. Piaszczyste wydmy, skaliste wzgórza. Wystarczy ruszyć się już trochę na północ, kilkanaście kilometrów, w rosnące coraz wyżej góry, żeby upał co nieco zelżał, na zboczach pojawiło się trochę zieleni, a w dolinie po drodze do Tejedy więcej plam.

– Tu już tak jak w innym kraju – przelatuje przez głowę myśl, gdy pełne turystów i zabudowane hotelami południowe wybrzeże znika za plecami, a przed oczami rysuje się kręta, ostra górska droga z przycupniętymi przy niej małymi kanaryjskimi wioskami. Zupełnie tu inaczej, nawet powietrze inne. Kwitnące drzewa pomarańczowe i migdałowe rozsiewają zapach po okolicy.

Im wyżej, a góry w sercu wyspy sięgają niemal dwóch tysięcy metrów, tym bardziej zielono, znikają palmy, pojawiają się sosny. Zaczyna tu pachnieć igliwiem. Gdy tylko przekroczy się najwyższy grzbiet gór, na północnych stokach krajobraz zmienia się kompletnie. Zielone łąki sprawiają wrażenie, jakby człowiek znalazł się gdzieś w Alpach, a nieco poniżej to może i nawet w Beskidach. Kręte drogi obsadzone są ogromnymi eukaliptusami. To znów zupełnie inne miejsce.

Na odległości czterdziestu, pięćdziesięciu, sześćdziesięciu kilometrów pejzaż zmienia się nie do poznania, zmienia się klimat. Gdy na dole, na wybrzeżu praży słońce, przez góry przewalają się gęste mgły. Z suchego południa, przez szczyty trasa wiedzie do miasteczka Firgas, które słynie z wód mineralnych.
Można stąd odbić na południowo-wschodni kraniec wyspy i dotrzeć do stolicy – Las Palmas de Gran Canaria. Miasto łączy w sobie dzielnice o kompletnie różnym charakterze. Starówka pamięta jeszcze czasy średniowiecza, boczne dzielnice zabudowane wielkimi blokowiskami turystom przypominają o dziwo architekturę socjalistyczną, te same ogromne brzydkie bryły, w których w małych klitkach upycha się mieszkańców.

Spacerując po obrzeżach starówki, wychodzi się na zabudowane niewielkimi domami wzgórza. I tak przechodząc ulicę, można się przenieść nagle niczym z dużego europejskiego miasta wprost do marokańskiej wioski. Tak Europa miesza się tu z Afryką bez wyraźnie zaznaczonej granicy.

W ciągu jednego dnia, przemierzając niewielką wyspę o powierzchni niewiele ponad tysiąc pięćset kilometrów kwadratowych, można zobaczyć nieprzebraną mnogość krajobrazów, poczuć się niczym w kilku zupełnie innych krajach. To coś w Europie niespotykane, gdzie trzeba przejechać setki kilometrów by zobaczyć taką zmianę.

A można tu przecież jeszcze z Las Palmas pojechać na przeciwległy północno-zachodni skrawek wyspy do zabudowanego białymi domami – niczym na Lanzarote – Agaete, skąd odpływają promy na Teneryfę. I jeszcze pozostają nieodkryte te wszystkie piaszczyste, z czarnym, szarym, białym piaskiem oraz kamieniste plaże. I górskie wąwozy, i ukryte w sercu wyspy zapory wodne, i sosnowe gęste lasy, i ogromny wulkaniczny krater, i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze. Od kolorów, wrażeń, zapachów i barw kręci się w głowie.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *