Turyści kontra mieszkańcy

Turyści kontra mieszkańcy

El turismo de calidad, czyli turystyka jakościowa – to ostatnio naczelne hasło kanaryjskich władz lokalnych i od zawsze marzenie całej Hiszpanii. Jakościowa, czyli jaka? Taka, która oferuje produkt na wysokim poziomie, zarówno hotel, jak i jedzenie, obsługę, miejsca do zwiedzania, piękne plaże, ciekawe zabytki, itp. Co jeszcze? Musi być jeszcze turysta z odpowiednio wypchanym portfelem.

Jako turystka i podróżniczka oraz jako mieszkanka miejsca, które jest popularną na świecie atrakcją turystyczną, cierpię na lekkie rozdwojenie jaźni. Z jednej strony cieszę się, gdy ceny noclegów w hotelach i hostelach spadają, przyklaskuję nowym połączeniom lotniczym tanich linii, kibicuję restauracjom, w których można zjeść, nie rujnując się przy okazji. Jako mieszkanka pięknych wysp z wiecznie piękną pogodą, uważam, że turyści powinni płacić za swoje wakacje, najlepiej dużo płacić. A walorów turystycznych Hiszpanii, ani żadnego innego kraju nie należy tanio sprzedawać.

Jaką korzyść mają mieszkańcy Gran Canarii, Teneryfy, Barcelony czy Krakowa z turystów, którzy przybywają masowo i liczą każdy grosz? Ze studentów, którzy nie płacą za nocleg i korzystają z coachsurfingu, z turystów „plecakowych” żywiących się bułkami z jogurtem, z pijanych obcokrajowców, co przyjechali na wieczór kawalerski, opili się i wyjechali? Jeśli tydzień na południu Gran Canarii z przelotem i wyżywieniem może kosztować w Niemczech zaledwie 300 euro, to jest to oczywiście wielka oferta dla kogoś, kto chce się wybrać na urlop. Kanaryjczyk, który pracuje w hotelu lub prowadzi restaurację, tę ofertę widzi raczej jako gwóźdź do trumny swojego biznesu albo zbliżającą się wizję bezrobocia.

Rezultaty masowej turystyki niskobudżetowej widoczne są w wielu miejscach na świecie. Tłumy przybyszów, centra i dzielnice miast, z których znikają lokalni mieszkańcy, zanieczyszczenie środowiska, uliczne korki, nawet aż po niszczenie lokalnej, tradycyjnej kultury. Matematyka jest prosta, jeśli turysta wyda mało, mieszkaniec mało zarobi.

W definicji turystyki jakości nie mieści się tak popularne all inclusive, a już na pewno nie all inclusive z ofertą napojów alkoholowych. To jedna z głównych przyczyn upadku niezliczonych restauracji i barów, pogorszenia jakości usług w hotelach oraz – nie przesadzając – zmiana oblicza turystycznych miejscowości, dzielnic oraz miast.

Pojęcie turystyka jakościowa jest sprzeczne także z ideą tanich lotów, dostępnych dla każdego. To właśnie tanie połączenia lotnicze sprawiają, że wiele miejsc odwiedzanych jest masowo.

Trudno wprowadzać odgórne limity, ile osób może odwiedzić dane miasto czy wyspę. Jeśli jednak oferta dla turystów będzie przygotowana na odpowiednio wysokim poziomie, z hotelami cztero- i pięciogwiazdkowymi, z restauracjami serwującymi jedzenie wysokiej jakości, a wszystko to w cenach odpowiednich do tej jakości, problem masowości rozwiąże się sam. Mniejszą liczbę urlopowiczów zrekompensuje fakt, że ci mniej liczni wydają więcej pieniędzy. Albo zdecydowanie więcej pieniędzy.

Interesy turystów nie zawsze idą w parze z korzyściami dla mieszkańców. Trudno się temu dziwić.

Wyspy Kanaryjskie coraz bardziej modne


2 thoughts on “Turyści kontra mieszkańcy

  1. Temat trudny… świetnie rozumiem mieszkańców, ale z drugiej strony jak tu odmawiać ujrzenia morza, oceanu, spróbowania sangrii czy świeżych kalmarów tym, którzy pracują cały rok, a może nawet kilka lat, żeby cokolwiek móc zobaczyć, wyrwać się i posmakować życia??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *