Tęsknota za polskim hydraulikiem

Tęsknota za polskim hydraulikiem

To jest zbyt piękne. To jest nieprawdziwe. Kanaryjczycy wiecznie szczęśliwi i uśmiechnięci, Anglicy uśmiechnięci, Niemcy, nawet Niemcy są sympatyczni, toż to nie może być – taką krytykę słyszę często. Że lukruję rzeczywistość, że przejaskrawiam, że dodaję za dużo promieni słońca, bo ani życie, ani wakacje na Wyspach Kanaryjskich nie są aż tak piękne.

Będąc w gąszczu tej krytyki, postanowiłam i ja coś skrytykować. Ponarzekać jak rasowy Polak. Postanowiłam zatem się skupić i znaleźć coś, czego ja tu nie cierpię, na co mnie krew zalewa, co mi podnosi ciśnienie równie mocno, jak gdyby mi ktoś zajechał drogę i trąbił w centrum Katowic. Piję już drugą kawę, dumam i dumam, i wreszcie mam. Znalazłam. Taka historia.

Rzecz wydarzyła się jesienią 2014 roku na Fuerteventurze. Mieszkałam wtedy w Corralejo, na przepięknym osiedlu bungalowów, z bujnym ogrodem i dwoma basenami. Akurat odwiedziła mnie rodzina, przyjechali sobie na wakacje, by uciec od polskiej słoty. Pewnej nocy mój Tato obudził mnie około drugiej czy trzeciej, mówiąc, że w łazience woda się leje z sufitu. I rzeczywiście lała się, i kapała dosyć mocno. Tato poradził mi, by wezwać pogotowie wodno-kanalizacyjne. Tu nastąpił pierwszy szok dla mentalności, musiałam bowiem wytłumaczyć mu, że takie pogotowie na Fuerteventurze nie istnieje. Że są na świecie społeczności, w tym kanaryjska, które nie zorganizowały sobie pomocy w nagłych zdarzeniach dotyczących wody w rurach. Trzeba było czekać do rana. Ja poszłam spać, a Tato dzielnie trwał na stanowisku. Czuwał, podstawiając wiadra pod cieknącym sufitem.

Około szóstej rano na osiedle przychodził pracownik, który zajmował się ogrodami i basenami. Zwabiliśmy go do mieszkania, żeby rzucił okiem na kapiącą wodę, może by coś doradził, jakiś zawór wskazał. Wydedukowaliśmy, że jeśli ktoś na co dzień zajmuje się basenami, to pewnie zna się na hydraulice. Pudło. Nietrafiony, niezatopiony.

– Ja nie mogę się zajmować awariami w mieszkaniach, bo ja pracuję na zewnątrz, a nie w środku – bronił się dzielnie, ale udało nam się go nakłonić, by jednak wszedł do łazienki i spojrzał na rury ponad podwieszanym sufitem. Spojrzał i podsumował:

– Ja tu nie mogę nic zrobić, przykro mi. Ja pracuję na zewnątrz.

Pozostało nam więc podstawianie wiader i czekanie do dziesiątej, aż otwarte będzie osiedlowe biuro.

O rzeczonej dziesiątej poszłam do biura, prosząc, by przysłali hydraulika. Tam okazało się jednak, że skoro wynajęłam mieszkanie za pośrednictwem innej agencji nieruchomości, to osiedlowa recepcja mi nie pomoże, muszę do mojej agencji. Tak też zrobiłam, zadzwoniłam, by kogoś przysłali.

Po dwóch godzinach, w czasie których przekonywałam fachowca, żeby przyszedł szybko, bo leje mi się na łeb, wreszcie się zjawił. Popatrzył, popatrzył, sprawdził moje mieszkanie i sąsiada z góry, i stwierdził, że choć to u mnie kapie woda, to jednak awaria jest w rurach należących do mieszkania z góry. A to górne mieszkanie nie leży w gestii mojej agencji nieruchomości, tylko osiedlowego biura. I że muszę do biura. Tak też zrobiłam.

Po jakiejś godzinie a może dwóch przyszedł hydraulik przysłany przez zarządcę osiedla. Popatrzył, popatrzył, sprawdził moje mieszkanie i sąsiada z góry, i stwierdził, że on tego naprawiać nie będzie, bo to zbyt poważna awaria. I że to jest sprawa dla hydraulika z ubezpieczenia. I że muszę do biura, żeby mi przysłali fachowca od ubezpieczyciela. Tak też zrobiłam.

Na szczęście zakręcił wodę sąsiadowi z góry, skutkiem czego przestało mi wreszcie kapać z sufitu. Sąsiad oczywiście był mniej szczęśliwy niż ja.

Po kilku godzinach czekania przyszedł fachowiec z ubezpieczenia. Udało mu się naprawić awarię. Zrobiło się już późno. Zapadł wieczór.

Zszargane walką o hydraulika nerwy ukoiliśmy za pomocą pysznego cydru z Polski. Wznieśliśmy toast za pogotowie wodno-kanalizacyjne.


6 thoughts on “Tęsknota za polskim hydraulikiem

  1. Wydaje mi się, że problem z polskim hydraulikiem to już jest i w naszym kraju, bo większość wyemigrowała 😉 Byłam w Corralejo na wczasach, piękne miejsce, tylko wiatr mi prawie głowy nie urwał 😀 ale czas płynie wolniej, a ludzie mają uśmiechy na twarzy, słońce i więcej witaminy D w organiźmie. Zapraszam na swój blog o życiu w UK
    http://jakpachniepiniadz.blox.pl/html
    Pozdrawiam! 🙂

  2. Historia jak z jakiejś komedii pomyłek 🙂 Teraz to nawet zabawne, ale domyślam się, że wtedy nie było 🙂
    Pyszny cydr z Polski? 🙂 A jaka marka? Ja piłam tylko Lubelski i nie był zły.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *