Stara dobra Fuerteventura

Stara dobra Fuerteventura

Półtora roku mija, jak wyprowadziłam się z Fuerteventury, a tu mi już zdążyli pół wyspy pozmieniać i przebudować. A przynajmniej takie sprawia wrażenie, gdy człowiek wpada na jeden weekend do Corralejo i El Cotillo. Okazuje się, że ulubione knajpy pozmieniały wystrój i serwują już inne dania, skończyły się remonty deptaków i przejść, i wyglądają one już inaczej, a do tego jeszcze wybudowano nową, zupełnie nowiusieńką drogę z Corralejo na południe, biegnącą środkiem wyspy i jadąc nią, omija się wydmy. Efekt jest taki, że podczas tego krótkiego pobytu na Fuercie wiele razy mówiłam – o, chodźmy tam, tam jest fajne miejsce – po czym lądowaliśmy w miejscu przebudowanym, pozmienianym, na wpół nowym. Albo wydawałam instrukcje typu skręć w prawo i okazywało się, że należało jednak skręcić w lewo, bo po ostatnim remoncie drogi wszystko jest inaczej.

Nawet środek transportu nam się zmienił. Przyzwyczajona jestem do podróżowania na promach pomiędzy wyspami. Pakujesz walizki do auta, auto na prom, zamawiasz kawę w barze, rozsiadasz się wygodnie w fotelu i modlisz się, żeby za bardzo nie bujało i żeby śniadanie poszło tam, gdzie zostało wysłane, czyli do żołądka. Tym razem jednak polecieliśmy samolotem. Nowe linie lotnicze między wyspami są wyjątkowo tanie. Jeśli kupi się bilet z większym wyprzedzeniem – czego oczywiście nie zrobiliśmy – mieszkańcy wysp płacą nawet dziesięć euro za lot. Dla turystów cena liczy się podwójnie, czyli dwadzieścia euro za lot, nie mają bowiem zniżek, które przysługują mieszkańcom.

Lot z Gran Canarii na Fuerteventurę to najkrótsza podróż samolotem, jaką udało mi się w tym życiu odbyć. Według rozkładu trwa czterdzieści minut, ale w rzeczywistości jest jeszcze krótsza. Dopiero co wystartujemy, a już stewardessy spieszą się ogromnie, żeby rozdać pasażerom po odrobinie wody. Ledwo się wyrabiają z tym przejściem przez niewielki przecież samolot, maszyna jest mini rozmiarów, w jednym rzędzie są tylko po cztery siedzenia. I już zaraz następuje lądowanie. Podczas lotu tam i z powrotem nie zdążyłam nawet przejrzeć całej pokładowej gazety, tak krótko to trwa. Niewątpliwym plusem takiej podróży są fantastyczne widoki na obie wyspy oraz w bonusie, na położone nieco dalej Teneryfę i Lanzarote. Jeśli będziecie kiedyś się zastanawiać nad przeprawą między wyspami sprawdźcie ofertę przewoźnika Canaryfly (to nie jest tekst sponsorowany, chociaż nie miałabym nic przeciwko, gdyby te sympatyczne linie zapłaciły mi za reklamę, którą tu niniejszym i de facto czynię).

A Fuerteventura? Mimo tych nowości, ta nieco inna, przebudowana, widziana z samolotu wyspa pozostaje wciąż niezmienna. Nadal ta sama leniwa, wyluzowana atmosfera, wciąż te rozległe, puste niemalże plaże, te ciągnące się kilometrami niezamieszkane, skaliste przestrzenie, te wydmy, które roztaczają przed oczami patrzącego jeden z najpiękniejszych widoków na naszej planecie (nie przesadzam!). Jeśli więc potrzebujecie ciszy, spokoju, słońca, oceanu oraz chwilowej ucieczki od cywilizacji, to Fuerteventura czeka.


7 thoughts on “Stara dobra Fuerteventura

  1. Niech czeka cierpliwie! Ja juz za miesiac, tym razem z pokladu jachtu, krążąc między tymi rajskimi wyspami. Tak sie ciesze!

  2. Zdecydowaliśmy się przeprowadzić w tym roku na kanary czy znasz może jakieś strony z ofertami wynajmu mieszkań (takich na dłużej a nie np: na 1-2tyg) na Gran Canarii lub Teneryfie? pozdrawiam

    1. http://www.fotocasa.es
      http://www.idealista.com
      http://www.enalquiler.com
      http://www.pisos.com
      https://www.milanuncios.com
      To strony z ogłoszeniami mieszkań na stałe, a nie na wakacje. Można też wpisać w google frazę “alquiler piso gran canaria” i wyskoczy sporo stron z ofertami. Podczas szukania trzeba zwrócić uwagę, czy mieszkanie jest wynajmowane bezpośrednio przez właściciela czy za pośrednictwem biura nieruchomości. Biura naliczają bowiem dodatkową opłatę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *