Should I stay or should I go?

Should I stay or should I go?

Lepiej mieszkać za granicą czy w Polsce? W mieście czy na uboczu? Zarabiać wielką kasę i piąć się po szczeblach kariery czy usiąść spokojnie i cieszyć się, że kawa tak dobrze smakuje i tuż obok baru, gdzie się tę kawę pije, statki zawijają do portu, i jest tak nieziemsko leniwie i dobrze? Ale może za pięćdziesiąt lat będę żałować, że zamiast świat podbijać zajmowałam się piciem kawy i oglądaniem portów? I koniec końców nic z tego nie mam? No bo jakie korzyści ma się z tego, że kiedyś było przyjemnie? Ale czy ze wszystkiego trzeba mieć jakąś korzyść? A jak już zrobię tę karierę, dostanę nagrodę, przyjdzie prezes i uściśnie mi dłoń, to będzie znaczyło, że życie miało sens? Co jest lepsze: uścisk dłoni prezesa czy kawa w porcie?

Może wrócę do Polski, znajdę stałą pracę, od siódmej do piętnastej tak jak Pan Bóg przykazał? I będę siedzieć po godzinach, bo przecież jest kryzys, tak wypada i wszyscy siedzą po godzinach? I kupię mieszkanie za jakiś kredyt na czterdzieści lat? I będę pracować czterdzieści lat, żeby zapłacić za te czterdzieści metrów kwadratowych? Metr kwadratowy na rok, chyba nie wychodzi źle, a może jednak to kiepski kredyt jest? I po co się tak po świecie włóczyć, kiedy można by sobie spokojnie w swoim kraju spłacać kredyt?

Czy praca zawsze musi być ambitna? Czy bardziej ambitnie jest być pracownikiem korporacji czy małego biura wycieczek? Czy to grzech mieć pracę, w której nie planuje się żadnych strategii, szeroko zakrojonych projektów i przedsięwzięć w oparciu o wnikliwą analizę baz danych? Czy to grzech wyjść o siedemnastej, wyłożyć się na plaży i mieć całą resztę w pewnym zacienionym miejscu swego ciała? Czy jak się gdzieś biegnie to należy wiedzieć po co? Czy jak już jest tak dobrze i wygodnie, to nie jest źle, bo jest za wygodnie? Czy można wszystkie wieczory spędzać na przyjemnościach i nie zapisać się na żadem kurs językowy, ani obsługi Excella? Czy jestem już takim strasznym troglodytą bez pasji, bo mi się nie chce? Czy można sobie tak zwyczajnie, najzwyczajniej w świecie odpuścić?

Pyszna ta kawa. I właśnie wpływa do portu prom z Lanzarote.


2 thoughts on “Should I stay or should I go?

  1. Wlasnie zadaje sobie to samo pytanie. Ja czekam na uscisk reki, ucze sie Excela i biore robote do domu. Kredytu jak narazie brak,tak wiec zero metrow kwadratowych w kieszeni…i tak sie zastanawiam czy nie pierdylnac tym wszystkim,spakowac meza i corke i nie wywalic sie na plazy, pic pyszna kawe i pracowac w biurze podrozy,co od dziecka bylo moim marzeniem. Czytam Twojego bloga i czuje, ze chyba sie gdzies pogubilam po drodze. Tez chce miec Excela w moim zacienionym miejscu ! Pozdrawiam. M :*

  2. Oj kochana, cudnie to ujęłaś – aż mężowi wysłałam – to jakby moja własna logorrhea myślowa, tylko tej kawy z tym widokiem mi brakuje ! Ale już niedługo – w październiku znów ( po raz 6 ) odwiedzimy ukochaną Fue. Myślimy o przeprowadzce za jakieś 2 lata, w związku z, poproszę o pomoce praktyczne – co gdzie i kiedy najpierw należy wykonać, a i jak możesz rzuć proszę namiar na szkoły, przedszkola w okolicy Caleta de Fuste,a i jak najlepiej się za praca rozglądać, dzięki i smacznej kawy życzę 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *