Przychodzi baba do lekarza

Przychodzi baba do lekarza

Napisał do mnie ostatnio jeden z Czytelników, Tomasz, pytając czy można by coś napisać o hiszpańskiej służbie zdrowia. Że ludzie są żywo zainteresowani tym tematem i że temat to niezwykle ważny, zarówno dla turystów, jak i osób, które chciałyby tu zamieszkać. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko się z Tomaszem zgodzić, podziękować mu za pomysł, co niniejszym czynię. I opisać moje doświadczenie oraz zasłyszane historie, jak działa służba zdrowia w Hiszpanii, a konkretnie to na Wyspach Kanaryjskich. Rozczarują się jednak ci, którzy oczekują krwawych historii, sodomy i gomory, narzekań, jak to jest strasznie i beznadziejnie. Wręcz przeciwnie, bardzo sobie ten hiszpański system chwalę i jestem zadowolona.

Opieka zdrowotna jest powszechna, należy się niemal wszystkim. Jako turyści przybywający z kraju Unii Europejskiej mamy do niej prawo za okazaniem europejskiej karty zdrowia, dlatego trzeba ją sobie wyrobić przed wybraniem się na wakacje. Jako obcokrajowcy mieszkający w Hiszpanii, musimy sobie wyrobić numer seguridad social. Ubezpieczenie, a zatem i bezpłatne usługi medyczne przysługują osobom, które mają zarejestrowaną firmę w Hiszpanii, są zatrudnione na etacie, są na zasiłku, emeryturze, a jeśli nie pobierają żadnych świadczeń, to są zarejestrowane jako bezrobotne. Podobnie jak w Polsce może nas też ubezpieczyć współmałżonek, dzieci korzystają z ubezpieczenia rodziców.

Obcokrajowcy mieszkający, ale niezarejestrowani w Hiszpanii, nieposiadający statusu rezydenta, czyli ci, którzy nie mają numeru NIE, są w kraju nielegalnie, nie mogą korzystać z podstawowej bezpłatnej opieki zdrowotnej. Pomoc należy im się jednak, jeśli są ofiarami wypadku lub cierpią na ciężką chorobę. Niepełnoletnie dzieci nielegalnych imigrantów mają prawo do pełnej opieki medycznej. Kobiety w ciąży mogą liczyć na pomoc w trakcie trwania ciąży, porodu i połogu bez względu na to, czy przebywają w Hiszpanii legalnie czy nie. Tyle teoria.

A praktyka? Tak jak w Polsce, trzeba się zarejestrować w przychodni rejonowej i wybrać lekarza pierwszego kontaktu. Zanim się wybierzemy z wizytą, musimy się oczywiście umówić, najlepiej przez telefon. Z mojego doświadczenia wynika, że telefoniczne umawianie się jest łatwe i szybkie, pacjent dostaje konkretną datę i godzinę wizyty. Zdarza się oczywiście, że będąc w przychodzi, trzeba poczekać, lekarz wszak nie pracuje z sekundnikiem w ręku. Nie zdarzyło mi się jednak tak jak w Polsce czekać długimi godzinami wśród zdenerwowanych towarzyszy niedoli, ani oglądać lekarza wychodzącego z gabinetu, spacerującego tu i tam przed nosem wściekłych pacjentów.

Rzadko korzystam z usług médico de cabecera, czyli lekarza pierwszego kontaktu, rodzinnego czy jak go zwać. Hiszpania ma bowiem coś co uwielbiam – przy szpitalach i niektórych przychodniach działają urgencias, gdzie są pełnione dyżury dwadzieścia cztery godziny na dobę. Można tam pójść, nawet jeśli nie jesteś zameldowany w danym rejonie, poskarżyć się, co ci dolega, powiedzieć, że to nagle i cierpisz, i udzielana jest ci pomoc. Byłam już w urgencias z zapaleniem pęcherza, okropnym przeziębieniem w sobotni wieczór, gdy przychodnia była zamknięta (czekałam przez cały tydzień, aż przejdzie i nie przeszło), krwawiącym nagle uchem, które do tego jeszcze bolało jak wściekłe. Zawsze się mną sympatycznie i fachowo zaopiekowano, lekarze sprawdzali dokładnie, co mi jest. Fakt, czasem trzeba sobie dobrych parę godzin poczekać, bo wizyta nie jest wcześniej umówiona i nie wiadomo, ile akurat jest osób w podobnej sytuacji.

Wizyta w urgencias w porównaniu do ostrego dyżuru w Polsce jest relaksująca i sympatyczna niczym wyjście na plażę. Raz tylko zdarzyło mi się w naszej ojczyźnie pójść na ostry dyżur w środku nocy w Krakowie, gdy nieopatrznie wbiłam sobie ogromną drzazgę pod paznokieć. Wiem, brzmi niepoważnie, ale wbijcie sobie coś gwałtownie pod paznokieć, co ma takie same rozmiary, jak rzeczona część ciała, to porównamy doświadczenia. Ja szłam przez pół miasta, w deszczu, rycząc z bólu, żeby sanitariusz na ostrym dyżurze mnie wyśmiał, bo tu się ratuje życie, a nie przychodzi z pierdołami. Nawet gdyby się zainteresował i mną zajął, to i tak pewnie musiałabym najpierw stoczyć walkę z innymi pacjentami. Korytarz roił się bowiem od cierpiących i wściekłych ludzi, wkurzonych, że muszą tyle czekać. Tak, w zakresie nagłej pomocy medycznej zdecydowanie wolę hiszpańskie rozwiązania.

Czasem ta opieka jest aż posunięta do absurdu. W urgencias w szpitalu na Lanzarote była zatrudniona pani, której zadaniem było usadzanie pacjentów na krzesełkach w poczekalni. Ponadto, pani ta zbierała od bliskich, przyjaciół, rodziny pacjentów numery telefonów. I tak, gdy tylko wyszłam z gabinetu lekarskiego, już stała obok mnie na baczność i już dzwoniła do moich znajomych, którzy mnie do szpitala wcześniej przywieźli, żeby wpadli mnie odebrać. Taka sytuacja zdarzyła mi się jednak tylko raz, na Lanzarote. W urgencias na Fuerteventurze i Gran Canarii już sama dzwoniłam, żeby mnie ktoś podwiózł.

Dobrze funkcjonuje nie tylko ta pierwsza i doraźna pomoc, ale też opieka specjalistów. Zaleczone na Fuerteventurze krwawiące ucho bolało i puchło przez kolejne miesiące. Na Gran Canarii wybrałam się więc do lekarza pierwszego kontaktu. Ten ocenił, że potrzebna jest fachowa pomoc i wysłał mnie do specjalisty. Czekać trzeba było na wizytę chyba za dwa miesiące, no ale to nie było nic aż tak uciążliwego. Specjalista zajrzał do ucha, stwierdził, że to pęknięty bębenek. I że to taka sprawa, którą albo się zostawia, albo operuje. Jedyne co, absolutnie nie można ucha moczyć, nic a nic, taki drobny szczegół, ale dosyć istotny, gdy człowiek żyje na wyspach otoczony oceanem. Dosyć mało sympatyczny był ten lekarz, nie chciał mi nic doradzić, chyba miał zły humor tego dnia. Poprosiłam o operację, skierowano mnie więc do szpitala w Las Palmas.

Kilka miesięcy czekania i przyjął mnie lekarz w szpitalu. Tu było bardzo sympatycznie, pan doktor wszystko cierpliwie wyjaśnił i pomógł w decyzji, czy operować czy nie. Zdecydowaliśmy, żeby operować. Zapisał mi kolejne badania, w tym szczegółowe sprawdzanie słuchu, znowu jakieś trzy czy cztery miesiące czekania. Na tych kolejnych badaniach okazało się jednak, że ucho zaczęło się samo cudownie zrastać, zamiast terminu operacji dostałam więc termin kolejnych badań.

Znajoma Polka na Fuerteventurze miała poważniejsze kłopoty. Potrącił ją samochód, pogruchotał nogę i stopę. Nie wiadomo było, czy będzie mogła chodzić, przeszła operacje, rehabilitację. Strach był, bo uraz był skomplikowany i nie wiadomo było, czy lekarze z Fuerteventury udźwigną temat. Znajoma też narzekała, mówiła, że nie wiadomo, czy te operacje dobrze były zrobione. Dziś nie tylko chodzi i tańczy, ale i wróciła do surfowania. Koniec końców lekarze z Fuerteventury dali radę.

Nie chcę tu rysować hiszpańskiej służby zdrowia jako bez wad. Tak się jednak składa, że moje doświadczenia są przeważnie pozytywne. Zapewne znajdą się osoby, które mają słuszne prawo narzekać, jest pewnie pierdyliard kwestii do naprawy. Znam dwie dziewczyny, które rodziły na Gran Canarii i w ich opowieściach opieka medyczna była fatalna. Inna znajoma wróciła od lekarza zniesmaczona, bo ten ją podrywał, chciał się umawiać i prosił o jej numer telefonu. Wiadomo, wśród medyków są zarówno świetni fachowcy jak i partacze.

Pierwszy raz w życiu zwierzam się też publicznie z moich kłopocików ze zdrowiem. Nie, nie mam natury ekshibicjonisty, po prostu chcieliście wiedzieć z pierwszej ręki, jak to jest w gabinecie lekarskim w Hiszpanii. To wam opowiadam. Tak jak bym wam opowiedziała przy kawie. Zatem opieka medyczna jest w porządku, ale lepiej to wy bądźcie zdrowi.

Tu możecie poczytać, komu się należy bezpłatna opieka zdrowotna w Hiszpanii.


7 thoughts on “Przychodzi baba do lekarza

  1. Bardzo fajnie ze masz mile doświadczenia że służba zdrowia…. 🙂 ja nie słyszałam aż tak dużo pochlebnych opini o służbie zdrowia…ale też nie uważam że jest tragicznie. Ale z własnej skóry co mnie irytuje to ze na wszystko przepisują paracetamol… a po wypadku chcieli wciskać leki na depresję i na spanie ?

    1. A to ciekawe. Mnie nigdy nie przepisywali paracetamolu, ale ibuprofen często.
      Mam świadomość, że moje doświadczenie jest jednostkowe i subiektywne, nie przeprowadzałam żadnych szeroko zakrojonych badań na ten temat. Dlatego super, że piszesz swoją opinię. Dzięki temu mamy lepszy ogląd na sytuację. Pozdrawiam 🙂

  2. A ja się w pełni zgadzam z artykułem.Nigdy w Polsce nie byłam tak dobrze obsluzona medycznie jak na Balearach.Tam pewnie już bym niezyla.Tu cztery lata konkretnej walki ibjestem jak 17 letnie dziecko. LEKARZE w Polsce stwierdzili, ze Pewnie postawili mi złą diagnoze

    1. No to szczęście w nieszczęściu, że kłopoty przydarzyły się akurat w Hiszpanii. Dużo zdrowia życzę. 🙂

  3. Witam Pani Edytko.A jak wygląda opieka zdrowotna gdy mam status rezydenta i numer NIE ale jestem ubezpieczona w Polsce?Dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam serdecznie Ania

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *