Przepraszam, czy to miejsce jest wolne

Przepraszam, czy to miejsce jest wolne

Nie zauważyłam, kiedy dokładnie zmieniły się zasady internetowej odprawy linii lotniczych Ryanair. Może to było pół roku, a może rok temu. A że się zmieniły, odkryłam, odprawiając się na lot z Frankfurtu do Krakowa. Dawniej, gdy kupowało się bilety dla dwóch lub więcej osób, system przydzielał miejsca obok siebie darmowo, bez dodatkowych opłat. Teraz, jeśli lecisz z kimś i nie chcesz dopłacać, masz to jak w banku, że dostaniesz fotel w innym rzędzie niż twój towarzysz.

Trochę kiepsko. Moje siedzenie jest w dwudziestym którymś rzędzie, a Kanaroniemca w piątym „Chcecie siedzieć obok siebie” – pyta wielki przycisk na stronie Ryanaira – „kliknij tutaj”. To co robimy, no klikamy. Miejsce obok mnie kosztuje dziewięć euro, obok Kanaroniemca trzynaście euro. Naprawdę nie wiem, czemu linie lotnicze wyceniają drożej jego towarzystwo niż moje.

– To może kupię to miejsce – zastanawia się Kanaroniemiec.

– Zostaw, daj spokój – mówię mu. – O tej porze na pewno wszyscy zdążyli się odprawić i ten fotel jest wolny. Jak już wszyscy się usadowią i samolot wystartuje, to się przesiądziemy.

I w tym moim ostatnim zdaniu jest zawarta strategia niemal wszystkich pasażerów. Tuż po starcie, kiedy pilot wyłącza sygnalizację zapiąć pasy, zaczyna się rytuał przesiadania. Jak samolot długi i szeroki, zewsząd podnoszą się głowy, zaglądają, wypatrują, czy tam obok Staszka, Franka, czy Maryśki jest wolne. Proceder ten ma charakter międzynarodowy i w żaden sposób nie można się tu przyczepić, że Polacy to zawsze.

Lecąc z Krakowa na Gran Canarię, siedziałam sobie na miejscu 12 C, obłożona polskimi gazetami i zanurzona w lekturze, a nad moją głową działo się istne pandemonium. Zaczęło się już przy wsiadaniu, od czeskiej pary z małym dzieckiem. Zawzięcie kombinowali, jakby tu usiąść razem we trójkę. W sumie to rozumiem, trudno usadzić dwulatkę obok obcych ludzi na pięć godzin lotu. Ktoś tam nie chciał im pójść na rękę i się przesiąść, dotarł do mnie jakiś męski głos oświadczający po polsku – proszę się z kimś innym zamienić. Do akcji włączyła się stewardessa, zaczęła robić roszady niczym Napoleon na polu bitwy. Umieściła Czechów jeden rząd za mną i poszła dalej przesadzać pasażerów. Tymczasem nad moją głową stanęła Hiszpanka, do której należało miejsce zajęte przez… czeską dwulatkę. Głośno, centralnie nad moją głową wyrażała swoją opinię o zajmowaniu cudzych miejsc w samolocie. Wtórowali jej współtowarzysze podróży, była to trzy albo czteroosobowa grupa Hiszpanów. Każde z nich siedziało oczywiście w innym rzędzie, więc siłą rzeczy konwersacja musiała odbywać się publicznie, na pół samolotu. Ale już dzielna stewardessa usadziła Hiszpankę i mogliśmy ruszyć.

Chłopak obok mnie, brodaty trzydziestoparolatek ciemnoblond, co chwilę wstawał, wyglądał, rozglądał się i spoglądał. Na te jego spojrzenia porozumiewawczo odpowiadała kobieta, tak na oko pięćdziesięcioparoletnia. W pewnym momencie brodacz wstał szybko i zwinnie niczym gazela przesiadł się na siedzenie obok tej pani. Tymczasem na opuszczony obok mnie środkowy fotel chyżo pędził już z tyłu samolotu Czech w średnim wieku, a wyglądała go siedząca przy oknie Czeszka. Zaczęli mnie przepraszać, bym ich przepuściła, pan się usadowił pod oknem, a pani na środku, tłumacząc mu, że chłopak, który zajmował to miejsce, już siedzi razem ze swoją maminkou. Zadowoleni Czesi zamówili kawę, wreszcie mogli cieszyć się lotem. Ktoś co chwilę szedł między rzędami, zbierał plecak i kurtkę, ktoś szybko wskakiwał na jego miejsce, roszady objęły cały samolot. Nad wszystkim czuwała niewzruszona stewardessa i naprawdę należy jej się medal za zmysł taktyczny oraz organizacyjny. Tak z godzinę to trwało aż wszyscy, ci z przodu, z tyłu i ze środka powymieniali się miejscami i mogliśmy sobie spokojnie lecieć z Krakowa do Las Palmas.

Jak uczy historia, nie wszyscy jednak odnoszą zwycięstwo w tej walce i zdarza się, że ktoś musi spędzić podróż oddalony od swoich bliskich o jeden rząd. Tak stało się podczas podróży z Frankfurtu do Krakowa. Trąciłam lekko w ramię śpiącego pod oknem Niemca, żeby zebrał ze środkowego fotela swoje rzeczy, bo na to miejsce obok mnie już przesiadał się Kanaroniemiec. Zbudzony ze snu chłopak chciał protestować, że tutaj przesiądzie się zaraz jego dziewczyna, która siedziała o jeden rząd wcześniej. Ale byliśmy szybsi i chłopak zrezygnował z dyskusji. Zasada bowiem wydaje się prosta, generalnie człowiek nie pyta, czy to miejsce obok kogoś jest wolne. Przez chwilę niczym drapieżnik na polowaniu wypatrujemy ofiarę, by nagle szybko i zwinnie zaatakować, dumnie i zwycięsko umieścić tyłek na wypatrzonym siedzeniu, które przed chwilą opuścił ktoś inny. Ci, którzy pytają czy można, jak czeska para z dzieckiem, o wiele dłużej muszą szukać miejsca.

I tak nasze grudniowe loty samolotem odbyły się wśród przesiadek. Na szczęście, wydaje się, że inne linie lotnicze nie skopiowały jeszcze pomysłu Ryanaira i gdy się kupuje razem bilety, oferują miejsca obok siebie.

Po niemal trzech tygodniach w zimowej Europie wylądowałam znów na Gran Canarii. Nieustająco zadziwia mnie, jak różny jest świat odległy zaledwie o kilka godzin lotu. Rano oglądałam padający śnieg, a po południu ludzi kąpiących się w oceanie. Jak szybko można się przenieść w zupełnie inną rzeczywistość, niczym jakiś inny wymiar. I jak skrupulatne są linie lotnicze w wymyślaniu, na czym by tu jeszcze zarobić parę euro. Gdybym miała taką umiejętność, byłabym już bardzo, bardzo bogata.

Wyspy Kanaryjskie. Gran Canaria. Las Palmas. Z powrotem nad oceanem.

9 thoughts on “Przepraszam, czy to miejsce jest wolne

  1. haha… dokładni tak to wygląda 🙂
    Już w tamtym roku mieliśmy się z mężem przenieść na wyspy ale niestety tak nam zeszło, że nadal tkwimy w PL 🙁 Mamy mocne postanowienie, że w 2018 przeniesiemy się tam na 100%. I tu moje pytanie wcześniej miałam plan na otwarcie knajpki ale przez ten rok dużo się zmieniło: poszłam na studia kosmetologiczne zrobiłam kursy manicure, sztucznych rzęs, zaczęłam wykonywać makijaże permanentne… Myśli Pani, że na tego typu usługi jest na wyspach zapotrzebowanie? (w szczególności chodzi mi o makijaż permanentny?) Pozdrawiam

    1. Zapotrzebowanie jest i to spore, ale też jest duża konkurencja. Sporo jest rozmaitych salonów piękności, zabiegów kosmetycznych w hotelowych spa i tym podobne. Ostatnio w mojej okolicy zlikwidkowano dwa salony paznokci, przetrwały zaledwie po kilka miesięcy. Dlatego fajnie czymś się wyróżniać, mieć jakiś oryginalny pomysł itp. Sam makijaż permanentny na pewno nie utrzyma biznesu, oferta musi być szersza.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia!

  2. Napisz jeszcze koniecznie coś o kolejowych kombinacjach wśród tych co nie opłacili pierwszeństwa wejścia na pokład 😉 zawsze mnie bawi jak głównie rodacy i Hiszpanie okupują gate’y na 1,5h przed i niczym sępy krążą lub jak sroki podrzucają swoje walizki żeby stały w kolejce 😉

    1. Tego za bardzo nie miałam jak zaobserwować, bo zawsze siedzę z nosem w książce albo gazecie i na pokład wchodzę ostatnia, jak już całą kolejka się usadowi. Następnym razem się przyjrzę 🙂

  3. Czyli niezly cyrk. Ja mimo wszystko dla wlasnego komfortu wykupilabym opcje siedzenia obok siebie, to tylko 10 euro i nie trzeba biegac i szukac dodatkowego miejsca.A co do samych linii lotniczych to szkoda komentarza… Zycze zdrowych i Wesolych Swiat Bozego Narodzenia!

    1. No właśnie nastęonym razem będę wykupywać. A linie, pomimo oczywistych minusów, nie są w sumie takie złe. No i czasem jako jedyne obsługują trasę, która mnie interesuje. A latanie z przesiadkami póki co wychodzi drożej i trwa o wiele dłużej.

  4. Oj, chyba bym sie wkurzyla 🙂 Czesto latam sama, siadam w sluchawkach i czesto pracuje, wiec takie cyrki nad moja glowa bardzo by mnie denerwowaly. Najlepiej jest chyba, gdy sa turbulencje, wszyscy siedza zapieci na miejsach i nie ma mowy o bieganiu przez caly samolot 🙂

    1. Bardziej mnie to rozbawiło, niż wkurzyło. Poza tym było bardzo wcześnie rano, zmysły mam zawsze wtedy trochę stępione. No i oczywiście podczas turbulencji faktycznie nikt nie biegał, stewardessy ogarniały temat. Czasami mam wrażenie, że załoga tymi turbulencjami straszy, żeby ludzi na miejscu usadzić. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *