Pożar na Gran Canarii

Pożar na Gran Canarii

Na doniesienia medialne o różnych klęskach żywiołowych, na przykład o pożarach w Stanach Zjednoczonych zawsze patrzę z zaciekawieniem i żalem, ale poza tym – trzeba przyznać – bez większych emocji. Dzienniki telewizyjne wrzucają te pożary już po tym, jak zrelacjonują wszystkie zawirowania polityczne, zbrodnie i lokalne wypadki samochodowe. Ot, jako taką ciekawostkę, ogień, kilka czy kilkanaście tysięcy kilometrów stąd. Prawdziwego szoku i smutku doznaje się jednak, gdy na ekranie telewizora czy komputera pojawia się znajomy obraz, miasteczko, które się zdeptało wzdłuż i wszerz, do którego się zagląda w weekendy. Gdy w płonącym krajobrazie rozpoznaje się sosny, te po drugie stronie ulicy knajpki, do której zawsze wpada się na kawę i coś przegryźć, i pijąc kawę, wpatruje się w pejzaż za drogą. A ten pejzaż nagle, w doniesieniach medialnych przemienił się w ścianę ognia. Okazuje się, że oto płoną Twoje ukochane góry.

Pożar wybuchł w środę 20 września w samym centrum Gran Canarii. W sobotę 23 września po godzinie trzynastej wreszcie udało się opanować ogień i zapobiec jego dalszemu rozprzestrzenianiu. Walczącym z żywiołem ludziom z pomocą przyszła sama natura, szczęśliwie w górach Gran Canarii zaczął padać niewielki deszcz.

Ogień strawił 2 tys. 800 hektarów, głównie górskie zbocza porośnięte sosną kanaryjską. Ewakuowano około 800 mieszkańców. Zginęła jedna osoba, pochodząca ze Szwecji 60-letnia kobieta, która prawdopodobnie w pobliżu swego domostwa usiłowała uratować swoje zwierzęta.

Nie wiadomo jeszcze, jakie dokładnie były przyczyny pożaru, ale prowadzący śledztwo przyznają, że wina leży po stronie człowieka. Nie wykluczają też, że ktoś celowo zaprószył ogień. Trwa śledztwo. Lokalne władze oceniają, że pomimo oczywistej tragedii są też powody do radości, bo mogło być o wiele, o wiele gorzej.

Nasuwają się porównania do tragicznego pożaru, który dotknął Gran Canarię dziesięć lat temu, w 2007 roku, kiedy to spłonęło niemal 20 tys. hektarów. Winnym był… leśniczy. Za pomocą zapałek podpalił sosnowe igliwie i słomę. Chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko złym warunkom zatrudnienia, dał wyraz frustracji z powodu swojej śmieciowej, krótkoterminowej umowy o pracę. Jak później przyznał w sądzie, ogień szybko wymknął mu się spod kontroli.

W 2012 roku pożar strawił wyspę La Gomera, ogłoszono katastrofę ekologiczną. Ogień strawił ponad cztery tysiące hektarów, czyli jedenaście procent całej powierzchni wyspy. Ucierpiał unikatowy las laurowy, ewakuowano jedną czwartą mieszkańców. W niektórych miejscach płomienie sięgały piętnaście metrów wysokości.

W 2016 roku 27-latek spowodował pożar na La Palmie. Strażnikom, którzy go zatrzymali, przyznał, że udał się w ustronne, zalesione miejsce, by tam defekować (tak, dobrze zrozumieliście, poszedł zrobić kupę). Żeby nie zanieczyszczać środowiska, postanowił spalić zużyty papier toaletowy. Ogień wymknął mu się spod kontroli i rozprzestrzenił się na obszarze niemal 5 tys. hektarów. W walce z pożarem zginął 54-letni leśniczy.

Wyspy Kanaryjskie ze względu na swój klimat, wysokie temperatury, niedostatek deszczu i szybko wiejące wiatry są szczególnie narażone na pożary. Gdy dodać do tego zwykłą, ludzką głupotę, tworzy się mieszkanka wybuchowa. Nigdy, przenigdy, będąc na Wyspach Kanaryjskich, nie rozpalajcie ognisk, nie rzucajcie na ziemię niedopałków papierosów, zapałek, nie zostawiajcie nigdzie szklanych butelek, ani potłuczonego szkła.

Początki pożaru w miasteczku Tejeda.

Żródła:
Artykuł z El Pais
Artykuł z La Provincia
Artykuł z El Mundo
Artykuł z La Provincia
Artykuł z El Pais
Artykuł z El Pais


2 thoughts on “Pożar na Gran Canarii

  1. Coz za strata:( I pomyslec ze kilka dni zanim się zaczęło palić byłam w tych okolicach i zachwycałam się zapachem lasu i pięknymi widokami:(:(:(

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *