Popołudniowy relaks

Popołudniowy relaks

Nie chodzi się zawsze na plażę, ani biega po górach, nie spotyka się zawsze fascynujących ludzi z drugiej półkuli, nie zawsze tańczy się salsę z Kubańczykami i niecodziennie wcina się krewetki oraz kanaryjskie ziemniaki z sosem, patrząc na spektakularny zachód słońca. Czasem człowiek ma wszystkiego dość, ma ochotę nie wychodzić z domu, nie robić nic, nie widzieć nikogo. Czasem – przyznajmy to wreszcie – człowiek ma ochotę walnąć się na sofie przed telewizorem. I z pilotem w ręku przeskakiwać z kanału na kanał. Telewizja jest hiszpańska. Człowiek na to, co widzi, reaguje, używając dziwnego konglomeratu włosko-hiszpańskiego: Mamma mia! O Madonna! Dios Santo!

Zacznijmy od tego, że Hiszpanie nie uznają tzw. napisów, ani tłumaczeń lektora, ani im się chce oglądać cokolwiek w oryginale, wszystkie filmy i programy, jak leci, są dubbingowane. I naprawdę myślałam, że po tym jak Sandra Bullock i George Clooney „mówią” w języku Don Kichota, nic gorszego nie może mnie już spotkać. Ale w tej kategorii to jednak nie Hiszpanie wygrywają, bo o wiele bardziej traumatycznym doświadczeniem jest, gdy Winnetou mówi po niemiecku. Z hiszpańską telewizją problem jest jednak taki, że zasób aktorów zajmujących się dubbingiem wydaje się dość ograniczony. Oglądam więc serial Two men and a half i przyzwyczajam się do głosu użyczonego postaci granej przez Charlie Sheena. Ale po przerwie reklamowej, kolejny serial, tym razem animowany Family guy i tym samym głosem przemawia teraz Brian – gadający pies. Od tej pory nie mogę się już uwolnić, twarz Charliego Sheena już na zawsze zlewa mi się z tym psem.

Przełączam na kanał informacyjny. Tu europejski standard – gadające głowy polityków plus kronika policyjna: zabójstwa, przemyt narkotyków, korupcja i skandale, wszystko w myśl zasady, że nic tak nie ożywia pierwszej strony gazety czy nagłówka wiadomości jak świeży trup. W porównaniu z polską telewizję odnotowuję jednak mniej wypadków samochodowych, więcej natomiast przemocy wobec kobiet. Słabo mi. Przełączam.

Lokalna telewizja kanaryjska serwuje relację z protestu. W jednej z wiosek w górach Gran Canarii nie ma chodnika, samochody mkną szybko, a ludzie się boją posyłać dzieci do szkoły. Przez chwilę czują się swojsko, jak u nas w domu, jak w Małopolsce. Zmieniam kanał.

Później jest jakiś program, którego formuły nie udało się rozgryźć, nazywa się to Salvame, czyli uratuj mnie. W studio siedzą jakieś na oko 50- i 60-letnie kobiety, między nimi kilku mężczyzn i o czymś dyskutują. Prowadząca, w różowej sukience i na niebotycznie wysokich czerwonych obcasach z przejęciem patrzy do kamery i mówi, że zaraz ujawni coś spektakularnego, prawdziwe superbombazo, aż mnie przechodzi dreszcz. Na dole ekranu pojawia się pasek informacyjny i okazuje się, że Belen Esteban od miesiąca jest śledzona przez prywatnego detektywa. Wszyscy gadają naraz, bo chcą to skomentować, domyślam się, że Belen to chyba ta tleniona blondynka, jedna spośród rozemocjonowanych kobiet. Później wszyscy gadają o jakiejś Raquel i nie mogę dojść, kim ona jest i co się z nią stało. Za chwilę znów prowadząca zmienia temat, mówi, że zaraz przyjdzie Charlotte i wszystkich zadziwi. Po chwili dociekania, o co w tym programie chodzi, jestem już tak zadziwiona, że więcej zdziwienia nie zniosę, przełączam.

Serial południowoamerykański. Przynajmniej można w oryginale i nie muszę się z dubbingiem męczyć. Scena z udziałem dwóch mężczyzn o kruczoczarnych i ekstremalnie wybrylantowanych włosach.

– Zostaw moje córki w spokoju – mówi jeden z mężczyzn. – Bawiłeś się nimi!

– Kocham jedną z pańskich córek! – mówi drugi mężczyzna.

Kolejna scena: jakaś para się całuje. Kolejna scena. Do gabinetu, gdzie było dwóch mężczyzn, wchodzi jedna z córek jednego z mężczyzn.

– Nie chcę, żebyś zadawała się z tym imbecylem! – mówi mężczyzna, który jest ojcem.

– Już ci wyjaśniłam, że się kochamy! – odpowiada córka.

Kolejna scena. Młoda, seksowna, farbowana blondynka z rozpuszczonymi włosami, w obcisłych dżinsach, w sandałkach na koturnach i w niebieskich gumowych rękawiczkach właśnie kończy myć podłogę. Znajduje się na jakimś korytarzu, domyślamy się, że to jakaś firma. Przychodzi młody, przystojny, w garniturze, wyraźnie zły, chyba to jej szef. Rozmawiają chwilę, ona mówi, że już skończyła, że już do domu będzie szła. On wyraźnie zły, samczy, władczy, prawdziwy maczo z Meksyku, Kolumbii, Paragwaju czy Urugwaju wścieka się ogromnie, przewraca kubeł z wodą, woda się rozlewa, on brzydko tak się zachowuje, każe jej sprzątać, ale szybko, bo jej nie będzie płacił za nadgodziny. Wychodzi. Ona się słania, by się przewróciła, ale się wspiera na kiju od mopa, co za dramaturgia, zestresowana przyklęka na jedno kolano i podnosi ten przewrócony kubeł, ten kij od mopa, co za wsparcie. Mój nos mi podpowiada, że za trzy tysiące odcinków będą mieli romans i on ją przeprosi, a później poślubi, i ona odziedziczy wielką, przynależną jej fortunę. Przełączam.

Na kolejnym kanale prawdziwy hit, program, że z butów wyrywa. Coś podobnego było też chyba w polskiej telewizji i o ile się nie mylę, nazywało się chwila prawdy. Chodzi o to, żeby zaprosić do programu całą rodzinę, a jedną z osób bezpośrednio do gry, to znaczy – sadza się taką osobę z boku i zadaje jej najbardziej osobiste, upokarzające i intymne pytania. Osoba odpowiada „tak” lub „nie”. A wykrywacz kłamstw potwierdza odpowiedź. Jak ktoś mówi prawdę, wygrywa kolejne sto euro, gdy skłamie, odpada. Akurat jest odcinek, w którym mąż, żona i teściowa. Mąż gra, żona i teściowa dopingują. Pierwsze pytania są dosyć proste, coś w stylu: „czy przeszkadza ci, że twoja żona uważa, iż kiepsko gotujesz”. Publiczność bije brawo, żona i teściowa dopingują, kolejne euro na koncie. Później jednak coraz bardziej pod górkę. „Czy przeszkadza ci, że twoja żona uważa, że jesteś kiepskim ojcem dla waszej córki” – prowadząca zachowuje kamienną twarz. Mężczyzna się poci, przełyka ślinę, przyznaje, że tak. Bach, wykrywacz kłamstw potwierdza, leci kolejne sto euro, teściowa dumna, żona wzruszona. Prowadząca dla rozluźnienia atmosfery, mówi do żony – a ty lubisz szydełkować, prawda? I co tam sobie szydełkujesz? Ta odpowiada, że kilka szaliczków zrobi chętnie, różnokolorowych. Gawędzą sobie chwilę i wracamy do gry. Kolejne pytanie: „ Czy przeszkadza ci, że twoja żona uważa, że jesteś kiepski w łóżku?” Żona zaciska dłonie, teściowa wstrzymuje oddech, bach, kolejne sto euro na koncie, biją brawo.

– Kochamy cię – mówią do kamery. – Wspieramy cię, graj dalej!

Chłop ociera łzy. Kolejne pytanie: „Czy przeszkadza ci, że twoja teściowa uważa, że jesteś gejem?”, „Czy przeszkadza ci, że twoja teściowa uważa, że nie jesteś biologicznym ojcem jej wnuczki?” Przełączam.

Kolejny jest reality show tylko formuła nieco specjalna. Oni znajdują się bowiem na rajskiej wyspie, rajska to znaczy, że jest ocean, plaża, palmy i błękit, i są golusieńcy jak ich Pan Bóg stworzył. Kamera miłościwie nie pokazuje podbrzuszy, całą resztę jak najbardziej. Jest dwóch chłopaków, jedna dziewczyna i akurat dołącza do nich druga dziewczyna. Ta nowa jest super, hiper, jazzy, trendy, potrząsa biustem i mówi do kamery: „taka jestem szalona”. I ta nowa jest oczywiście bardziej sexy i super od tej drugiej, cichej, szarej myszki z fałdeczkami. Dwóch chłopaków, jeden taki sobie, w okularach, informatyk z Barcelony, drugi, boski w typie latino, miodzio. Taki jest zaintrygowany tą nową. Formuła programu polega na tym, że oni albo mają różne zadania do wykonania, albo chodzą ze sobą na randki, każdy z każdy, w sensie chłopcy z chłopcami na randki jednak nie chodzą. Najpierw więc oglądam, jak dwie golusieńskie dziewczyny biegają po plaży i przeciągają po piasku drewniane paliki, łamię sobie głowę, cóż to za frapująca żeńska dyscyplina sportowa. Później jest ta część randkowa i wiadomo, że ta sexy i ten sexy czują do siebie miętę i może coś się wydarzy. Ona się wypina, napina i pręży, on napina muskuły aż oczy mu wychodzą z orbit. W kulminacyjnym momencie ona chce go pocałować, ale on odwraca głowę. Co za skandal!

Wyłączam telewizor. Boję się pójść spać. Będę mieć złe sny.


One thought on “Popołudniowy relaks

  1. Niby tak mnie nie ciekawiło, nie ciekawiło, ale w końcu jedno zdanie, drugie, trzecie i wciągnęłam się w to co oglądałaś, a raczej w sposób jaki to opisałaś. Rzadki wciągający sposób 😀
    No bo jak to tak?
    Skoro już się uśmiechnęłam do tego, co przeczytałam, to musi być dobre 😀 Daj szansę babce z mopem, to może być historia pełna uniesień :P, chociaż po opisie trochę miałam wrażenie że opowiadasz mi początek pornola 😀 😀
    Właśnie się przyznałam, że oglądam spoko. Jestem anonimowa 😀
    pozdrawiam 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *