Polityczny zawrót głowy

Polityczny zawrót głowy

Długo unikałam tego tematu. Ile się da. Jak ognia. Ale wreszcie czas się zmierzyć. Konia z rzędem temu kto zrozumie hiszpańską politykę. A jak człowiek jest imigrantem dopiero co uczącym się języka, to już w ogóle ma trudne zadanie. Nawet przeciętnemu Polakowi, który z racji swej narodowości jest biegle wyćwiczony w politycznych absurdach, jest ciężko. Bardzo ciężko.

Szczególnie na początku. Włącza sobie człowiek imigrant telewizję z myślą: dowiem się czegoś o sytuacji w tym kraju. W telewizji grupka panów i pań gadających naraz. Nie chodzi o to, że sobie przerywają, chodzi o to, że wszyscy mówią, krzyczą naraz i nikt nikogo nie słucha. Level hard. Człowiek imigrant, który dopiero co się uczy języka, nie ma żadnych szans. Nic nie skuma.

Tubylcy też nie pomagają. Kogo by nie zapytać, co sądzi o hiszpańskiej polityce, kogo popiera, a kogo nie, kto jest z prawa, kto jest z lewa, zawsze słyszy się jedną odpowiedź:

– Wszyscy kradną. Politycy to złodzieje. Nieważne, z jakiej partii – tu następuje głębokie westchnięcie i wzruszenie ramion. – Jest, jak jest.

Z czasem człowiek imigrant zaczyna rozumieć co nieco. Na przykład, że ten koleś z kucykiem i w koszuli flanelowej, który wygląda jakby właśnie wrócił z ogniska, gdzie wygrywał serenady na gitarze, to przywódca partii zwanej Podemos. Partia ta jest lewicowa, wywodzi się z ruchu Oburzonych. Chodzi tu o protesty młodych w latach 2011-2012, kiedy to wchodzący w dorosłość Hiszpanie protestowali masowo w całym kraju, domagając się między innymi poprawy sytuacji na runku pracy.

Z drugą partią lewicową, PSOE związany jest ten inny koleś, najprzystojniejszy polityk w całej Unii Europejskiej. Wpiszcie sobie w google Pedro Sánchez i pooglądajcie zdjęcia, naprawdę nie przesadzam. W przypadku PSOE czas jednak działa na niekorzyść człowieka imigranta. Ledwo zdążył się nauczyć, że Sánchez jest szefem tej partii, a tu okazuje się, że po ostatnich roszadach już nie. I ucz się teraz człowieku o nowym, przyszłym, jeszcze nie wybranym przewodniczącym tej lewicowej partii.

Prawdziwą zagadką jest jednak Mariano Rajoy ze swoją partią Partido Popular. To ugrupowanie już trzy razy z rzędu wygrało wybory. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób, bo przez cztery lata nie udało mi się znaleźć w całej Hiszpanii ani jednej osoby, która by przyznała, że na nich głosowała. Zawsze powtarza się ta gadka o złodziejach. Rajoy generalnie nie jest w Hiszpanii kochany, bo przeprowadził drastyczne reformy, by wyciągnąć kraj z kryzysu. Bardzo, ale to bardzo obniżył ludziom pensje.

Kolejnym fenomenem jest to, że Hiszpania dopiero co przestała być krajem bez rządu. Ten nie mógł powstać przez niemal rok, bo politycy nie mogli się dogadać. Po wyborach parlamentarnych zimą 2015 roku nie udało się stworzyć rządu. Wybory powtórzono latem tego roku. Rząd nie powstał. Krajowi groziły kolejne wybory. Politycy w tym czasie dostawali jednak pensję, więc nie spieszyli się tak bardzo z tym, żeby się dogadać. Wbrew pozorom, Hiszpanom nie żyło się najgorzej. Okazało się bowiem, że gdy nie ma rządzących, nie ma komu podnosić podatków, ani obniżać pensji, a gospodarka ma się dobrze. Wreszcie, w ostatnich dniach politycy się porozumieli. I już zaczynają się spekulacje, czy Rajoy zacznie od podnoszenia podatków, czy obniżania emerytur.

Nie jest lekko człowiekowi imigrantowi przegryźć się przez to wszystko. Gdyby chociaż ci politycy hiszpańscy mówili po angielsku. No, chyba że Ana Botella, która rządziła Madrytem od grudnia 2011 do czerwca 2015 roku. Jej słynne przemówienie to już klasyk pokazujący, jak hiszpańscy politycy mówią w języku Szekspira.

Koniecznie wpadnijcie do Madrytu na relaxing cup of cafe con leche (relaxing cup kawy z mlekiem). Ana Botella zaprasza z tak uroczym akcentem, że nie można się oprzeć.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *