Hiszpania: Barcelona

Hiszpania: Barcelona

Na Barcelonę mamy cztery dni. To wystarczająco dużo czasu by wyrobić sobie wyobrażenie o mieście, ale kto chce je dobrze poznać, powinien zarezerwować sobie minimum tydzień na zwiedzanie.

Żeby uniknąć nadmiernych wydatków na transport, nie jeździć non stop metrem czy autobusami, stawiamy na zakwaterowanie w samym centrum. W starym, zabytkowym sercu miasta, Dzielnicy Gotyckiej (Barrio Gótico). Nasz pensjonat mieści się przy jednej z typowych dla starej zabudowy wąskich uliczek, nieopodal rozległego i otoczonego restauracjami Plaça Reial. Pensja jest w czysta, pokój standardowy, tylko że okno wychodzi na podwórze o powierzchni… półtora metra kwadratowego. Tuż pod nim daszek, z prawej strony okno sąsiadów, naprzeciw kolejne, z lewej strony ściana. Przed ludźmi z naprzeciwka nic się nie ukryje. Ot, uroki ciasnej zabudowy.

Staremu centrum Barcelony nie sposób odmówić uroku. Wysokie, kilkupiętrowe budynki stoją ciasno obok siebie, wyznaczając rzędy wąskich, ciemnych, ale i równie urokliwych uliczek. W ich plątaninie można się gubić bez końca, między licznymi barami, restauracjami, sklepikami z pamiątkami, salonami fryzjerskimi. Zagubić się też można niestety w tłumie turystów, którzy masowo ruszają do centrum miasta.

Historię Barcelony można poznawać poprzez architekturę. Ten plac w rzeczywistości nazywa się Plaça de Sant Josep Oriol, jednak na murze Kościoła Pi widać wyrytą inną nazwę: Plac Nieznanej Milicji. To hołd dla milicjantów ochotników, którzy w czasie wojny domowej w latach trzydziestych XX wieku walczyli przeciwko faszystom. Nie wiadomo, kto jest autorem napisu, inskrypcja powstała prawdopodobnie w 1936 roku.

Stare miasto przecinają wysadzane platanami aleje Las Ramblas. Aleje łączą część portową miasta z Plaça Catalunya, który stanowi ważne centrum komunikacyjne. Na plac ten dociera m.in. szybki i wygodny autobus z lotniska. Jeśli na uliczkach starego miasta jest sporo turystów, to na Las Ramblas jest ich prawdziwe zatrzęsienie. Czy to idąc po chodnikach po obu stronach alej, czy to wydzielonym pośrodku deptakiem, trzeba kluczyć slalomem między ludźmi. Krótka chwila nieuwagi może kosztować zderzenie.

Na deptaku, obok kawiarnianych ogródków, stoisk z pamiątkami i pocztówkami, ławeczek i przystanków metra można dostrzec czarnoskórych sprzedawców. Jedn z nich przyciąga nasz wzrok. Na rozłożonej na ziemi narzucie z materiału leżą równo poukładane buty, nie wiedzieć czemu wszystko to powiązane sznurkami. Sprzedawca ma swój towar pod kontrolą niczym aktor-lalkarz, który kontroluje swe kukiełki podczas przedstawienia. Po co tak wiązać buty? Odpowiedź nadchodzi bardzo szybko, tuż z pojawieniem się dwójki policjantów. Uliczny handlarz jednym sprawnym ruchem pociąga za sznurki i rozłożony na ziemi materiał szybko zwija się w tobołek z butami w środku, który mężczyzna przerzuca przez plecy. Zwinny jak kot chowa się za kioskiem z pamiątkami, tuż obok zjawia się kolega po fachu sprzedający okulary. Takie sceny można zaobserwować pijąc kawę, w jednym z kawiarnianych ogródków.

Choć to dopiero pierwsza połowa marca, słońce grzeje dosyć mocno, można zrzucić sweter i w bluzce z krótkim rękawkiem siedzieć na zewnątrz. Co jakiś czas coś mocno dudni, aż lekko zatrzęsie się stolik z kawą. Zupełnie jakby przejechał tramwaj, ale przecież przez Las Ramblas nie biegną żadne tory, ani nie widać trakcji. Po jakimś czasie odkrywamy, że metro biegnie tuż pod powierzchnią, bardzo płytko, stąd te hałasy. Kawa wypita, czas ruszyć wzdłuż alej w kierunku morza. Las Ramblas tuż przy wybrzeżu kończą się dużym rondem. Jest tu statua Krzysztofa Kolumba umieszczona na szczycie 60-metrowej kolumny, na którą można wyjechać windą, by podziwiać widoki.

Statua Kolumba znajduje się tuż przy portowej części miasta. Są tu urocze deptaki, drewniane pomosty przerzucone nad wodą. Promy wycieczkowe pływają tam i z powrotem, wokół stoją zacumowane żaglówki i luksusowe jachty. To miejsce relaksu dla mieszkańców miasta. Spacerują niespiesznie, odwiedzają tutejsze knajpki, wylegują się na pomoście tuż przy wodzie i urządzają sobie pikniki. Zaglądają tu także turyści. Całości obrazu dopełniają sunące nad głowami ludzi wagoniki kolejki linowej, której stacja jest nieopodal. Warto do niej wsiąść by podziwiać port i część miasta z góry oraz dotrzeć na zbocza wzgórza Montjuic.

Od pomnika Kolumba do słynnej plaży Barceloneta dzieli nas około półgodzinny spacer. Trzeba iść wzdłuż wybrzeża, mając morze po prawej stronie. Plaża jest przepiękna z jasnym piaskiem i ciągnie się dosyć długo, jednak biorąc pod uwagę ogrom miasta, jest zdecydowanie za mała. Podpytywani Barcelończycy przyznają, że kto ma dzień wolny od pracy, woli wybrać się na wybrzeże poza miastem. Plażowanie tutaj musi się bowiem odbywać w dosyć sporym tłumie, wśród sprzedawców dzierżących w dłoniach grzejące się na słońcu mojito, chodzących między leżakami i ręcznikami. Tuż obok na deptaku rozkładają się mężczyźni handlujący narzutami. Idąc w stronę morza, trzeba uważać, by nie zdeptać żadnego z tych kobierców.

Playa de la Barceloneta to najsłynniejsza plaża w Barcelonie.

Z plaży musimy jednak wrócić do starego miasta, bo zostało w nim jeszcze sporo ważnych obiektów do zobaczenia, m.in. Katedra św. Eulalii, Pałac Generalitat, ratusz oraz Muzeum Picassa. Rodzina artysty przeprowadziła się do Barcelony, gdy ten miał niecałe czternaście lat. Uczęszczał tu do szkoły sztuk pięknych, tworzył pierwsze młodzieńcze prace, miał swoją pierwszą wystawę. W zwykłym, codziennym, ulicznym życiu miasta znajdował inspirację, czego przykładem jest znane dzieło Panny z Awinionu. Picasso wyjechał do Paryża w 1904 roku, ale nie oznacza to, że na dobre porzucił Barcelonę, wręcz przeciwnie, często tu wracał, dopóki nie utrudniała mu tego sytuacja polityczna za czasów dyktatury Franco. Jest zatem oczywiste, że w stolicy Katalonii nie mogło zabraknąć muzeum poświęconego artyście.

Kolejną dzielnicą, której nie sposób ominąć, zwiedzając Barcelonę, jest Eixample słynąca z architektury secesyjnej. To właśnie tu, m.in. przy ulicy Passeig de Gracia, stoją budynki Gaudiego, w tym emblematyczna La Pedrera z kominami o fantazyjnych kształtach, zwanymi wdzięcznie wiedźmami. Spacer po ulicach Eixample to prawdziwa uczta dla oka. Niemal każdy budynek jest tu dziełem architektonicznego kunsztu. Formy, kształty, ozdabiane elewacje, balkony, kute balustrady, wszystko to przyciąga wzrok. Także w tej dzielnicy znajduje się obowiązkowy punkt wycieczki do Barcelony, będący ciągle w budowie kościół Sagrada Familia.

W poszukiwaniu dzieł Gaudiego docieramy też do bardziej odległych dzielnic by zwiedzić Park Güell. Położony na liczącym ponad 265 m n.p.m. wzgórzu Carmelo, na które po części wspinamy się za pomocą… ruchomych schodów. W parku podziwiać można kolejne fantazyjne dzieła architekta, m.in. dwa niemal bajkowe budynki, a za nimi panoramę miasta. Wstęp do części wzgórza, gdzie znajdują się dzieła Gaudiego, jest płatny, jednak to jeszcze nie koniec zwiedzania. Wychodzimy jeszcze wyżej i wyżej, by zobaczyć z góry niemal całą Barcelonę, a za nią ciągnące się aż po horyzont Morze Śródziemne. Wzgórze Carmelo nie jest jednak jeszcze najwyższym punktem, z którego można podziwiać miasto. Wyżej wznosi się bowiem wzgórze Tibidabo, które liczy sobie 512 metrów ponad poziomem morza. Tu też jest mnóstwo punktów do odwiedzenia, na przykład Park Rozrywki z m.in. kolejką górską.

Widok na Barcelonę z Parku Güell. Na pierwszym planie dwa budynki Gaudiego.

Oddalony od centrum, Camp Nou, stadion klubu FC Barcelona, to kolejny punkt na liście do zobaczenia, szczególnie dla tych, którzy interesują się piłką nożną. W programie zwiedzania jest wizyta w muzeum oraz na stadionie. Ze starego miasta na Camp Nou można wygodnie i szybko dotrzeć metrem.

Zwiedzanie Barcelony to czysta przyjemność, ale także ogromny wysiłek. Codziennie pokonujemy wiele kilometrów, żeby zobaczyć kolejne miejsca i ciągle mamy wrażenie, że to zaledwie ułamek tego, co chcielibyśmy poznać. Aż wreszcie przychodzi moment, kiedy trzeba trochę odpuścić. Zamknąć przewodnik, schować mapę, usiąść w jednej w knajpek w Dzielnicy Gotyckiej albo nad brzegiem morza. I po prostu zwyczajnie w tym miejscu być, chłonąć atmosferę miasta, które nigdy nie zasypia.