Plażowe reakcje chemiczne

Plażowe reakcje chemiczne

Powiedzmy sobie szczerze, ci, którzy mieszkają od dłuższego czasu w Krakowie, rzadko wpadają na piwo na Rynek. Mieszkańcy Wrocławia nie zatrzymują się codziennie nad krasnalami, a zakopianie nie ruszają co weekend na Giewont. Jakoś tak się dzieje, że zwykła codzienność panoszy się nawet w miejscach najbardziej niezwykłych. Może dlatego dosyć rzadko bywam na plaży jak na kogoś, kto ma do tej plaży pięć minut spacerem.

Owszem często je widzę, bo jest tu ich pełno. Ale widuję je dosyć szybko, w drodze w przelocie, jadąc gdzieś, idąc, pijąc kawę w knajpie obok. Jednak żeby tak na dłużej posiedzieć, zatrzymać się, zanurzyć bose stopy w piasku, zapatrzyć się w wodę i tak w myśl modnego ostatnio mindfulness po prostu na plaży być, to jednak zdarza mi się zdecydowanie zbyt rzadko.

Nic dziwnego więc, że na samym początku moich bez wątpienia zasłużonych wakacji jakoś tak bezwiednie, intuicyjnie, zupełnie bez planu przywiało mnie nad ocean. Niedaleko, parę minut na piechotę z domu, żadne tam wielkie wyprawy. Żeby wreszcie usiąść, posiedzieć, pobyć. I to był strzał w dziesiątkę.

Nie wiem, jakie reakcje chemiczne zachodzą w mózgu, gdy człowiek bierze w dłoń garść piasku, zatrzymuje wzrok na falach, by po chwili spojrzeć w niebo i dostrzec przelatujący właśnie samolot. Jest koniec listopada, przyjemne dwadzieścia kilka stopni, tuż na granicy upału. Trochę ludzi przechadza się wzdłuż brzegu, ktoś wskoczył do wody, ale umysł nie poświęca im uwagi. Jest tylko ten ocean, piasek i niebo.

Nie wiem, jakie to reakcje chemiczne, które substancje lub hormony powodują tę nagłą, nieoczekiwaną i czym właściwie uzasadnioną falę szczęścia (czy jest tu jakiś chemik?). Jedyne, co wiem, to fakt, że te hormony działają jak silny narkotyk. Ciało rozluźnia się całe, płuca mimowolnie napełniają się powietrzem. Jaka jest właściwie przyczyna, że widok, zapach i szum oceanu, że przesypujący się przez palce piasek wywołują tę reakcję? Że głowa, którą się staram uspokoić tyle razy i która wiecznie produkuje kłęby myśli, i zasuwa z tym chaosem dwadzieścia cztery godziny na dobę, nagle cudownie się uspokaja. Że wszelki ucisk i napięcie mięśni ustępuje. Wszystko staje się nieważne. Tylko ten moment, tylko to obezwładniające, najpiękniejsze, fantastyczne szczęście.


8 thoughts on “Plażowe reakcje chemiczne

  1. Też tak mam😌ocean to moja miłość,pasja i życie…a jego szum to najcudowniejsza muzyka dla moich uszu..Gdy siedzę i patrzę na ocean,wsłuchując się w jego szepty to czuję się jak w raju…W moim mózgu też coś zachodzi bo zawsze płaczę patrząc w ten bezkres wody i jestem ciągle głodna tych widoków.Pozdrowienia z Fuerty.Marzenia się spełniają😌😌😌

    1. Może kiedyś się podszkolę z biochemii na tyle, że zrozumiem, o co chodzi. 🙂 Marzenia się spełniają, a jakże, tylko się trzeba trochę albo nawet bardzo wysilić. Pozdrawiam, jak z Fuerty, to sąsiadkę 🙂

    1. I bardzo dobrze. Wreszcie można na chwilę od słońca odpocząć. I po pół godzinie nie trzeba się zastanawiać, czy już spaliło na wiór, czy tylko dopiero na pół wióra. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *