Playa del Ingles – hit czy kit?

Playa del Ingles – hit czy kit?

Wzbudza we mnie sprzeczne uczucia. Czasem je uwielbiam, jest cudowne ze swoją plażą, wydmami, z nieustająco piękną pogodą. Ale też dostrzegam w nim potworne królestwo kiczu i kanaryjskiej cepelii dla turystów. Zachwyca i wzbudza niesmak jednocześnie. Tandeta, która przyprawia o ból zębów, chińskie sklepiki na każdym kroku, ale też i świetne knajpki z widokiem na morze, przytulne bungalowy zatopione w ogrodach. Playa del Ingles jest jak, nie przymierzając, Zakopaneto miejsce wspaniałe i straszne zarazem.

 

Od pomidorów po centrum turystyczne

Ta miejscowość położona na południu Gran Canarii jest częścią kurortu zwanego Maspalomas. Playa del Ingles ulokowana jest przy ciągnącej się niemal przez trzy kilometry plaży o tej samej nazwie. Znajdują się tu także słynne wydmy – Dunas de Maspalomas. 

Gdy spaceruje się między licznymi hotelami i kompleksami turystycznymi, aż trudno uwierzyć, że ponad pięćdziesiąt lat temu ciągnęły się tu pustkowia pokryte jedynie plantacjami pszenicy, jęczmienia i pomidorów. Lata sześćdziesiąte przynioy sobą rozwój turystyki, na tych terenach ruszyła wielka budowa. W dwadzieścia lat powstało tu całe miasteczko, pół świata zaczęło odwiedzać południe Gran Canarii.

Wakacje w Playa del Ingles

To wprost idealne miejsce, by spędzić tu urlop. Słoneczny klimat rozpieszcza przez cały rok, latem jest ponad trzydzieści stopni, a bywa, że i czterdzieści. Zimą ponad dwadzieścia, dwadzieścia dwa, trzy, siedem. Woda w oceanie ma przeważnie około dwudziestu stopni.

Tyle stopni było w Playa del Ingles 28 grudnia ubiegłego roku

Przepiękna plaża z jasnym piaskiem, wydmy, fantastyczne widoki, z jednej strony ocean, z drugiej góry. Ciągnąca się kilometrami piękna, nadmorska promenada prowadzi z pobliskiego San Augustin na punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę wydm i sylwetkę latarni morskiej w oddali.

W Playa del Ingles życie toczy się w dzień i w nocy, nie brakuje tu barów, restauracji. Kto chce się bawić, znajdzie dyskoteki i knajpy, kto woli się modlić – ekumeniczny kościół. Turystów jest dużo, zjeżdżają przez cały rok, ale daleko Gran Canarii do tłumów, z których słyną Baleary czy Costa del Sol.

Ci, którzy lubią zwiedzać, też nie będą się nudzić. Można wynająć samochód albo wsiąść w autobus i ruszyć na podbój wyspy. Miłośnicy trekkingu, pieszych wycieczek, jazdy na rowerze, chodzenia po górach, biegania nad oceanem, pływania będą tutaj mieć raj. Tu się spędza fantastyczne wakacje i w takim stwierdzeniu nie ma żadnej przesady.

Playa del Ingles na starej pocztówce. Lata 60. lub 70. XX wieku. Wyd. Exclusiva de Manuel Brito Auyanet

Wolność, wiatr we włosach i ubieram się, jak chcę

Kompleksy i uprzedzenia należy zostawić w domu. Ludzie są tu otwarci, tłum kolorowy, mieszają się narodowości z całego świata. Na wydmach jest wydzielona część dla naturystów, może się zdarzyć, że gdy będziemy spacerować po plaży, minie nas jakiś opalony golas. Na całej Gran Canarii trzeba się przyzwyczaić, że część kobiet opala się topless i nie wzbudza to żadnej sensacji. Z jednej strony muzułmanka ubrana od stóp do głów, z drugiej strony niemiecki naturysta sobie nawzajem nie wadzą, ani nie przeszkadzają.

Playa del Ingles jest także miejscem przyjaznym dla gejów. Są dla nich specjalne hotele, organizowane są festiwale. Szacuje się, że około piętnaście, dwadzieścia procent turystów odwiedzających rocznie tę miejscowości należy do społeczności gejowskiej.

Inność i różnorodność jest tu normalnością. Możecie się ubrać, jak chcecie, sprawić sobie różowe, zielone, fioletowe włosy, wydziarać całe ciało, nikt się na was nie będzie gapił, ani wytykał palcami, nawet jeśli większość stanowią rodziny z dziećmi i emeryci z Europy północnej. Ludzie są po prostu zajęci swoimi sprawami i zupełnie ich nie wzrusza ekscentryczność.

Dla polskich kobiet pobyt w Playa del Ingles to antidotum na kompleksy dotyczące wyglądu. Można się naoglądać tyle ludzkich kształtów i form, niższych, wyższych, szczupłych i chudszych pośladków wciśniętych w krótkie obcisłe legginsy, że człowiek przestaje się katować zaleceniami kolorowych, skąpanych w fotoszopie magazynów, które powtarzają, że tu i ówdzie ma się za dużo o jeden centymetr. A od pięknych Afrykanek i pań z Ameryki Południowej można się nauczyć kobiecości, która nie opiera się o absurdalnie niskie wymiary.

Skąpany w słońcu nadmorski deptak w Playa del Ingles

Łyżka dziegciu w beczce miodu

Kicz, tandeta, cepelia dla turystów. Gdy spaceruję po Playa del Ingles, to aż boli. Straganiki, butiki, kramiki, gdzie sprzedaje się te same landszafty z przesypującym się piaskiem, co w Międzyzdrojach w latach dziewięćdziesiątych. Centra handlowe, które, oprócz ciekawych rzeczy, sprzedają tony chińskiego badziewia. Wystroje, kolory, na widok których bolą zęby. „Artystyczne” występy w knajpach, a w co drugiej ciągle żywi Elvis i Michael Jackson z playbacku. Występy flamenco, które z flamenco mają mało wspólnego, ale przecież brytyjscy czy niemieccy turyści się nie zorientują. Kuchnia z całego świata, ale hiszpańskich i kanaryjskich tapasów ze świecą trzeba szukać.

Naganiacze zapraszają do barów. Afrykańskie kobiety na nadmorskim deptaku wciskają ci bransoletki. Zanim się zorientujesz, otoczą cię we trzy lub cztery, wcisną na rękę niechcianą bransoletkę, aż poczujesz się, jak w potrzasku. W powietrzu unosi się zapach kremu do opalania.

Centrum handlowe Yumbo. Prawda, że stylowe wejście?

Widać ząb czas, który tu i ówdzie nadgryzł miasto. Hotele, które w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych wydawały się być szczytem luksusu, teraz straszą swoją architekturą – proste, wysokie bloki, wycięte jak od siekiery. Część ulic i budynków potrzebuje renowacji niczym stare meble po babci. Lokalne władze i przedsiębiorcy jakoś nie inwestują w remonty.

Pilnuj drinka

Nie oszukujmy się, zawsze tam, gdzie są turyści, nie może być idealnie. Choć w Playa del Ingles jest generalnie bezpiecznie, to zdarzają się różne sytuacje. Tak jak wszędzie na świecie są tu kieszonkowcy, drobni oszuści, pijani adoratorzy. Na nocnych imprezach i dyskotekach, dziewczyny nie powinny chodzić same do toalety, najlepiej zawsze w grupie, zdarza się bowiem napaści. Samotna kobieta wobec kilku mężczyzn nie ma szans, nikt nie szuka koleżanki, która od piętnastu minut nie wróciła z wc, ochroniarze nie zaglądają do damskich łazienek. Trzeba pilnować swojego drinka, nie przyjmować zaproszeń od nieznajomych i mieć bardzo duży, ironiczny dystans do komplementów prawionych blond włosom, niebieskim oczom itp. Kobiety, przechodząc nocą przez miasto, szczególnie w pobliżu barów i dyskotek, absolutnie nie powinny się zatrzymywać, ani wdawać w rozmowę, gdy jakiś nieznajomy mężczyzna, mówi: cześć piękna, skąd jesteś? Kanaryjka na pierwszy rzut oka rozpozna, kto jest stąd i chce tylko zagadać, a kto przyjechał z innego kraju i podszywa się pod tubylców, szukając naiwnych dziewcząt. Turystka z Europy nie ma żadnych szans, by się zorientować.

To przyjeżdżać czy nie?

Zejść nad ocean główną aleją Alfereces Provisionales. Na plaży ruszyć w prawo, mając ocean po lewej stronie. I tak około godziny iść wzdłuż brzegu, by przejść na drugi kraniec wydm, pod latarnię morską Faro de Maspalomas. Otrzepać nogi z piasku, napić się kawy w knajpce z widokiem na ocean. Autobusem lub taksówką wrócić do Playa del Ingles. To miasteczko ma tak niezaprzeczalne atuty, że muszę mu wybaczyć cały szereg niedoskonałości. Zupełnie jak w Zakopanem.


4 thoughts on “Playa del Ingles – hit czy kit?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *