Pierwsza oznaka polskości

Pierwsza oznaka polskości

Nie mogę się nadziwić tej jego twarzy, na której nie drgnął żaden mimiczny ślad emocji. Nie mogłam odczytać, czy bardziej wiało z tej twarzy pustką czy znudzeniem, ale wiem na pewno, że nie rysowało się tam nic więcej. Akurat zamawialiśmy z Sierżantem dwie kawy. Połowa maja, knajpa na wsi, a może to było małe miasteczko, w okolicach Krakowa.

– To Pan płaci, czy Pani płaci za te kawy? – zwrócił się do nas z tą swoją bezosobowością.

Jezusie najukochaniejszy, przecież on się do nas nie uśmiechnął – trafiło mnie jak obuchem. Jak to możliwe, że on się nie uśmiechnął?

Chyba za długo mieszkam już w tych wyspiarskich klimatach, gdzie wszystko można objechać dookoła w kilka godzin a z dużych miast jest aż jedno. I gdzie naczelną dewizą jest nie rozpędzaj się za mocno, bo wpadniesz do oceanu. Od tego wszystkiego miesza mi się w głowie, z powodu tej tutejszej lokalnej sympatyczności, tych uśmiechów na co dzień rozdawanych hojnie przez nieznanych przechodniów na ulicy, barmanów, kelnerów, sprzedawców wydaje mi się nagle, że to jest jakiś międzynarodowy standard. A nie jest. Pierwsze spotkanie z rzeczywistością funduje mi już przesiadka na lotnisku w Barcelonie.

Ty, oni tu już jakoś tak wszyscy szybciej chodzą – szepczę zdziwiona Kanaroniemcowi. I nikt nie zwraca uwagi na to, że zaraz cię staranuje. A jak już staranuje, to ani nie przeprosi, ani się nie uśmiechnie. Zupełnie jak na marokańskim skrzyżowaniu.

Żeby jednak nie było, że my tu na Wyspach Kanaryjskich to tylko słód, miód i spijanie sobie uprzejmości z dzióbka, chcę podkreślić, że mamy tu też tak zwaną rzeczywistość oraz szpalty z doniesieniami kryminalnymi w gazetach. Przypomnę sobie więc jakieś niemiłe zdarzenie, jakąś gburowatość, złe zachowanie, zawistną krytykę, no jakieś najprostsze chamstwo sobie przypomnę, jakie mnie tu spotkało w ciągu lat sześciu. Z tej zabawy wyłączeni są jedynie taksówkarze, bo ci na całym świecie wydają się być jednakowo – żeby nie powiedzieć dosadniej – bardzo wkurzeni. Przypomnę sobie zatem, przypomnę, no coś na pewno było.

Mam! Pani z obsługi w banku na Fuerteventurze w roku dwa tysiące czternastym. Okazała mi zniecierpliwienie. Powiedziała, że jeśli chcę dogłębnie przestudiować te trzydzieści stron umowy, to mogę ją sobie do domu wziąć i tam w skupieniu poczytać, bo ona to nie ma dla mnie tyle czasu. Pani była ze Skandynawii.

I jeszcze raz zdarzył się chamski, szowinistyczny barman, który chciał chyba podrywać, ale jakoś mu nie wyszło. Włoch.

To tyle. Więcej nie umiem sobie przypomnieć, choć bardzo się staram. Staram się jak najdokładniej. Pozostałe przykłady byłyby już z Polski.

Coś takiego jest w naszym pięknym kraju nad Wisłą, coś wisi w powietrzu, coś niewypowiedzianego. Odbiera się to intuicyjnie, całym ciałem już z pierwszym haustem powietrza na którymkolwiek krajowym lotnisku. Jakaś przekazywany sobie bezwiednie bagaż złości i frustracji, podrzucany codziennie w pracy, w szkole, w tramwaju. Tylko w środowisku nieznanych sobie wzajemnie albo poznanych przelotnie ludzi. To rozpaczliwe, bijące z każdego kąta, powtarzane ze złością i łzami w oczach, na życie i śmierć „ja mam rację, a pan nie ma racji”. Po kilku latach na emigracji, podczas chwilowej podróży do kraju widzi się to z całą wyrazistością, ostrych, krzykliwych odcieni szarości.

Czy mi to przeszło? Czy jestem już po kanaryjsku uprzejma? Czy mogę złożyć broń, wpuścić kogoś przed sobą w kolejkę, uśmiechnąć się i poczekać dłużej? Spytajcie mnie, gdy jakaś ciężarówka spróbuje mi w zakorkowanym mieście zajechać drogę.


7 thoughts on “Pierwsza oznaka polskości

    1. Jak mieszkałam w Polsce, to też oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę. Ale trzeba było dopiero parę lat pomieszkać za granicą, żeby to wyraźnie dostrzec.

  1. ¡Hola! Mieszkam od kilku lat w Niemczech i muszę niestety przyznać, że zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami na temat „ciężkiej atmosfery” wszechobecnej w Polsce.

  2. Amerykanie na tę atmosferę mówią „Polski nastrój” a Polacy, którzy nie mieszkali poza Polską dłużej, nie wiedzą o co chodzi i się urażąją i kłócą, że takiego czegoś nie ma. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *