Piękną Polkę zapoznam

Piękną Polkę zapoznam

Chodzę i chodzę wokół tego tematu, zbieram się i zamyślam, jak to napisać, tak czy siak, a może na odwrót, metaforycznie tudzież bardziej dosłownie, lekko w prawo, może bardziej w dół. Nie jest łatwo ugryźć taki temat, nie wiadomo, z której strony i jak zacząć, co wstawić w środek, no i puenta, przecież powinna być jakaś puenta. Ale dzisiaj nadszedł ten dzień, czas spojrzeć w oczy potworowi. Weźcie więc głęboki oddech i zasiądźcie spokojnie do czytania, dziś będzie o mężczyznach.

Będąc młodą Polką w Hiszpanii, musiałam się szybko nauczyć jednego z najczęściej używanych słów w tym kraju – guapo, guapa (ładny, piękny, ładna, piękna). Hiszpanie używają tego słowa na okrągło, komplementując się przy każdej nadarzającej się okazji, zresztą z braku okazji też. Pięćdziesiąt tysięcy razy na dzień ktoś do Ciebie mówi guapa i Ty wszystkim odpowiadasz tym samym. Co więcej to niewinne słowo może Ci nawet życie uratować i ocalić od towarzyskiego faux pas.

– No i spotkałam wczoraj tę znajomą, witam się z nią, mówię hola (cześć) i tu się zawahałam, bo zapomniałam, jak ona ma na imię. Myślę sobie, cholera co za wtopa, co za wstyd, tyle razy ją widziałam i nie pamiętam jej imienia, jak z tego wybrnąć, więc powiedziałam jej ze szczerym uśmiechem hola guapa! – opowiadała nam niedawno w pracy Włoszka z Florencji.

Zatem nawet jeśli kiedyś spotkacie Mike’a Tysona po piętnastej walce, w której stracił wszystkie zęby i całego zielonego od siniaków, nie zapomnijcie krzyknąć z entuzjazmem ¡hola guapo!

Będąc młodą Polką o dość typowej słowiańskiej urodzie, musiałam się też nauczyć nieco dłużej wersji tego powitania. Brzmi ona: ¡Hola rubia! ¡Hola guapa! (Cześć blondynko! Część piękna!). No dobrze, bardziej brzmi: ¡Hooooola ruubia! ¡Hooooola guapa! I wciąż nie wiem, czy chodzi o tę moją olśniewającą urodę, czy tak im trudno moje imię wymówić. Ale rzeczywiście, gdzie się nie ruszę, tam wszędzie słyszę rubia, rubia.

Na przykład ten handlarz samochodami na Lanzarote, który pochodzi z Ameryki Południowej, nie pamiętam, z którego kraju dokładnie, wydaje mi się, że z Kolumbii. Gdy sprzedawał mi auto, zafascynował go nie tylko kolor włosów.

– Ale Ty jesteś biała! – powtarzał, gdy szliśmy do urzędu zapłacić podatek za auto. – W moim kraju, gdybym miał taką białą kobietę! Ech!

Gdy siedzieliśmy w kolejce na posterunku Policji Narodowej, bo miałam problem z dokumentami, opowiedział mi kawał swojego życia.

– Mam teraz kobietę – mówił. – Ale ona nic nie chce robić. Nie pracuje, siedzi w domu, a jak wracam po całym dniu pracy, to nic nie posprzątane, niczego nie ugotowała. Rodzice ją jak księżniczkę wychowywali, nic nie musiała robić. Wcześniej przez pięć lat byłem sam. Wyobrażasz sobie? Pięć lat nie miałem kobiety. Nie wiem czemu. Przecież nie jestem taki najgorszy, prawda?

Pojechaliśmy też do sklepu po wycieraczki, bo te, które były zamontowane, były już bardzo zniszczone.

– No jak oni się na Ciebie gapią! W ogóle nie respektują, że jesteśmy razem – oburzał się.

Ten szczery afekt do mnie nie przeszkodził mu jednak sprzedać mi samochodu po zawyżonej cenie.

– Przepłaciłaś pięćset euro – ocenił mechanik.

Na Wyspach Kanaryjskich pełno jest jednak nie tylko wielbicieli bladej karnacji, ale również filologów amatorów.

– Hm, jesteś Polką. Może pouczyłabyś mnie polskiego – pytają panowie ze śniadą cerą.

– Dobrze – mówię całkiem serio. – To powtórz: w Szczebrzeszynie…

I widzę, jak ich filologiczne zapędy nagle gasną. Nie wiem, co robię źle. Może zamiast recytacji na początku powinnam wyjaśnić dopełnienie bliższe i dalsze?

Wielką chęcią do nauki zapałał też jeden z przewodników na Lanzarote. Na początku zeszłego roku spotkaliśmy się w restauracji, ja byłam tam z polską grupą, on z Hiszpanami.

– Nigdy nie miałem dziewczyny z Polski – wyznał mi tuż po tym, jak się przedstawił. – Pouczyłabyś mnie polskiego – zniżył ton, patrząc mi głęboko w oczy. – Lekcje na plaży.

Jakąś edukację w zakresie polskiego musiał on jednak już wcześniej otrzymać, pisał bowiem „piankna” i „chin kui barzo”. I w ogóle był z niego poeta. Codziennie przez jakiś tydzień pisał do mnie nieustannie od rana i wieczora, że on chce na tę plażę na spacer, na lekcję polskiego, że chce usłyszeć mój głos, że chce kawę ze mną wypić i „rozmawiać ze mną z ogromną czułością i wzajemnym szacunkiem”, i wydzwaniał, bo chciał tylko usłyszeć mój głos, i piękna, i piękna. Telefon dźwięczał, gdy szłam do pracy, wychodziłam z pracy, myłam zęby, myłam podłogę i kiedy podczas zakupów, analizowałam właśnie czy lepsze są małe ziemniaki, czy trochę więsze ziemniaki, i ten cholerny telefon znowu zaczął dzwonić, stwierdziłam, że ten hiszpański poeta jest zwyczajnie namolny i poprosiłam go, żeby dał mi spokój. Odpowiedział, że tutaj ludzie dużo mówią i wysyłają dużo wiadomości, ale że to nic kompletnie nie znaczy. A ja nie rozumiem. Bo tutaj jest inaczej niż w Polsce.

Teraz będzie puenta. Do tej pory nie udało mi się odnieść sukcesu w nauczaniu języka ojczystego za granicą. Mimo że mam dyplom filologii polskiej.


One thought on “Piękną Polkę zapoznam

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *