Odważnym być jak Kubańczycy

Odważnym być jak Kubańczycy

Kiedy człowiek przeprowadza się na takie na wpół egzotyczne, a zarazem na wpół swojskie Wyspy Kanaryjskie – no bo, umówmy się, gdybym zamieszkała razem z plemieniem tybetańskim albo u Inuitów, byłoby bardziej egzotycznie – to na rzeczonych Wyspach Kanaryjskich człowiek-imigrant z Polski musi się przyzwyczaić do kilku zmian. Jedną z nich jest to, że ludzie, których dawniej oglądał tylko w telewizji, czytał o nich książkach, a ich akcent podziwiał w południowoamerykańskich serialach, gdy z afektem i emfazą wykrzykiwali: ¡Juan Antonio; María Josefa Dolores Eugenia Sánchez Pérez de Montijo Gutiérrez te quiero! (bohaterka / bohater wylicza wszystkie imiona i nazwiska ukochanego / ukochanej i mówi: kocham Cię!), otóż ci ludzie ze swoją ciemną karnacją, emocjonalnym stylem życia i melodyjnym akcentem nie są już daleką egzotyką, ale codziennością. Mowa tu o hiszpańskojęzycznych przybyszach z obu Ameryk.

Docierają tu z Argentyny, Kolumbii, Boliwii, Peru, Kolumbii, Meksyku. Wśród nich są moi ulubieni, naród, który – po spotkaniu kilku jego przedstawicieli – szczerze podziwiam, Kubańczycy. Przybywają tu ze swoją radością życia, a potrafią się nim cieszyć, jak mało kto, ze swoją muzyką, tańcem i odwagą. Odwagi to im nie brakuje.

Pracowałam w hotelu na recepcji z 23-letnią Kubanką. Jej historia mogłaby służyć za dobry scenariusz filmowy. Gdy miała trzynaście lat, jej mama zostawiła ją na Kubie pod opieką ojczyma, a sama uciekła do Hiszpanii w poszukiwaniu lepszego życia. Córki nie mogła zabrać, wiadomo, dyktatura. Starszy brat Kubanki też już był w Hiszpanii. Dorastała więc w rodzinnym kraju, ale jakby bez rodziny. Udało jej się dostać na Wyspy Kanaryjskie, gdy miała dziewiętnaście lat. Oficjalnie przyleciała tu na jakiś czas, ale po tym czasie na Kubę nie wróciła, została. Oczywiście nielegalnie. Oczywiście musiała znaleźć pracę, bo z pieniędzmi było bardzo, ale to bardzo kiepsko. I jak możecie się domyśleć, to szukanie pracy też było potwornie trudne. Przez kogoś tam, znała kogoś, kto znał kogoś, udało jej się zostać sprzątaczką w hotelu. Jednocześnie sama zapisała się do oficjalnej szkoły językowej (w Hiszpanii istnieją dotowane przez państwo szkoły językowe, gdzie kursy są tanie), nauczyła się angielskiego i niemieckiego. Gdy już ogarnęła języki w stopniu wystarczającym, zaczepiła szefa recepcji, gdzieś na korytarzu między jadalnią dla personelu a jego biurem i tak, tuż po obiedzie, przekonała go, żeby ją z tego sprzątania na recepcję do pracy przeniósł.

To jeszcze nie koniec tej historii. Żebyście lepiej poznali Kubankę, musicie wiedzieć, że jej mama nie pracuje, nie ma też żadnej pomocy od państwa hiszpańskiego. W taki to sposób 23-letnia dziewczyna (no obecnie już 24-letnia) została jedynym żywicielem rodziny. Pracuje, wynajmuje mieszkanie, utrzymuje siebie i swoją mamę. Wciąż uczy się języków. I nigdy, ale to nigdy nie słyszałam, żeby się skarżyła na swój ciężki los. Wręcz przeciwnie, bardzo jest z życia zadowolona. I to w mojej europejskiej głowie nie bardzo się może zmieścić. Tak bez skarżenia się, bez malutkiej chociaż depresji, bez żalu, że musiała dorastać bez mamy, zdobyć wszystko sama, bez, no nie wiem, na przykład anoreksji, wpadania w złe towarzystwo, bez szukania na siłę toksycznych narzeczonych? Zapytałam ją kiedyś o to. I oto, co usłyszałam:

– Wiesz, my na Kubie, mamy trochę inne problemy niż ludzie w Europie. Na Kubie się bardzo szybko dorasta. I musisz sobie radzić.


7 thoughts on “Odważnym być jak Kubańczycy

  1. Znam jedną parę małżeńską z Kuby. Przesympatyczni, uśmiechnięci, a głośni! Zdecydowanie bardziej niż sami Hiszpanie. ;D Aż żyć się przy nich chce i uśmiech pojawia się na twarzy.

  2. Z jednej strony to piękne i smutne….. Ale zawsze gdy się słucha o trudnym życiu, słychać również o większej z niego radości…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *