O odkrywaniu rzeczy oczywistych

O odkrywaniu rzeczy oczywistych

Przez długie lata – no bo wiadomo, że im człowiek młodszy, tym mu wolniej czas płynie, więc tamte lata faktycznie były długie, a te obecne zasuwają jak radziecka rakieta – a zatem przez długie lata na pytanie: góry czy morze, odpowiadałam z lekkim nieuzasadnionym poczuciem wyższości, że oczywiście góry. Po górach to można chodzić, zdobywać, natrudzić się, widoków naoglądać, być romantycznym, melancholijnym i krzepkim superheroe. A plaża? Nudy, panie, leżeć, leżeć, piec się na sucharek, leżeć, w morzu się popluskać i leżeć.

Plaża w jeszcze nie tak dawnych czasach wydawała mi się miejscem, gdzie jest piasek, woda i właściwie tyle. No może jeszcze jakieś podłamane muszelki ewentualnie albo parzące meduzy. No i dla kogoś, kto pierwsze w życiu spotkanie z morzem i szereg kolejnych, przeżył nad Bałtykiem, to jeszcze oczywiście drewniane falochrony, po których można stąpać, aż się zupełnie bez gracji rąbnie do wody.

Na szczęście na świecie istnieją podróże, żeby człowiek mógł sobie zdać sprawę, jak bardzo jest w błędzie, tworząc sobie w głowie różne takie przekonania. Bo później trafia na Wyspy Kanaryjskie i zaczyna sobie zdawać sprawę, jak to nic o plażach, morzach i oceanach nie wie. Odkrywa się nagle, że istnieją przeróżne formy i rodzaje plaż, że każda jedna jest inna i sumie bardzo łatwo je odróżnić. Że na świecie jest przyprawiająca o zawrót głowy mnogość rodzajów piasku i że trzeba by zostać geologiem z doktoratem, by je wszystkie poznać i ogarnąć rozumem. Że ocean każdego dnia jest inny i właściwie to nigdy nie bywa taki sam. Że kontakt z morzem wpływa leczniczo na skołatane nerwy, natrętny myślociąg, manię wielkości, kompleksy, obsesyjne rozważanie o karierze, zakupoholizm, malkontectwo i pesymizm a wsadzenie łba pod wodę świetnie czyści zatoki.

Wybierzcie się zatem na Fuerteventurę, zobaczcie plaże na północy wyspy, w Corralejo, El Cotillo oraz na południu, między Costa Calma a Morro Jable. Wpadnijcie na Lanzarote na Playa de Papagayo, zajrzyjcie do Costa Teguise na El Jablillo i Las Cucharas. A w poszukiwaniu czarnego piasku do Playa Quemada. Na Gran Canarii przespacerujcie się po Las Canteras i pojedźcie na wydmy Maspalomas. Na Teneryfie zobaczcie usypaną ludzką ręką plażę Teresitas. Wybierzcie się na Playa de Santiago na wyspie La Gomera. I to wciąż jeszcze będzie kropla w morzu tej różnorodności, tych wszystkich plaż oraz wybrzeży i tego, co oferuje natura.

Nie zostaje więc nic innego, jak tylko odpuścić sobie te niepotrzebne komentarze, które często się słyszy, w stylu: „dwa tygodnie plackiem na plaży, oszalałabym. Jak nie przebiegnę podczas wakacji trzech maratonów, zahaczając po drodze o Kilimandżaro, to się nie liczy”. Wobec oceanu trzeba jednak odpuścić. Z oceanem nie ma się szans najmniejszych. Niebezpieczny jest bardzo, można się w nim na zabój zakochać, nawet jak ktoś jest człowiekiem gór. I po co w ogóle tworzyć te podziały, góry czy morze? Na Wyspach Kanaryjskich ma się oba te cuda obok siebie, na wyciągnięcie ręki. I oczywiście w wielu innych miejscach na świecie, do których planujemy dotrzeć.

Ostatnio najczęściej bywam na plaży Las Canteras na Gran Canarii

9 thoughts on “O odkrywaniu rzeczy oczywistych

  1. Ja wciąż obieram kierunek na góry, bo choć lubię posłuchać szumu morza i pospacerować po plaży, to jednak samego plażingu nie lubię. Już tak mam, że nie potrafię zalegać bezczynnie.

  2. Ja mieszkam prawie w górach, polskich. I może dlatego na pytanie morze czy góry zawsze odpowiem MORZE! 🙂 A może to dlatego, że plaża i morze bardziej mi się kojarzy z lenistwem i niesamowitymi widokami…. 🙂

  3. Przez całe lata wolałam góry. Do gór miałam ok 400 km, czasem jeździłam. I nad polskie morze. Pewnego dnia wkurzyliśmy się na pogodę nad Bałtykiem i miesiąc po powrocie znad Bałtyku postanowiliśmy pojechać pierwszy raz na prawdziwe wakacje nad „zagraniczne morze” :). I dopiero wtedy zobaczyłam, że morze może łączyć się z górami:), że nie wszędzie jest płasko. Mąż mnie nauczył odpoczywać na plaży, leżeć i czytać książki, a nie latać jak pies zerwany z łańcucha. Teraz mieszkamy 120 km od gór. Czasem widzę Śnieżkę z okna. Robimy krótkie wypady aby popatrzeć. Jednak ładuję się nad greckim morzem i kanaryjskim oceanem.

  4. Zgadzam się całkowicie – ciekawy post.

    Myślę warto jest ogladać wszystkie miejsca właśnie z takim nastawieniem, a już w ogóle najlpiej dodać do tego troche wyobraźni.

    Ciekawą alternatywę do wymówek „placek na kocu to nie dla mnie” dodaje nurkowanie. „Woda” już nigdy nie będzie wygląda tak samo i perspektywa na każdą plaże jest już inna. Nawet „zwykłe snorkling” z rurką na płyciźnie otworzy zupełnie inny świat.

  5. Witam😉ja w Polsce mieszkalam pod samymi gorami Sowymi,ale nigdy w zyciu nie mialam nart na nogach😆😆,owszem szwedalismy sie po gorach ale oczywiscie latem,bo zima jakos nigdy nie mialam ochoty(jestem zmarzluchem) kocham slonce i zawsze marzylam o mieszkaniu nad morzem , a teraz sobie mysle jak glupia bylam, gory maja swoj urok i sa piekne naszczescie sa miejsca gdzie krajobrazy sie łacza i sa to piekne miejsca, pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *