Nowy plan na nowy rok

Nowy plan na nowy rok

Podobno zamiast szumnych i emocjonalnych postanowień, budowania noworocznych zamków na piasku, lepiej zrobić plan. Taki konkretny, który bierze pod uwagę nie tylko nasze chęci i zamierzenia, ale także realia, własną, osobistą zdolność do samomotywacji oraz kurs złotego.

Najpierw trzeba usiąść i rozliczyć się ze starym rokiem, sprawdzić, co zrobiliśmy, zapytać się, dlaczego, po co i czy nam z tym dobrze. Należy też wziąć na warsztat rzeczy, których chcieliśmy dokonać, a nie dokonaliśmy. Zobaczyć, czy zabrakło nam wytrwałości, czy akurat w okolicy wybuchnął wulkan i nam pokrzyżował plany. A może po prostu wcale tak bardzo tego czegoś nie chcieliśmy zrobić, więc lepiej sobie odpuścić. Cieszyć się z sukcesów, opłakać porażki, zrobić grubą kreskę i zacząć plany na nowy rok.

Muszę przyznać, że coś jest w tej metodzie. Dzięki niej mam nadzieję uniknąć paru rozczarowań jak teraz, że w 2017 nie udało mi się odbyć kilku podróży. No ale jak się w pijanym zwidzie pod koniec 2016 roku wymyślało fantastyczne podróże na kolejny rok, zapominając, że więcej tych podróży niż dni w całym dwa tysiące siedemnastym, to tak się musiało skończyć. I pisząc o pijanym zwidzie, nie mam na myśli stopnia upojenia alkoholowego, ale jakąś dziwną wiarę we wszechmoc własnych postanowień, jakby to byli jacyś rycerze Jedi. Nie postanawiajcie więc, że w jednym i tym samym roku pojedziecie do Tajlandii, Argentyny, na Kubę, wyjdziecie na Kilimandżaro, znajdziecie nową pracę i się przekwalifikujecie, wyskoczycie na konkurs taneczny w Madrycie, zwiedzicie Maderę oraz Wyspy Zielonego przylądka, będziecie chodzić wcześnie spać, zdrowo się odżywiać, dużo czytać, trzy razy w tygodniu ćwiczyć jogę i prowadzić intensywne życie towarzyskie. Ja się z tym wszystkim w 2017 nie wyrobiłam.

Lepiej więc planować niż postanawiać. W całej tej zabawie chodzi bowiem o jedną najważniejszą rzecz – poczucie sprawczości. Poczucie, że to ja kieruję, dokonuję, wyznaczam. Jak kiepsko by nie było, to daję radę. Jak dobrze by nie było, to jeszcze mogę to szczęście pomnożyć. Co mogę, zmieniam. Czego nie mogę zmienić, godzę się z tym i odpuszczam. Akceptuję.

I tego wam właśnie na nowy rok życzę. Fantastycznych, realnych planów, za realizację których zabierzecie się już od pierwszego stycznia, zaraz jak tylko minie sylwestrowy ból głowy. Wytrwałości w realizacji. Ludzi obok siebie, którzy zamiast „chyba ci odbiło, tego się nie da zrobić”, powiedzą „no jasne, spróbuj, fajny pomysł”. Rozwijania swoich talentów. Poczucia spełnienia. Zdrowia, miłości, wolności, całą resztę zrobicie sami.

Wszystkiego najlepszego w 2018 roku. Przed nami kolejne 365 okazji by odwiedzić pewien archipelag, siedem wysp u wybrzeży Maroka – Wyspy Kanaryjskie. I to jest cudowne.

No to mamy 365 dni, by podziwiać takie widoki.

 

Michał Szafrański opowiada o tym, jak skutecznie planować na nowy rok. Zaplanujcie podróż na Wyspy Kanaryjskie.


8 thoughts on “Nowy plan na nowy rok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *