Noc w Arguinegiun zamiast wzgórz nad Soliną

Noc w Arguinegiun zamiast wzgórz nad Soliną

Do różnych rzeczy człowiek się może przyzwyczaić. Że klimat inny i że mówimy, jak potwornie zimno, gdy jest siedemnaście stopni, a normalna, zwykła temperatura to tak ze trzydzieści stopni. Że pory roku takie do siebie podobne i śniegu się już od trzech lat nie widziało. Że w barze za rogiem zamiast schabowych i pierogów serwują krewetki oraz ośmiornice, i nikt nie wie, co to jest biała pietruszka. Że z napotkanym przypadkowo na ulicy znajomym nie można sobie po ludzku, normalnie, swobodnie ponarzekać, bo wszyscy łażą dziwnie zadowoleni. Naprawdę można się dostosować. I tylko do jednego nie można przywyknąć.

Taka sytuacja. Wracamy wieczorem z lokalnego festiwalu w Arguinegiun. To takie pueblo, na standardy polskie powiedzielibyśmy, że małe miasteczko, na południu Gran Canarii. Miasteczko jak miasteczko, kościół, bary, domy i plaża. Na całą wyspę słynie z tego, że mieszka tu wielu Norwegów i w miejscowym supermarkecie można kupić dużo fajnych rzeczy do jedzenia z północy, jest tu nawet cała półka z żywnością bez glutenu.

Festiwal w Arguineguin był taneczny, prezentowały się wyspiarskie szkoły tańca, więc z bellydancerkami z Danzarinas de Las Plamas brałyśmy udział. I już po skończonych występach wsiadłyśmy do autobusu, który miał nas wieźć do stolicy wyspy. Taki wieczór, taka atmosfera – pomyślałam sobie, siedząc w tym autobusie – że fajnie byłoby coś zaśpiewać. I nawet dziewczyny wykazały chęć do wspólnego śpiewania podczas jazdy, zupełnie jak na wyciecze szkolnej, i jedna zaczęła śpiewać… La noche en Arguinegiun (Noc w Arguinegiun). Piosenkę, której nie znam.

I to jest ten moment, kiedy serce emigranta doznaje nagłego skurczu z tęsknoty za ojczyzną. Bo przecież wiadomo, że na nocne powroty z festiwalu, poranne powroty z wesela przez wieś chwiejnym krokiem, rzewne śpiewy w górach przy ognisku z gitarą najlepsze są Zielone wzgórza nad Soliną. I nie żadna Noc w Arguinegiun, tylko Hej, sokoły i Córka rybaka. Niech sobie Hiszpanie mają inną mentalność, ciemniejszą karnację i swój produkt krajowy brutto, ale że oni Córki rybaka nie znają…ech!

Nie zrozumcie mnie źle, ja ten kanaryjski przebój już przestudiowałam i to całkiem piosenka jest. Nawet do Zielonych wzgórz podobna. Ta sama poetyka, nastrojowość, nostalgia, ten „flow”. I historia miłosna jest jak i w Córce rybaka, i nawet odbywa się w podobnych okolicznościach przyrody. W Polsce księżyc świecił na niebie do ciebie oraz był na jeziorze wody glazur. W Hiszpanii księżyc tak słodko igra z morzem – a ver jugando a la luna dulcemente con el mar. Jest też w obu piosenkach ból z powodu rozstania, on wyjeżdża, w polskiej wersji z Mazur do Zakopanego, w hiszpańskiej wersji z Arguineguin, z ziemi rodzinnej jedzie nie wiadomo gdzie (no pewnie poleciał albo popłynął, bo Gran Canaria to wyspa jest).

Wracamy więc z festiwalu, dziewczyny w autobusie śpiewają, a ja tęsknię. Za Córką rybaka śpiewaną nad ranem w letnią, ciepłą noc gdzieś w Małopolsce albo na Podkarpaciu.

A tu macie nastrojową La noche en Arguinegiun.


7 thoughts on “Noc w Arguinegiun zamiast wzgórz nad Soliną

  1. To chyba normalne:) ja żebym nie wiem jak bardzo kochała Hiszpanię czy Tajwan gdzie dłuższy czas mieszkałam, w niektórych momentach czuję nostalgię. Bo przecież polskie, znane, domowe i tyle wspomnień:D Łączę się razem z Tobą w nostalgii emigrantów i pozdrawiam z Tarragony ! 🙂

    1. Piękne plaże Tarragony zapewne osładzają tę nostalgię emigranta. Tym bardziej, że znajomi z Polski piszą, że pada śnieg. 🙂

  2. A ja, parę dni temu, zupełnie dziwnie poczułem się jak “zobaczyłem” piosenkę “Krajka” wstawioną na portalu społecznościowym przez znajomą Rosjankę (mocno zainteresowaną polską kulturą i językiem). Piosenkę tę słuchałem, a może i śpiewałem ostatnio w autobusie na wycieczce szkolnej w liceum, jakieś.. naprawdę sporo lat temu! A tutaj mi wyskakuje prosto z Moskwy! Jeszcze tylko brakowało “Hej przyjaciele, zostańcie ze mną” do kompletu żeby się rozpłakać z tej polskiej “morriñi” i “añoranzy” za tak beztroskimi czasami i piosenkami 😉
    pozdrawiam..

    1. Dziękuję Ci! Już myślałam, że tylko ja mam takie dziwne tęsknoty piosenkowe. A tu proszę! Ale mi przypomniałeś, Krajkę! “A ja mam swoją gitarę, spodnie wytarte i buty stare, wiatry niosą mnnieeeeee”. No teraz to mam añoranzę, że hej.
      Pozdrawiam 🙂

      1. :))) “Co było nie wróci i szaty rozdzierać na próżno…” – ale pośpiewać sobie zawsze warto, piosenka jest dobra na wszystko, o!

      2. Edyta, tak mi przyszło do głowy… kto Tobie na kanaryjskiej wulkanicznej ziemii zaśpiewa o rzęsach mokrych od rosy czy o żurawiu wspartym o cembrowinę? O cudnych manowcach i o łbie zmoczonym przy fontannie? Kawał serca został zupełnie gdzie indziej. Taką tęsknotę rozumiem doskonale…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *