Nigdy nie przegap okazji do pogawędki

Nigdy nie przegap okazji do pogawędki

Gdy wchodzę do budynku, w środku nie ma nikogo, tylko dwóch ciemnowłosych chłopców (wyglądają, jakby byli po trzydziestce, ale nazwijmy ich chłopcami). Siedzą za pulpitem recepcyjnym i o czymś z przejęciem rozmawiają. Tylko głowy im zza tego pulpitu widać. Na mój widok zrywają się na baczność jak jeden mąż. O, ho! – myślę sobie – trzymają standard obsługi klienta, nie ma, że siedzą zajęci, a turysta stoi i czeka. Ale ja nie jestem ani klientką, ani turystką.

– Można u was zostawić CV? – pytam tych wyprostowanych jak struna chłopaków. Gdy się tak wyciągają do góry, dostrzegam, że jeden jest zdecydowanie wyższy od drugiego. Obaj z dosyć ciemną karnacją, typowi Hiszpanie, ale widać, że rzadko siedzą na słońcu, bo bladzi niemal jak ja. Na dźwięk mojego pytania tracą rezon, milkną, wpatrując się we mnie, jednak tylko na chwilę. Ten wyższy szybko się ogarnia i już odpowiada.

– No jasne. Musisz tylko podpisać oświadczenie o zgodzie na przetwarzanie twoich danych osobowych – mówi, zabiera moje CV, wręcza mi papier do podpisania. Ten niższy wciąż stoi wyprostowany tuż obok swojego kolegi, nic nie mówi, tylko uprzejmie wręcza mi długopis. Gdy ja pochylam się nad kartką, obaj zaglądają w mój życiorys.

– O, z Polski jesteś – zaciekawia się ten wyższy. – Mam znajomych, którzy wyjechali do Polski do pracy. I na Erasmusa. Tu nie mogli znaleźć żadnego zatrudnienia, a tam mają fajną pracę, dobrze zarabiają i są zadowoleni. Co tu więc robisz na Gran Canarii? Nie lepiej w Polsce? – dziwią się obaj.

Ja też się dziwię, bo wydaje się, że oni naprawdę mają takie wyobrażenie kraju nad Wisłą jako świetnie prosperującego, w przeciwieństwie do biednej jak mysz kościelna Hiszpanii. Postanawiam nie zmieniać tego ich przekonania, a co tam. Mówię więc, że tu na Wyspach Kanaryjskich jest lepszy klimat, i że nie zawsze się emigruje wyłącznie dla pieniędzy. Czasem, żeby się czegoś nauczyć, przeżyć przygodę. Ot, ucinamy sobie bardzo sympatyczną i przyjemną pogawędkę.

I ta pogawędka jest tutaj typowym elementem… szukania pracy. Oczywiście nie zawsze i nie wszędzie, ale w wielu biurach, hotelach, sklepach, jak nie pogadasz normalnie, jak człowiek z człowiekiem, roboty nie dostaniesz. Hiszpanie lubią bezpośredni, żywy kontakt z drugim człowiekiem. Oczywiście wielkie korporacje, międzynarodowe firmy mają wszystko scentralizowane i najczęściej trzeba się skontaktować przez internet, nie ma po co przychodzić do biura. Ale w mniejszych firmach może się zdarzyć, że akurat nas przyjmą do pracy, a nie kogoś innego, bo jak zanosiliśmy CV, to pogadaliśmy z panią z kadr o przysłowiowej dupie Maryny. Nie chodzi jednak o to, by te small talk traktować instrumentalnie, mnie naprawdę sympatycznie się rozmawiało z tymi chłopcami. Widać było, że traktują mnie jako oryginalny egzemplarz z dalekiego kraju, który to kraj podobno się rozwinął i bogaty jest, i zatrudnia. W Hiszpanii zatem, warto, nawet jeśli mamy bardzo napięty grafik tego dnia, na chwilę się gdzieś zatrzymać, by pogadać z nieznajomym.

O tym, jak działa to osobiste szukanie pracy, przekonałam się już nie raz. Gdy jako świeżak dopiero co przybyły z Polski i ledwo dukający po hiszpańsku, trafiłam do jednego z hoteli, roznosząc CV po Lanzarote. Ci z recepcji skierowali mnie do pani z kadr. Trochę przeraziła mnie ta kobieta, niedostępna, siedząca w swoim biurze, która na moje „dzień dobry, chciałabym zostawić CV”, wskazała mi palcem, nie odrywając wzroku od komputera, wielki stos A4 z życiorysami innych kandydatów. Stos ten rozmiarami przypominał książki z listy lektur studenta polonistyki, które piętrzą się tu i tam przed sesją, blokując przejście do kuchni, do łazienki i zasłaniając światło z okna. Wiedziałam więc, że w tym hotelu nie mam żadnych szans. Położyłam moje CV na szczycie tego stosu, powiedziałam „dziękuję, do wiedzenia” i wyszłam. Parę tygodni później na rozmowie kwalifikacyjnej w tym hotelu, szef recepcji mi wyjawił, że zadzwonił do mnie, szukając pracownika, gdyż kadrowa oświadczyła, że jestem szalenie miła, kulturalna i sympatyczna. Do dziś zachodzę w głowę, jak ta kobieta w ogóle mnie zapamiętała, przecież nie spojrzała na mnie ani razu. I skąd jej się wzięło, że jestem sympatyczna.

Jakoś łatwiej człowiekowi chodzić od biura do hotelu, szukać pracy, gdy przed nosem ma takie widoki. Plaża Las Canteras w Las Palmas, stolicy Gran Canarii.

2 thoughts on “Nigdy nie przegap okazji do pogawędki

  1. U nas niestety ten klimat odszedł do lamusa, ale to bardzo budujące i pełne szacunku jest, gdy szukając pracy ma się szanse na rozmowę i kontakt “face to face”, a nie tylko wirtualny (: Bardzo podoba mi się hiszpańska mentalność, bo ludzie są otwarci, zagadają Cię na plaży itp. I łatwiej się na randkę umówić, bez poczucia jakiegoś kulturowego syndromu “puszczalstwa” (:

  2. 🙂
    Generalnie też bardzo lubię te pogaduchy to z tym, to z tamtym. Jeśli chodzi o szukanie pracy, na początku to było dla mnie szokiem, że nie da się wszystkiego załatwić przez Internet jak w Polsce. Ale już się przyzwyczaiłam.
    Czasem tylko wiadomo, jak się ma dzień antyspołeczny, a tu trzeba z kimś gadać, to jest męczące. Ale rzadko.
    No a randki…. To jest osobny temat. Zobacz sobie tekst z marca 2015 roku pt. “Piękną Polkę zapoznam” 🙂
    Pozdrawiam

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *