Niech żyje życie. Nawet w poniedziałek

Niech żyje życie. Nawet w poniedziałek

Jedne z najpiękniejszych dni w życiu to takie, kiedy człowiek nie musi być przydatny. Cywilizacji, światu, korporacjom, szefom, rozwijającym się dynamicznie przedsiębiorstwom. Dzień, w którym można sobie odpuścić, pójść na spacer wzdłuż oceanu, stanąć na plaży, zanurzyć stopy w piasku, gapić na fale i nie robić nic, co przyczyniłoby się do wzrostu PKB. Chociaż, dobrze, zamawiając te kawę w barze, pewnie trochę rozpędziłam gospodarkę. Ale tylko trochę.

I tak z okazji poniedziałku, po minionym dopiero co weekendzie mogę jeszcze raz przypomnieć sobie, za co tak szalenie uwielbiam Wyspy Kanaryjskie. Bo tu można zwolnić. Pracować mniej. Wyłączyć ten wszechobecny w Europie stres. Pewnie, że czasem szlag mnie jasny trafia, gdy jestem klientem takich wyluzowanych ludzi, gdy słyszę, że się nie da, choć wiem dobrze, żeby się dało, gdyby ktoś zechciał się wysilić. Ale koniec końców jakieś rozwiązanie zawsze się znajduje.

Wyspy Kanaryjskie uczą, jak cenić swój czas. I spokój. Nade wszystko. I nawet nie wiadomo kiedy łapię się na tym, że nie mam problemu z przepuszczaniem pieszych na drodze, bo nie muszę nigdzie dotrzeć na już, na teraz. Wstydzę się wejść do sklepu na pięć minut przed zamknięciem, bo wiem, że sprzedawcy muszą jeszcze wszystko pozamykać, rozliczyć kasę i zupełnie po ludzku chcą o czasie pójść do domu. Nie uważam, że siedzenie po godzinach w robocie, ocierając pot z czoła i robiąc cierpiętniczą minę, świadczy o tym, że ktoś jest pracowity albo profesjonalny.

Czy tu się nie pracuje? Owszem, pracuje się. Czy tu nie ma nadgodzin i zestresowanych szefów? Owszem są. Ale gdy tylko trafiałam na takich, zwiewałam, jak tylko mogłam. Nie oszukujmy się jednak, w takiej Polsce albo takich Niemczech pracuje się więcej i w o wiele większym stresie. My to jednak, jako naród, chyba jednak lubimy, to dodawanie sobie ważności, gdy mówimy: taki jestem zajęty, nie mam czasu.

Zatem z okazji poniedziałku, życzę wam, jak najwięcej tych chwil, godzin, dni, kiedy nie będziecie zwiększać produktu krajowego bruttu. Ani netto. Ani żadnego innego produktu. No chyba, że chodzi o produkcję własnego szczęścia. Obyśmy się tym zajmowali jak najczęściej. W końcu to nasze najważniejsze i najprzyjemniejsze zajęcie.

Plaża w Corralejo na Fuerteventurze, widok na wysepkę Isla de Lobos, taras wychodzący w morze. Nic więcej nie trzeba.


6 thoughts on “Niech żyje życie. Nawet w poniedziałek

  1. A ja się zastanawiam. Jak to jest ? Pisze Pani,że ludzie wyluzowani i nic nie można załatwić w urzędach sprawnie i od ręki. To jak można prowadzić tam jakieś interesy będąc ciągle zestresowanym z powodu opieszałości tubylców? .Przecież człowieka notorycznie szlag trafia nieprzymierzając jak tego zestresowanego europejczyka w korporacji po godzimach ? I gdzie tu luz? Chyba dla tych opieszałych urzędników lub zwykłych pracowników.Bo czlowiek interesu jest takimi ludźmi zestresowany, nie ma załatwione po europejsku na czas. Nie wyobrażam sobie prowadzić firmy i nie mieć w porę załatwione, bo od tego zależy kondycja firmy. A już mieć za pracowników rozleniwionych ludzi na luziku to jakiś horror. Pozdrawiam i pytam dla kogo ten luz? Chyba dla turystów .

    1. Pani Ewo,
      Chodziło mi o ludzi wyluzowanych, ale nie leniwych. To nie jest tak, że udaje się tu całkowicie wyeliminować z życia takie zjawiska jak stres w pracy, czy nadgodziny. Bynajmniej. Zresztą stres nie zawsze jest czymś złym, czasem świetnie motywuje. Chodzi raczej o natężenie i stopień tej codziennej bieganiny i nerwów. Według mnie w Polsce na przykład jest tych nerwów zdecydowanie za dużo i wcale nie służą nikomu, ani pracownikom, ani przedsiębiorcom.
      Co do tutejszej biurokracji, to osobny temat rzeka. Nie prowadzę swojej działalności, więc nie wiem, jak to wygląda z punktu widzenia przedsiębiorcy. Z tego, co się orientuję, nie wydaje mi się jednak, by urzędy działały tu gorzej niż w Polsce. Na pewno działają tu gorzej niż w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Aż mnie Pani zainspirowała, porozmawiam z ludźmi, którzy mają tu swoje biznesy i ich podpytam.
      Pozdrawiam
      Edyta

  2. Szanowna Pani Ewo. Jak autorka tegoż bloga mieszkam tu od chwili jakiejś i widzę tu wszystko w bardzo podobnych barwach. Świerzaki, z kontynentalnym wielkomiejskim podejściem po jakimś czasie luzują i dostosowywują się do lokalnego rytmu. Ta sama terminologia dotycząca prowadzenia działalności ma zupełnie inny wydźwięk. Niestety, tu ludzie też chcą się dorabiać i chcą więcej niż mogą zjeść lub po prostu gonią za luksusem bo kiedyś też by chcieli mieć chatę z basenem. Na szczęście ja do takich ludzi nie należę i potrafię cieszyć się z darmowego basenu jakim jest bogaty w życie ocean. Jak ktoś chce biec to bardzo proszę. Ja wolę spacerek. 🙂

    1. Takie właśnie są też i moje odczucia. Ci, co chcą, robią kariery, inni wolą pracę najmniej odpowiedzialną, by mieć czas na plażowanie na przykład. Każdy tak jak lubi.
      Pozdrawiam

  3. To w Polse i Europie teź są tacy co chcą robić karierę i tacy co nie chcą. 🙂 A więc ten spokój od czegoś innego zależy.
    Myślę, że praca w hotelu na stanowisku kelnerki, recepcjonistki , kucharki czy na zmywaku, czy animatora,którą Pani opisywała…. itp.jest bardzo, bardzo męcząca i nie pozbawiona stresu. Mimo, że to tzw. zwykła praca.
    Więc zwykła praca też nie jest gwarantem luzu. Szukajmy co Wyspy mają takiego, że jednak jest tam bosko też dla mieszkańców, nie tylko dla chwilowo zameldowanych turystów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *