Niech się pocałują

Niech się pocałują

Na początku minionego weekendu wybuchła panika bankowa. Kanaroniemiec, jak i masa innych osób w całej Hiszpanii, biegał po placówkach, zakładał nowe konta i robił przelewy.

– Uff, ale stresujący dzień. Tak od rana – rzucił mi zdyszany w piątkowe wczesne popołudnie, gdy ja spokojnie siedziałam nad kawą.

– Ale o co chodzi? Po co tak biegasz? I dokąd? – spojrzałam leniwie znad tej kawy.

W tym momencie nastąpił szereg wyjaśnień. Że bank, w którym ma konto i na którym to koncie trzyma rodzinne oszczędności, żadne tam miliony, ale jednak spora jak na przeciętnego człowieka suma, otóż bank ten ma swą oficjalną siedzibę w Katalonii. I gdyby tak po weekendzie nagle ogłosili niepodległość, to bank ten zostałby znacjonalizowany. Kanaroniemiec nagle miały swoje środki na koncie za granicą, a może jeszcze Katalończycy wymyśliliby sobie jakieś ichniejsze korony albo dolary i wtedy, by mu pieniądze przewalutowali po kursie, jaki im się zamarzy. I straciłby dostęp do swoich pieniędzy, i jedna wielka katastrofa.

– To może ja też powinnam sprawdzić – zapytałam się.

– A nie, Twój bank już się przeniósł – upewnił mnie. I snuł dalej swoją opowieść, że w pierwszej placówce, do której zajrzał, by tam założyć nowe konto, były kilometrowe kolejki.

– A jak już była moja kolej, to facet mnie poinformował, że system komputerowy padł. Ludzie tyle nowych kont otworzyli, że informatycy nie dali rady. Zostawiłem więc facetowi numer telefonu, moje dane. Jak komputery ożyją, to do mnie zadzwoni. A tymczasem pobiegłem do innego banku, tam założyć rachunek – zdawał relację.

I podkreślał, że wszyscy którzy mają jakieś pieniądze ulokowane w katalońskich bankach, masowo ruszyli zakładać nowe konta i robić przelewy. A zastępca szefa to nawet kredyt mieszkaniowy już przeniósł.

Zainteresowałam się tematem, rzuciłam się sprawdzać wiadomości. Otworzyłam internet, a tam niemal koniec świata, armagedon i kryzys ekonomiczny. Wielkie firmy opuszczają Katalonię, bo nie lubią zamieszania.

Sobota i niedziela również upłynęły pod znakiem wiadomości z Półwyspu Iberyjskiego. Tak jak w poprzedni weekend słuchaliśmy o manifestacjach niepodległościowych, tak w ten dopiero co miniony koniec tygodnia były manifestacje osób, które chcą by Katalonia została w Hiszpanii. Tłumy ludzi, transparenty, flagi, przemówienia. Tym razem obyło się bez incydentów z policją, wręcz przeciwnie, ludzie wręczali policjantom kwiaty, ściskali ich i razem pstrykali sobie zdjęcia. Katalońskie flagi mieszały się z hiszpańskimi.

Były też jednak i inne manifestacje, i te wzruszyły mnie do głębi, podreperowały nieco moją zdychającą ostatnio beznadziejnie wiarę w ludzkość. W wielu miastach Hiszpanii wyszli na ulice ludzie ubrani na biało. Nie mieli ze sobą symboli narodowych tej czy tamtej strony. Nieśli za to flagi koloru białego, bo – jak podkreślali – jest to symbol pokoju, kolor, który łączy nas wszystkich.

Manifestanci z różnych miast, zarówno ci kolorowi, jak i ci na biało, domagali się rozmowy. Dialogu. Zdrowego rozsądku. Na transparentach widniały hasła: „Porozmawiajmy”, „Dosyć. Przywróćmy rozsądek.”, „Carles, Mariano, może się zdzwonimy” (chodzi o Carlesa Puigdemont, przywódcę Katalonii i Mariano Rajoy, premiera Hiszpanii). A już największe wzruszenie i uśmiech wywołały we mnie żądania „Niech się pocałują”.

Wyobrażacie to sobie w Polsce? Taka manifestacja przeciwko podziałom politycznym. Donald, Jarek, niech się pocałują!


4 thoughts on “Niech się pocałują

  1. Hiszpania miała swoją wojnę domową i prawdziwych terrorystów-separatystów. Polska jeszcze nie, wszystko przed nami 🙁

    1. To cieszę się, że wypełniłam lukę. Faktycznie polskie media relacjonowały całą sprawę bardzo wybiórczo i mocno upraszczały temat.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *