Najpierw na kawę

Najpierw na kawę

Zaraz po moim przyjeździe tutaj, w pierwszych dniach Hiszpan mówi do mnie – jedziemy do banku. Dobrze, no to jedziemy, pakujemy się do dużej czerwonej furgonety i zmierzamy do stolicy wyspy, Arrecife. Letni dzień, koniec czerwca, gorąco i dopiero co przeszła kalima, czyli afrykański wiatr znad Sahary, a wraz z nim pustynny pył i piasek. W samochodzie wszystko klei się od kurzu, zresztą samochód na zewnątrz też potwornie brudny, na drzwiach i oknach mijanych domów pełno czerwonego kurzu, zakurzone są palmy, cały świat dookoła utytłany w tej kalimie. Docieramy do miasta, parkujemy auto i idziemy. Ale Hiszpan zamiast do banku, tnie prosto do najbliższego baru.
– Jak to – dziwię się. – A bank?
– No zaraz. Najpierw trzeba się kawy napić – odpowiada i udziela mi tym samym jednej z najważniejszych lekcji życiowych: kawa dla mieszkańców wysp i dla Hiszpanów w ogóle, jest ogromnie ważna. Wszelkie decyzje życiowe, biznesowe, plany na przyszłość, narzekania na rząd, plotki, kto z kim, jak i gdzie, czy jakiekolwiek ważne lub nieważne sprawy omawia się przy kawie. W Polsce można sobie w pracy zrobić przerwę na kawę, na Kanarach robi się przerwy od kawy, żeby chwilkę popracować. Gdy około dziewiątej, a może jedenastej, a może trzynastej idzie się przez urocze Costa Teguise, siedzą i piją kawę.
– To dyrektor parku narodowego, tam jest właściciel tych kilku hoteli, a ten tutaj to dyrektor hotelu obok – wyjaśnia Czeszka, która w Costa Teguise prowadzi sklep z pamiątkami i zna tu już chyba wszystkich.
Zresztą kawę piją nie tylko dyrektorzy. W hotelu, w którym zdarzyło mi się pracować, ramię w ramię do baru wychodzili zastępczyni szefa na recepcji, szef obsługi technicznej wraz ze swoim zastępcą, księgowa oraz specjalistka od Public Relations. Z hotelu w momencie wymiotło wszystkich, pracował tylko recepcjonista oraz panie sprzątające z Ameryki Południowej. A, pracował też szef recepcji, ale się nie liczy, bo jest Anglikiem i ma swoje brytyjskie przyzwyczajenia zawodowe. Zresztą nie można narzekać, o dostęp do kawy troszczą się tu dla wszystkich, nawet dla świeżo przybyłych i nowo zatrudnionych Polek na recepcji.
– Przynieść ci kawę? – pytał zawsze mój szef Anglik i ruszał w stronę hotelowego baru.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *