Nad Renem w Kolonii

Nad Renem w Kolonii

Z Frankfurtu do Kolonii jest niewiele ponad dwieście kilometrów. Można tę odległość pokonać, jadąc autostradą, można wsiąść w równie szybki co drogi pociąg. Kto ma więcej czasu, chce po drodze zobaczyć okolicę i zaoszczędzić, powinien wybrać koleje regionalne, sprawdzając uprzednio weekendowe oferty. Podróż taka trwa dłużej, z przesiadkami, a to w Moguncji, a to w Koblencji. W Moguncji pociąg przecina most na Renie, zaczyna się piękna widokowa trasa, która biegnie doliną rzeki. Wzgórza, zamki na zboczach, lasy, winnice, urokliwe miasteczka, błyszczący w słońcu Ren i sunące na nim statki wycieczkowe – to zdecydowanie moja ulubiona trasa Frankfurt – Kolonia .

Sama Kolonia zaskakuje już na pierwszy rzut oka. Z mało ciekawego dworca kolejowego wychodzi się wprost na gigantyczną gotycką katedrę, którą budowano na przestrzeni sześciuset lat. Warto zajrzeć do środka, zobaczyć wystrój, przykłady sztuki średniowiecznej, wysmukłą nawę główną, gotyckie ołtarze. Katedra w Kolonii to temat na rozprawę, o jej historii, budowie, zniszczeniach po drugiej wojnie światowej można by opowiadać godzinami. I wspomnieć przy tym, że w znajduje się tu największy bijący dzwon w Europie, który waży, bagatela, 24 tony. Polecam każdemu, by obejrzał ten wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO zabytek, także osobom kompletnie niezainteresowanym architekturą i sztuką sakralną.

Najpiękniejszy widok na katedrę rozpościera się, gdy staniemy po drugiej stronie Renu. Trzeba przemierzyć most Hohenzollernów, który podobnie jak katedra mieści się tuż obok głównego dworca kolejowego.

Katedra, most Hohenzollernów i rzeka Ren

Most obwieszony jest kłódeczkami, w których tak lubują się zakochane pary. Wydaje się, że miłość nie jest tu możliwa bez kłódki wpiętej gdzie się tylko da, koniecznie z wygrawerowanymi imionami, jakąś ważną datą i zapewnieniem o wielkim uczuciu. Spacerując po moście, trzeba mieć spore zaufanie do budowniczych, architektów oraz władz miejskich, muszą być pewni, że ta kupa żelastwa nie zatopi całej konstrukcji.

Starówka podobnie jak i wiele miast w tej części Europy może się pochwalić zabytkowym ratuszem, urokliwymi uliczkami. Koniecznie musimy zasiąść tu w jednej z knajp i spróbować lokalnego piwa, jest to w końcu miasto, w którym jest najwięcej browarów na świecie.

Jedną z największych atrakcji Kolonii są liczne muzea, w tym oczywiście muzeum wody kolońskiej oraz czekolady. To w tym mieście wytwarzana była woda toaletowa, której formułę opracował Johann Maria Farina. Spryskiwali się nią możni tego świata, wodę kolońską dostarczano na europejskie dwory królewskie, m.in. cesarzowej Marii Teresy oraz króla Francji Ludwika XV. Co do usytuowanego nad rzeką do Muzeum Czekolady, chyba nie trzeba tłumaczyć, dlaczego warto je odwiedzić.

Żeby to nasze zwiedzanie jakoś spiąć klamrą, warto wsiąść w rozciągniętą nad Renem kolejkę linową.

W Kolonii to jednak nie starówka, ani muzea, ani nawet niezwykła katedra urzekły mnie najbardziej. Prawdziwą perełką tego miasta jest dzielnica Ehrenfeld. Przy odrobinie szczęścia letnią porą można natknąć się tu na jakieś lokalne święto. Mieszkańcy ustawiają stoły i ławy wprost na ulicy, tuż obok ustawiają piłkarskie bramki, żeby i dzieci miały zajęcie. Jest swojsko, lokalnie, po sąsiedzku. Samochody nie mają wstępu, przechodnie muszą sobie torować przejście wśród zabawy.

Lokalne święto w dzielnicy Ehrenfeld

Dzielnica Ehrenfeld to zupełnie inne oblicze Niemiec niż to stereotypowe, nie ma tu ani typowych przaśnych obrazków rodem z Oktoberfest, ani frankfurckich rekinów biznesu czy też drapaczy chmur. Ta część Kolonii to dzielnica nowoczesnej klasy średniej, ekologów, ludzi bez pretensji do tworzenia wielkiej metropolii, choć notabene ją tworzą, współczesnych hipisów. Panuje tutaj większy luz, przyjazna atmosfera. Jeździ się tu sporo na rowerze, na śniadanie jada ekologiczny chleb. Nie ma tu luksusowych butików i sieciówek z ubraniami, mieszkańcy zdają się mieć głęboko w poważaniu konsumpcjonizm, panuje moda na slow, turyści rzadziej tu zaglądają. Kto ma ochotę, wystawia na chodnik jakieś stare krzesło, skrzynkę, siada z sąsiadem przy piwie i tak prowadzi życie towarzyskie. A podczas karnawału życie świętowane jest wyjątkowo hucznie, bo i karnawał jest tu obchodzony z pompą. No ale żeby to zobaczyć, trzeba przyjechać do Kolonii w listopadzie.

Lato nad Renem w Kolonii

 

PS. Można też oczywiście dotrzeć do Kolonii samolotem na lotnisko Kolonia/Bonn. Choć ja szczerze wam polecam wyprawę z Frankfurtu i zwiedzanie obu miast.


2 thoughts on “Nad Renem w Kolonii

  1. jakoś nigdy nie udało mi się wybrać z wizytą do naszych zachodnich sąsiadów i bardzo tego żałuję, bo właśnie tak świetne miejsca jak Kolonia niby są dość blisko, a jednak zawsze coś staje na przeszkodzie, żeby je odwiedzić. i osobiście fascynuje mnie ichniejsza katedra. <3
    pozdrawiam serdecznie.

    1. Warto, bo kraj rzeczywiście ciekawy, różnorodny i jest sporo do zobaczenia. A Katedra w Kolonii wywarła na mnie spore wrażenie. Aż się dziwię, bo przecież mnóstwo się już tych katedr i kościołów widziało. Nawet Watykan nie wydał mi się tak imponujący.
      Dziękuję i też pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *