Na Ojczyzny łono

Na Ojczyzny łono

Jedną z największych zalet emigracji jest to, że nagle fantastycznie zaczyna mi się podobać Polska. Przeogromnie. Szalenie. Polecam każdemu, żeby pomieszkał sobie na pustyni i wulkanach, to niezwykle odświeża umiejętność patrzenia na świat.

Pierwszy szok przychodzi razem z pierwszym haustem powietrza, gdy się wysiądzie z samolotu na lotnisku Warszawa Modlin. Jak intensywnie pachnie powietrze. Wilgocią, lasem, drzewami, liśćmi, trawą i nie wiem, czym jeszcze. Jedyny minus jest taki, że ten zapach zbyt szybko powszednieje. Po paru dniach człowiek się przyzwyczaja i już tak mocno nie czuje.

Drugim szokiem jest – w Polsce najbardziej banalna i oczywista rzecz – zieleń. To że na każdej wolnej przestrzeni, skrawku między murem a chodnikiem, w szczelinach między płytkami chodnika, przy drodze, za domem, obok domu, przed domem, wszędzie coś rośnie. A jak jeszcze nie rośnie, to zaraz wyrośnie. I drzewa są wysokie, i liście szumią na wietrze. Wszystko co najbardziej banalne i zwykłe staje się po trzech latach na wulkanach cudem świata. Człowiek chodzi jak naćpany.

Jest lipiec. Nie dość że zielono, to jeszcze są truskawki. Zachwyt i euforia nad truskawkami równać się mogą uczuciu, jakiego doznał Romeo, kiedy Julię zobaczył. A tu jeszcze maliny, poziomki, porzeczki i jeszcze. Bardzo długo mieszkałam w Krakowie i nigdy do głowy mi nie przyszło, żeby robić zdjęcia stoisk z owocami na Placu Nowym. Aż do teraz. Od truskawek przechodzimy do świeżo ukiszonych ogórków i to już jest poezja.

Ogromnie rzuca się w oczy coś co dawniej się widziało, ale nie było aż tak wyraźne – piękno. Jura krakowsko-częstochowska, krakowski rynek, Gorce, Mazowsze.

– Coś w tym musi być – kiwa głową znajomy, któremu opowiadam o tym moim nagłym zachwycie nad Polską. – Pracuje z nami jedna Hiszpanka, która nie ma pracy u siebie, za to w Warszawie znalazła i ona też się ciągle zachwyca, że ta Polska taka piękna.

Tak więc się zachwycam, tylko ludzie się dziwią.

– No i jak Ci się wszystko widzi, jak przylatujesz z Kanarów? – pytały mnie bibliotekarki w Sosnowcu.

– Fantastycznie – mówię z entuzjazmem.

– Co????? – dziwią się ogromnie.

Opowiadam więc o tej zieleni, zapachu powietrza, łanach zbóż i zsiadłym mleku. Kiwają głowami. Chyba trochę je przekonałam.


5 thoughts on “Na Ojczyzny łono

  1. Albo nie :p A kiwają głowami bo wariatom się przytakuje 🙂

    Fajnie napisane 🙂 Jak zawsze czekam na kolejną notatkę.

    Pozdrawiam

  2. No tak..tak to jest jak sie mieszka na obczyznie, jak sie odwiedza Polske to wszystko widzi sie przez rozowe okulary, albo prawie wszystko, ale to jest idealizowanie tzw. tez tak mialam na poczatku mojej emigracji, teraz za Polska wogole nie tesknie, a odwiedzam ja tylko ze wzgledu na rodzine…pozdrawiam 🙂

  3. Mieszkam w Polsce i choć nigdy nie stanęłam przed wyborem zostać czy wyjechać wiem że są miejsca w Polsce za którymi bym teskniła i których nie ma nigdzie indziej klimatyczne Bieszczady, piękne Pieniny, polskie morze w maju, Bory Tucholskie i wiele innych wyjątkowych miejsc. Tesknilabym za gołąbkami mamy, letnimi ulewami i śniegiem za ktorym tęsknię już teraz bo go nie było:(, i za letnimi owocami.
    Ale emigracja kusi z uwagi na to za czym zdecydowanie nie tęsknilabym: za polską telewizją, za polskimi newsami i polską polityką, za polskimi kierowcami i polską zawiścią… i za polskimi celebrytami:)
    Zazdroszczę ci odwagi i kibicuję !

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *