Między nami nieudacznikami

Między nami nieudacznikami

Mam takie wrażenie, jeśli chodzi o bilety lotnicze, że cały świat jest pełen tanich lotów, tylko ja jak ostatni frajer wydałam siedemdziesiąt euro na samolot tam i z powrotem między Gran Canarią a Barceloną. Przy czym jako mieszkaniec Wysp Kanaryjskich mam pięćdziesiąt procent zniżki, więc normalnie cena wyniosłaby tych euro sto czterdzieści, tanie bilety to nie są. Czasem, a właściwie to bardziej często niż czasem, wydaje mi się, że cały świat dziennikarsko-blogowo-podróżniczy szlaja się po Karaibach albo wcina sushi w Japonii, gdy ja w tej Hiszpanii łapię kolejną śmieciową umowę. Naprawdę nie wiem, jak w Polsce, kraju, w którym pracownikowi przysługuje 26 dni urlopu, połowa populacji zwiedziła już pół świata, a druga połowa właśnie wrzuca na fejsa zdjęcia z Kuala Lumpur. Naprawdę?

Kiedy zaglądam do gazet, na blogi, zewsząd przemawiają do mnie ludzie, którzy napisali osiem książek, wychowali piątkę dzieci, zrobili trzy doktoraty, pas judo, wysprzątali na błysk mieszkanie i w ramach prowadzenia slow life przez pół dnia oddawali się feng shui. Ci ludzie mają dla mnie tryliard dobrych rad w stylu chcieć to móc i jeśli jeszcze do tej pory nie zarobiłaś sto tysięcy euro, to dlatego, że jesteś nic nie wartym, beznadziejnym leniem, i kup naszą aplikację do organizowania sobie czasu za jedyne 99,99. Skupiam się i z tego marketingowego bełkotu wybieram to, co naprawdę wartościowe, dłubiąc niczym Kopciuszek, kiedy wybierał mak z popiołu. Ale zupełnie jak Kopciuszek muszę się tym popiołem wypaprać.

Nie jestem omnibusem i nie pozjadałam wszystkich rozumów, lubię więc pytać o radę albo szukać jej w sieci. I zupełnie nie rozumiem, czemu tyle osób, którym w jakiejś dziedzinie się udało, lubią całą resztę protekcjonalnie klepać po plecach. Żyją w jakimś świecie, który składa się z wyłącznie z menadżerów, coachów i przedsiębiorczych przedsiębiorców. A ja żyję w świecie, gdzie ludzie mają wątpliwości, gdzie pracują sprzątaczki, sprzedawcy, robotnicy i stróż na osiedlu. I jedną z najmądrzejszych osób, które w życiu spotkałam, jest właśnie sprzątaczka z Kolumbii, która zarabia na życie polerując szyby i podłogi w hotelach na Lanzarote.

Cały ten nadęty, przesadzony do granic bólu marketing wychodzi mi już bokiem, nosem i uszami. Więc jeśli kiedyś na tym blogu, po przeczytaniu jakiegokolwiek tekstu wydało wam się, że wszyscy na Wyspach Kanaryjskich leżymy codziennie po osiem godzin plackiem na plaży i rzygamy tęczą, to bardzo was przepraszam, bo nie o to mi chodziło. Promując ten blog, podróżując, pisząc, pracując i korzystając z narzędzi marketingu, mam nadzieję nigdy nie wpaść w pozę lifestajlowego eksperta od własnego nosa. Od wciskania ludziom kitu, że zawsze i bezwarunkowo są winni złej sytuacji, w której się znaleźli. I że oferta tanich biletów lotniczych jest dostępna dla wszystkich i nieograniczona. Czasem muszę kupić ten droższy bilet, zgodzić się na gorszą pracę, nie klepcie mnie tak litościwie coachingowo po plecach. A niektórzy przez całe swoje życie są sprzątaczkami, listonoszami, dozorcami. I robią kawał potrzebnej nam wszystkim, fantastycznej roboty. I chwała im za to.


13 thoughts on “Między nami nieudacznikami

  1. Boziu drogi, jak ja się z Panią zgadzam! To są też moje odczucia, i cały ten marketing nie tylko mnie wkurza ale mnie w……. A mam już trochę lat i trochę życia przeżyłam i wdziałam.

    1. Marketing sam w sobie jest przydatny. Tylko że mocno nadużywany. Ta presja na udawanie człowieka sukcesu jest cokolwiek męcząca.

  2. Wraz z pojawieniem sie internetu nastala moda na bycie czlowiekiem sukcesu i szczesliwym za wszelka cene.I kazdy by kazdemu ciagle w czyms doradzal…ale nie trzeba wcale uczestniczyc w tym wyscigu szczurow, mozna sie wylaczyc, miec mniej znajomych, ale za to prawdziwych, z ktorymi mozna sie spotkac, porozmawiac..itd,itp.duzo by pisac..najwazniejsze jest chyba by byc naturalnym w zyciu, nie pedzic i nie spinac sie niepotrzebnie.

    1. Dziękuję za połączenie. Ale w bólu nie da rady, bo nic mnie nie boli. Czuję się doskonale. Pozdrawiam 🙂

  3. Brawo.
    Boję się promocji wyjątkowości przy jednoczesnym zaprzeczaniu istnienia przeciętności. Negowaniu codzienności, chwil zwykłych, czasem smutnych, zazwyczaj szarych.
    Dojmująco normalnych.
    Dajemy się przekonywać, że sukces mierzy się rozgłosem i ilością lajków, a nie subiektywnym doznaniem satysfakcji. Że całe tło jest niewarte uwagi.
    A ja lubię Twoje wpisy o deszczu i o saszetkach z cukrem.

  4. Ostatnio pełno lifestajlowych ekspertów od własnego nosa. Każdy musi wydać książkę, zrobić kurs, każdy wpis na blogu musi być wartościowy. Dobrze, że mimo wszystko normalność jednak gdzieś się przeciska (choćby tutaj) 🙂
    Uwielbiam Cię za trzy ostatnie zdania!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *