Lato

Lato

Obserwując świat w jego mikroskali, czyli akurat na Wyspach Kanaryjskich, ostatnimi dniami wciąż przypominam sobie tekst z jednej z piosenek zespołu Coma: „Lato wybuchło z całych sił”. Otóż to. Bezapelacyjnie, w całym swoim uroku, przyszło lato.

Na Wyspach Kanaryjskich czuć i widać je na każdym kroku, nie da się o nim zapomnieć. Jest gorąco, pięknie, słonecznie. Skóra pali się od nadmiaru promieni, organizm jak szalony produkuje witaminę D, czasem wyrwie się tęskne westchnienie za choćby jednym deszczowym popołudniem. Słońce grzeje i pali nawet, gdy akurat wyjdą chmury. Oparzenia można się na bawić choćby i człowiek siedział w cieniu tych chmur. Co jakiś czas przechodzą fale upałów, przez kilka dni temperatura sięga czterdziestu stopni. W powietrzu snuje się coś jakby piaskowa mgła. Wszyscy wokoło powtarzają, jak to strasznie gorąco i teatralnie ocierają czoła. W tym ukropie nie chce się myśleć, nie chce się działać. Umysł wpada w stan otępienia, ciało w stan letargu. A po kilku dniach upał nagle ustępuje, temperatura spada wieczorem do dwudziestu trzech stopni i człowiek trzęsie się z zimna jak osika.

Zjechali wczasowicze, plażowicze, turyści. Ulice, skwery, miasta i wioski zapełniły się sandałami, kolorowymi letnimi sukienkami, brzęczącymi kolczykami, klapkami wszelkiej maści i kolorów, na wpół rozpiętymi męskimi koszulami. Towarzyszą im dmuchane materace i koła do pływania, w formie groźnych krokodyli oraz smukłych pelikanów. Na nadmorskich deptakach, w pobliżu plaż i na ścieżkach prowadzących nad ocean roznosi się silny zapach kremów przeciwsłonecznych. Wokół słychać mieszkankę języków: hiszpańskiego, angielskiego, włoskiego, niemieckiego, francuskiego, portugalskiego, polskiego, holenderskiego i wielu innych jeszcze. Turyści i miejscowi wylegują się na piasku, wystawiają ciała do słońca, wypełniają po brzegi bary, restauracje, jedząc krewetki i popijając piwo.

Na mniejszych, nie tak turystycznych, oddalonych od głównych szlaków plażach płoną grille, skwierczą kiełbasy, puszki piwa pstrykają przy otwieraniu. Hiszpanie uwielbiają kempingowe, plażowe życie, w swoich kamperach. Z całymi rodzinami, z dziećmi, z psami, z obowiązkowym grillem, z rakietkami do badmintona, piłką, okularami do snorkelingu. Z górą jedzenia, z ludźmi, z którymi można się nagadać.

Wszystko w naturze toczy się według ustalonego porządku. Przyszło lato. Planeta Ziemia obraca się zgodnie ze swoim rytmem, podczas gdy ludzie zajęci są swoim plażowaniem i nakładaniem aloesu na spaloną słońcem skórę.

PS. A jak już wyłożycie się na brzegu zadumani nad tymi niesamowitymi prawami przyrody, zanućcie sobie przy okazji: ło, ło, sia la la, no te olvides la toalla cuando vayas a la playa, (czyt. no te olvides la toaja cuando vajas a la plaja), czyli „nie zapomnij ręcznika, kiedy idziesz na plażę”.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *