Kanaryjskie drzwi bez klamek

Kanaryjskie drzwi bez klamek

Do różnych rzeczy można się przyzwyczaić: że ludzie mówią w innym języku, że zimą nie zastanawiam się, czy uda się wyskoczyć na narty w weekend, tylko myślę o plaży, że zawsze i bezwarunkowo trzeba się zatrzymać przed przejściem dla pieszych, bo nie rozglądają się trwożnie na obie strony niczym w Polsce, tylko śmiało wchodzą na jezdnię. Ale do tych drzwi wejściowych, które od zewnętrznej strony nie mają klamki i zatrzaskują się na amen, nie mogę przywyknąć. Zupełnie nie rozumiem, czemu Hiszpanie nie mogą montować klamek albo gałek, którymi da się drzwi otworzyć bez klucza. Bo niby człowiek wykształcony i inteligenty, nawet dyplom uniwersytetu ma, ale nie może ogarnąć, żeby zawsze brać ze sobą te klucze, gdy wychodzi z domu. No i czasem wychodzi bez. A później sobie zdaje sprawę, co zrobił.

Nie był to pierwszy raz. Historia zatrzaskiwania sobie kluczy z mieszkaniu jest coraz dłuższa, jak widać człowiek nie uczy się na błędach. Tym razem wyszliśmy z Kanaroniemcem na wieczorny spacer z psem. Bardzo szybko, bo już w windzie zdaliśmy sobie sprawę z naszego nierozgarnięcia. Ale nie ma żadnego problemu, zadzwoni się przecież do włoskiego współlokatora. Pech chciał, że Italiano nie odbierał jednak telefonu. Ale nie ma żadnego problemu, się podejdzie do baru, gdzie pracuje Italiano, się odbierze od niego te klucze. Okazało się jednak, że w niedziele bar zamykany jest wcześniej. Zastaliśmy zamknięte drzwi, zasunięty rolety i ani żywej duszy.

Się będzie wydzwaniać na komórkę do Italiano, się wróci do mieszkania wydzwaniać domofonem, bo a nuż wrócił, się siądzie pod budynkiem, myśląc, co by tu zrobić, się zrobi dwudziesta druga trzydzieści i nieustannie się będzie robiło coraz później. Się pójdzie pod dom dziewczyny Italiano, ale się dobrze nie wie, który to budynek. Się więc poprzeskakuje przez ogrodzenia, pozagląda ludziom przez pozasłaniane okna, się spróbuje przypomnieć, który to był budynek i które mieszkanie. Się będzie darło na pół ulicy: Italianoooo, Italianooo i odpowie człowiekowi tylko głucha cisza. Się zrobi godzina dwudziesta trzecia.

Kanaroniemiec wpadnie na genialny pomysł, by pójść do sąsiadki i przejść do mieszkania przez okno. Może nawet i by mi się ten pomysł spodobał, gdyby to nie było dziesiąte piętro. I gdyby Kanaroniemiec nie raczył mnie historiami o kocie sąsiadki, który tak wpadał przez okno z wizytą, aż pewnego dnia spadł z tego dziesiątego piętra. Cudownie przeżył, jedynie łapkę złamał i przez jakiś czas chodził ogłupiały. Jednak dla Kanaroniemca sprawa nie zakończyłaby się tak szczęśliwie.

Jeśli się nie zabijesz, przechodząc przez to okno, to ja Cię później zamorduję za takie głupie pomysły – oświadczyłam. – Poza tym nie wiem, jak się mówi po niemiecku „zabił się, skacząc przez okno, bo zapomnieliśmy kluczy” i nie miałabym jak poinformować Twojej rodziny – docisnęłam go ostatecznym argumentem i odpuścił.

Pozostało porzucić nadzieję, że Italiano odbierze telefon i zacząć wydzwaniać po znajomych z pytaniem o nocleg. Tak się jakoś dziwne składa, że w niedzielę koło dwudziestej trzeciej ludzie nie odbierają telefonów. Ruszyliśmy w stronę mieszkania jednego ze znajomych. Pięliśmy się pod górę przez położoną na wzgórzach dzielnicę Escaleritas. Na szczęście cała ta historia przydarzyła się w Las Palmas, a nie żadnym styczniowym Krakowie czy Sztokholmie. Ciepło i widoki piękne. Klika razy jeszcze zmienialiśmy kierunek i cel, czekając, czy ktoś może odbierze telefon albo napisze.

Koniec końców uratowała nas Polka. Możecie mówić, co chcecie o rodakach za granicą, ale tak się jakoś zdarza, że w chwilach kryzysowych na mojej drodze zawsze pojawiał się jakiś pomocny Polak. Przyjęła nas do siebie. Nocleg był naprawdę pierwsza klasa, z widokiem na ocean, bo tak się składa, że polska Terapeutka mieszka przy samej plaży.

PS. Jak będziecie na Wyspach Kanaryjskich, uważajcie na te złośliwe drzwi zatrzaskowe.

Las Palmas de Gran Canaria

 

A tu podobne historie:

Osiągnięcia architektury kanaryjskiej



4 thoughts on “Kanaryjskie drzwi bez klamek

  1. Często takie drzwi da się otworzyć za pomocą karty np: kredytowej (ale lepiej wziąć jakąś lojalnościową… ponieważ lubią się łamać i można zostać bez kluczy i kasy 🙂 opieramy się o drzwi i wpychamy kartę na wysokości zamku tak aby wepchać zatrząsk do środka…. sprawdzone wielokrotnie ale niestety nie na wszystkich drzwiach działa.

    1. Nikt nie ucierpiał, deszcz nie lał nam się na głowę, więc aż tak dramatycznie nie było. Choć faktycznie dosyć głupio, jak człowiek nie wie, gdzie będzie spać. No a po czasie, jak już siedzę w domu, to się z tego śmieję. Dziękuję za miłe słowa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *