Kanaryjska depresja zimowa

Kanaryjska depresja zimowa

Nic nie działa. Znowu nic nie działa. Internetu nie będzie, bo pani w biurze renomowanej sieci komórkowej mówi, że na osiedlu zasięgu nie ma. Pani obok, ta, co pracuje przy drugim komputerze, twierdzi, że zasięg jest. Jedna pani mówi, że umowę się podpisuje na minimum cztery miesiące, druga, że można zrezygnować z umowy w każdej chwili. Jedna pani chce 45 euro przy podpisaniu umowy, druga żąda 51 euro. Każda z pań wie, że to ona ma rację. Sąsiadka z osiedla twierdzi, że zasięg jest. Można by więc zaryzykować i podpisać tę umowę. Ale jak się okaże, że zasięgu nie ma, tych 50 euro nie oddadzą – w tej kwestii obie panie są wyjątkowo zgodne. Zgadzają się też w innej kwestii: tanich połączeń do Polski nie ma.

W pracy nie działają – jak po polsku nazywa się to urządzenie, za pomocą którego płaci się kartką? – urządzenia, za pomocą których turyści płacą kartą. Przyjechał technik. Ale urządzenia są dwa, a technik otrzymał tylko jedno zgłoszenie. Jedno z urządzeń może więc naprawić, na drugie popatrzy, sprawdzi je, ale naprawiał nie będzie. Musimy zadzwonić do banku, a bank przyśle technika jeszcze raz. Teraz to w ogóle ten pan nic nie będzie naprawiał, bo urządzenia chwilowo działają. A kiedy nie działają, to wina brzydkiej pogody. Dziś było zaledwie siedemnaście stopni, pochmurno i padał deszcz. Jak jest brzydka pogoda, nic nie działa, można tylko wzruszyć ramionami. Technik wzruszył i pojechał sobie.

Na wyspie, na której pada zaledwie przez jakieś dwa, trzy tygodnie w ciągu całego roku, deszcz musi przypaść akurat w tym tygodniu, w którym zepsuło się auto. A w tym dniu, w którym nie ma z kim wrócić z pracy i trzeba iść na autobus, pada najmocniej. Autobus jeździ co godzinę. Na przystanku nie ma zadaszenia, no bo po co zadaszenia na wyspie, na której prawie nigdy nie pada. Tym autobusem można by dojechać do centrum Corralejo, gdzie jest biuro innej renomowanej sieci komórkowej i tam sprawdzić, czy mają jakiś internet. Ale z przystanku trzeba długo iść i pada. Parasolki nie ma.

Karaluchy nadal wychodzą z dziury w płytkach obok wanny. Można napsikać nie wiadomo ile tego toksycznego spray’u i tak zawsze jakiś wylezie z dziury by paść bohatersko na podłodze w łazience. Dziur jest pełno w całym mieszkaniu, a właściciel mieszkania jest gdzieś w Hiszpanii i dziury ma w poważaniu. W mieszkaniu jest zimno i nie ma ogrzewania. Dziecko za ścianą nieustająco płacze, to najbardziej płaczące dziecko na całej kuli ziemskiej. Hiszpanie za ścianą gadają strasznie głośno. Argentyńczycy nad głową gadają strasznie głośno. Turyści są upierdliwi. Wakacje dopiero za 66 dni. Żeby wrzucić ten wpis do sieci, trzeba będzie podłączyć komputer do internetu z komórki. Znowu przyjdzie rachunek sto euro za telefon. Kupiona wczoraj sukienka skurczyła się w praniu. Nie ma już żadnej książki do poczytania po polsku. Przystojni mężczyźni są gdzie indziej, kto inny dostał Nobla. Zapomniałam o urodzinach Majki. Do herbaty wsypałam curry zamiast cynamonu.


4 thoughts on “Kanaryjska depresja zimowa

  1. Mimo wszystko kanaryjska depresja zimowa nie jest chyba aż tak głęboka jak polska. Zgodnie z tym co Pani napisała na Wyspach pada łącznie tylko kilka tygodni w roku, poza tym – przynajmniej tak myślę – przeważnie świeci słoneczko – u nas z kolei przez prawie całą zimę wiszą upiornie ciężkie, ołowiane chmurzyska, z których pada śnieg albo deszcz, do tego posępne krakanie wszechobecnych wron i gawronów potęguje jeszcze złowieszczy nastrój, który ogarnia co wrażliwszych. Okropna jest ta nasza polska zima; w nocy chciałoby się popatrzeć w gwiazdy (“zimowe” gwiazdozbiory – na czele z majestatycznym Orionem – są ciekawsze niż “letnie”) a tu nic z tego, bo prawie zawsze chmury… Od wielu lat obiecuję sobie że pojadę sobie kiedyś na Kanary po to właśnie aby zobaczyć jak tam – z dala od “smogu świetlnego” – wygląda Niebo. To musi być niesamowity widok! Rozmawiałem z kolegą który był kilka razy na Fuerteventurze i był zachwycony widokiem tysięcy gwiazd.

    Gratuluję ciekawego bloga – zawsze mnie interesowało jak się żyje na Wyspach Kanaryjskich; czytając Pani opisy mam już chyba niezłe rozeznanie. 😉
    Co do karaluchów to miałem kiedyś podobny problem kiedy mieszkałem w bloku; trzeba po prostu zauważyć którędy (przez jakie dziury, najczęściej jest to przy różnego rodzaju rurach, kaloryferach itp.) te sympatyczne stworzonka przechodzą od sąsiadów i te miejsca uszczelnić. Jeżeli nie wiadomo którędy przechodzą to można np. uszczelniać po kolei (jedna , dwie dziury dziennie) i obserwować czy coś się zmieniło. U mnie zadziałało. 🙂

    1. Zgadzam się ze wszystkim! Kanaryjska depresja zimowa nie jest tak straszna jak polska i trwa o wiele krócej. Dziś było było już przez cały dzień piękne słonko. Kanaryjskie niebo jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej rozgwieżdżonych, jakie widziałam w życiu (lepsze było tylko wysoko w górach Atlas w Maroku)! A leżenie na karimacie w letnią, gorącą noc, podczas biwakowania między wulkanami na Fuerteventurze i gapienie się w niebo to jedna z najlepszych rzeczy, jakie się mogą człowiekowi przydarzyć. Koniecznie trzeba to zrobić, minimum raz w życiu! A karaluchom faktycznie najlepiej zakleić dziury.
      Dziękuję za miłe słowa odnośnie bloga i piszę dalej o wyspach.

  2. “W pracy nie działają – jak po polsku nazywa się to urządzenie, za pomocą którego płaci się kartką? ”

    Terminal 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *