Józek, gdzie my jesteśmy?

Józek, gdzie my jesteśmy?

Ludzie się mogą czasem zagubić.

Sytuacja nr 1:

Gdy pracowałam w hotelu w Costa Teguise na Lanzarote, przyszła kiedyś do recepcji turystka z Wielkiej Brytanii. Zapytała mnie, gdzie jest bar Sirocco. Nie wiedziałam, gdzie jest bar Sirocco, wyciągnęłam więc mapę, znalazłam tenże bar i wytłumaczyłam jej, jak tam trafić. Wpatrywała się w mapę dosyć długą chwilę, robiąc przy tym bezradną minę. W końcu podniosła wzrok znad mapy i rzekła:

– Czy to tam, gdzie byliśmy wczoraj?

Zdębiałam na tak postawione pytanie, widziałam bowiem tę turystkę po raz pierwszy w życiu. Cóż mogłam odrzec:

– Przepraszam, ale nie wiem, gdzie Pani była wczoraj.

– Ale to tam, gdzie byliśmy wczoraj? – nie ustępowała.

Sytuacja nr 2:

Ten sam hotel w Costa Teguise na Lanzarote, inni brytyjscy turyści. Przyszli i pytają:

– Skąd odjeżdża autobus na Teneryfę?

– Teneryfa to inna wyspa – wyjaśniłam.

– To co, nie możemy tam pojechać autobusem?

Wielokrotnie powtarzająca się sytuacja nr 3:

Latem 2013 roku pracowałam jako przewodnik, zabierałam turystów z Lanzarote na Fuerteventurę. Grupy międzynarodowe – Hiszpanie, Włosi, Anglicy, Niemcy, Francuzi, Polacy. Wieczorem, po całym dniu wycieczki, gdy wysiadaliśmy z promu w porcie na Lanzarote, na gości czekały trzy autobusy. Akurat trzy, bo na wyspie są trzy główne kurorty – Costa Teguise, Puerto del Carmen i Playa Blanca. Ustawiałam się przy tych autobusach i pytałam wysiadających z promu, dokąd chcą jechać.

– eee… ee… Costa del Carmen! – zdarzało mi się usłyszeć.

– Costa del Carmen nie istnieje. Może być Costa Teguise albo Puerto del Carmen – tłumaczyłam, ale szybko mogłam się zorientować, że moje wyjaśnienia nie pomagały, bo w oczach turystów pojawiało się to znane mi dobrze przerażenie zmieszane z bezradnością. – A w jakim Państwo są hotelu? – zadawałam więc pytanie pomocnicze.

– eeee… ee… – mężowie patrzyli bezradnie na żony, żony na dzieci, a dzieci na dziadków. – O tam! – wykrzykiwali, podsuwając mi pod nos swoje nadgarstki. A to dlatego, że na tych nadgarstkach, mieli bransoletki, które dostawali podczas zameldowania się w hotelu. I na tych bransoletkach na szczęście zawsze widniała nazwa hotelu.

Sytuacja nr 4:

Historia opowiedziana przez rezydentów. Generalnie polecam słuchać rezydentów, ci mają w zanadrzu pełno niesamowitych historii.

Kilka lat temu na lotnisku na Lanzarote wysiadły z samolotu dwie panie. I zapytały, skąd odjeżdża autobus do Barcelony.

– Do Barcelony? – zdziwił się rezydent.

– No tak. Do Barcelony – potwierdziły panie.

– Nie, panie się pomyliły, chodzi o hotel Barceló Lanzarote. Hotel Barceló, nie Barcelona – wydedukował rezydent.

– Nie, nie, my mamy zwiedzać Barcelonę. Taka wycieczka objazdowa – powtarzały panie. Tak mniej więcej toczyła się ta rozmowa, aż w końcu poszukano, sprawdzono i okazało się, że panie faktycznie kupiły wycieczkę do Barcelony. Wpadły jednak spóźnione na lotnisko w Warszawie, rach ciach, szybciutko, w biegu, odprawa w trzy miga i ktoś wsadził panie nie do tego samolotu co trzeba. Turystki podczas lotu też się nie zorientowały, że coś jest nie tak. Zdziwione były co prawda, że ten samolot tak długo leci, bo przecież normalnie z Polski do Barcelony to tyle nie trwa, no ale przecież pilot wie, gdzie ma lecieć, więc co one będą się nad tym zastanawiać.

Sytuacja nr 5:

Tę historię opowiedział mi Młody Przystojny. Zapytała go kiedyś pewna turystka.

– Proszę Pana, a skąd wzięła się nazwa Wyspy Karaibskie?

– Nie wiem – odparł. – Ale mogę Pani wyjaśnić, skąd wzięła się nazwa Wyspy Kanaryjskie, bo na takich się właśnie znajdujemy.

– Jak to?! – odrzekła oburzona. – Przecież ja kupiłam wczasy na Karaiby!


2 thoughts on “Józek, gdzie my jesteśmy?

  1. witam,

    wybieram się na Lanzarote za 2 tygodnie, dokładnie Puerto del Carmen i szukam polskiego przewodnika. Bardzo proszę o kontakt, może będzie Pani potrafiła mi polecić przewodnika lub miejsce gdzie będę mogła wykupić wycieczki w języku polskim? Grupa jest 6 osobowa i chcielibyśmy 2,3 dni objazdówki zrobić przez sztandarowe atrakcje wyspy.

    Pozdrawiam i liczę na kontakt.
    @ kamila.wroobel@gmail.com

  2. Pewna bliska mi osoba opowiedziała kiedyś następującą przypowieść o głupocie i niefrasobliwości:
    Do pewnej krakowskiej firmy z branży IT miał przylecieć na delegację ( po raz pierwszy do Europy) pewien menedżer z Texasu.
    Mój znajomy był osobą odpowiedzialną za sprawy związane z pobytem gościa w Krakowie.
    Zatem menedżer napisał E-mail: Przylatuję jutro, podaj mi wskazówki jak dojadę z lotniska do hotelu, ile to trwa, oraz ile będzie trwał przejazd z hotelu do firmy?
    Następnego dnia ( dnia zapowiedzianego przyjazdu) gość dzwoni do znajomego do biura.
    – Haj, jestem w Polsce, przyjechałem do hotelu X ( wg ustaleń) i teraz złapałem taxi pod hotelem i pytam go, czy zawiezie mnie na ulicę X do firmy Y.A taksówkarz, co chyba jest dziwne, mówi, że pojedziemy…jakieś cztery godziny. Słuchaj, czy on nie próbuje mnie naciągnąć?-zapytał Amerykanin.
    -Zapytaj go, przy jakiej ulicy się znajdujesz obecnie i w jakim mieście- poradził obcokrajowcowi mój znajomy.
    -Kierowca mówi,że chyba sensowniej będzie gdy odwiezie mnie na pociąg i gdy przyjadę pociągiem….Jestem w Warszawie….A to daleko od Krakowa? Sekretarka powiedziała mi, że biletów do Krakowa nie było o dogodnej porze, więc spojrzała na mapę i kupiła bilet do miast ausytuowanego najbliżej Krakowa….
    Bez komentarza…. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *