Jet lag

Jet lag

Nie przemierzyliśmy połowy Himalajów, nie brnęliśmy w znoju przez tajgę i tundrę, nie przeszliśmy przez pustynię. Była to raczej zwykła, trwające trzy tygodnie podróż relacji Hiszpania-Polska-Wielka Brytania-Tajlandia-Wielka Brytania-Hiszpania. Kilka lotów samolotem, kilka zmian stref czasowych i klimatycznych, bez żadnych jednak większych ekstrawagancji. Mimo to powrót do codzienności jest jednak sporym wyzwaniem, nie mniejszym niż sama podróż. I wiadomo, entuzjazm po powrocie z wakacji jest opadający, no rąbnął po prostu na łeb, na szyję, co tu dużo mówić.

I tak wszelkie ambitne plany napisania dziesięciu postów o Tajlandii, przemierzenia połowy górskich szlaków na Gran Canarii, umycia okien, udzielania się towarzysko i stworzenia powieści na trzysta stron rozbiły się o takie przyziemności jak jet lag oraz dysharmonia cielesno-mentalna (ciało już na Wyspach Kanaryjskich, głowa jeszcze w Tajlandii). Do tego dorzucić należy przeziębienie, bo zmiany klimatu w trybie ciepło-zimno-ciepło-zimno-ciepło mogą rozregulować to i owo w organizmie. No cóż, nikt nie obiecywał, że powrót z wakacji to jakaś bułka z masłem, to przecież ciężka robota jest.

Trzeba się odzwyczaić od tego składania rąk jak do modlitwy i pochylania głowy, czyli zwykłego w Tajlandii gestu pozdrowienia. Mam jednak nadzieję, że utrzyma się ta zwiększona tolerancja na pikantne potrawy. Można odpocząć sobie od komarów i przestać się stresować, że z muszli klozetowej wypełznie wąż. Nie, naprawdę nie wymyślam, takie rzeczy się zdarzają w pięknym tajskim kraju. Poza tym przyzwyczajam się do innego koloru oceanu i… chłodów, bo te dwadzieścia dwa czy trzy stopnie na Wyspach Kanaryjskich to w porównaniu do Tajlandii bardzo zimno.

Kiedy się już ogarnie jet lag, przeziębienia i szok kulturowy, można się wreszcie zabrać do pracy. Zabrać do pracy, by podczas publikowania pierwszego postu na blogu, odkryć, że dostawcy internetu nie poradzili sobie z padającymi ostatnio na wyspach dosyć intensywnymi deszczami. Internetu nie ma, awarie będą usuwane w swoim tempie. Jak już wszystko będzie naprawione, internet będzie działać. Co można tymczasem zrobić? Najlepiej usiąść i napić się kawy. Z iście kanaryjskim spokojem.


2 thoughts on “Jet lag

  1. No nie… ambitne plany napisania dziesięciu postów o Tajlandii, przemierzenia połowy górskich szlaków na Gran Canarii, umycia okien, udzielania się towarzysko i stworzenia powieści na trzysta stron…

    Kiedy wracamy do nauki hiszpańskiego? Mañana? 😉 (Mañana – Jutro. A tak właściwie to w bliżej nieokreślonej, mającej nigdy nie nadejść przyszłości. To znaczy może kiedyś, ale na pewno nie w tym stuleciu.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *