Jak za komuny

Jak za komuny

Padł na mnie blady strach! Muszę udać się do biura Policji Narodowej w Puerto del Rosario, stolicy Fuerteventury, by wyrobić sobie dokument z moim NIE, czyli numerem identyfikacji obcokrajowca. Nie chodzi o to, żeby Hiszpanie zamyślali wywalić mnie ze swojego kraju, ale każdy, kto dostaje drgawek na myśl o różnych ZUS-ach, urzędach skarbowych, biurach wydawania paszportów, wie, jakie ogromne wewnętrzne fuj budzi się w człowieku w chwili wkroczenia w bramy administracji państwowej. Zetknięcie się z hiszpańską biurokracją przyprawia o zawrót głowy, niczym na największej karuzeli w wesołym miasteczku.

Kolejki w siedzibie Policji Narodowej przypominają wypisz wymaluj te w pierwszej z brzegu polskiej przychodni lub szpitalu. Tłumy ludzi i długie godziny czekania. Różnica jest taka, że w Polsce, jak człowiek się w takiej kolejce naczeka i skacze mu od tego ciśnienie, i denerwuje się ogromnie, to może sobie przynajmniej w grupie współtowarzyszy niedoli zbiorowo ponarzekać, krytykować oraz złorzeczyć. Coś w stylu: „oni tu sobie kawkę piją zamiast pracować” albo „za nasze się pasą”. Oburzony tłum działa świetnie na samopoczucie. Tymczasem w Hiszpanii wszyscy siedzą cicho w kolejce i nawet się nie zająkną. A już na pewno nie przybysze z Afryki czy Ameryki Południowej, którzy się boją, że papierów nie dostaną.

Na Wyspach Kanaryjskich trzeba mieć zameldowanie, daje ono na przykład prawo do 50-procentowych zniżek na bilety lotnicze do Hiszpanii kontynentalnej. Z zameldowaniem trzeba starać się o NIE, numer indentyfikacyjny obcokrajowca, obowiązkowy, jeśli ktoś chce tu zamieszkać na stałe. Parę lat temu, przed kryzysem lub tuż na samym początku, obcokrajowcy nie mieli większych problemów z uzyskaniem NIE. Teraz od kilku lat, systematycznie zaostrza się przepisy, by przybyszom z obcych krajów było coraz trudniej. Na samym początku imigrant dostaje tymczasowe NIE na trzy miesiące. Później musi starać się o kolejne i tu zaczynają się piętrzyć problemy. Trzeba na przykład mieć umowę o pracę, niezatrudnionym Hiszpania mówi Adiós. Ja nie mam najgorzej, NIE dostałam w 2013 roku, teraz po prostu potrzebuję nowy dokument, bo zmieniłam Lanzarote na Fuerteventurę. Ale o zupełnie nowe świeżutkie NIE stara się teraz Helena, Czeszka, która trzy miesiące temu sprowadziła się na Kanary.

– Pojechałam do Puerto del Rosario na ósmą rano, ale tam pod posterunkiem policji była już długaśna kolejka – opowiadała nam Helena. – Ludzie przyjeżdżają tam jeszcze przed otwarciem i czekają. Koło dwunastej czy pierwszej przede mną było jeszcze jakieś trzydzieści pięć osób. Jeden z policjantów powiedział, żebym jechała do domu i wpadła kiedy indziej. „Jedź do domu, NIE Ci teraz niepotrzebne” usłyszałam.

Nic biedna nie załatwiła. Ale problemy miała też przy samym meldowaniu, co zazwyczaj załatwia się bez problemu i w pięć minut.

– Dostarczyłam wszystko, co chcieli, ale powiedzieli, że wydanie dokumentu potrwa kilka dni. A potem nagle policja przyjechała do mnie do domu. Zajechali i pytali, czy tu mieszka Helena Vondračkova. Ale do środka na szczęście nie weszli i do szafek mi nie zaglądali. Opowiedziałam to wszystko tacie, który jest w Czechach. „O, to zupełnie jak za komuny” – skwitował.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *