Jak to jest z tą pracą?

Jak to jest z tą pracą?

W waszych mailach powtarzają się dwa zasadnicze pytania: jak to jest z tą pracą? Łatwo czy niełatwo ją znaleźć? A drugi dylemat dotyczy języka. Da się bez znajomości hiszpańskiego czy nie?

Sytuacja na rynku pracy w Hiszpanii, a Wyspy Kanaryjskie należą do Hiszpanii, jest skomplikowana. Na pewno słyszeliście i czytaliście o kryzysie, który boleśnie dotknął ten kraj, więc nie będę się rozpisywać. Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie media podają ostatnio, iż kraj wychodzi z dołka. Maleje bezrobocie, gospodarka przyspiesza. Obecnie Wyspy Kanaryjskie pękają w szwach, jeśli chodzi o turystów. Co oznacza sporo miejsc pracy w turystyce. Tyle teoria. A praktyka?

Na początku, w nowym kraju, na wyspach, będzie wam trudno. Innej opcji nie ma, każdemu jest trudno. Jeśli komuś poszło jak z płatka, to proszę niech się odezwie, chętnie się dowiem, jak bezboleśnie zacząć życie na Wyspach Kanaryjskich.

Załóżmy, że nie macie żadnego konkretnego fachu w ręku, ani super wykształcenia, które pozwala na znalezienie pracy w każdym zakątku globu. Potrzebujecie pracy na już, szybko, by zarobić na życie. W tej sytuacji najprostszym rozwiązaniem jest zostać kelnerem w barze, knajpie, pomocnikiem w kuchni, zmywać naczynia, pracować w hotelu. Do tych wszystkich prac niezbędna jest znajomość języków.

W pracy kelnera trzeba się oczywiście dogadać z klientami, wziąć zamówienie, wyjaśnić, co jest w ofercie. W tym zawodzie raczej nie ma co liczyć, że obędzie się bez hiszpańskiego, jesteśmy w Hiszpanii. O angielskim nie mówię nawet, jest niezbędny. Potrzebny jest niemiecki. A jeśli nie mówicie po niemiecku, najlepiej powiedzieć przyszłemu pracodawcy, że właśnie jesteście na intensywnym kursie. Nie trzeba mówić płynnie, gramatyka nie ma takiego znaczenia, trzeba się dogadać. Wystarczy, że wyliczycie wszystkie rodzaje ciasta, zapytacie czy klient chce płacić kartą czy gotówką i podacie cenę. To poziom podstawowy. Możecie oczywiście szukać pracy, nie mówiąc po niemiecku, ale będzie wam znacznie trudniej. W tym fachu wygrywa ten, kto zna więcej języków.

Inny przykład: pomoc kuchenna. Tu hiszpański będzie niezbędny. Dlatego że wasz szef będzie Hiszpanem i współpracownicy, i jeszcze będą z wami pracować imigranci z Ameryki Południowej. I oni w większości nie będą mówić po angielsku. Nic a nic.

Recepcjonista w hotelu musi mówić po hiszpańsku i angielsku. Dosyć dobrze. Ale konkurencja jest duża, więc raczej trudno z tymi dwoma językami znaleźć pracę. Niestety, znowu się będę powtarzać, niemiecki otwiera drzwi do lepszego zatrudnienia.

Wyobraźmy sobie, że macie jakiś konkretny fach w ręku. Musicie sobie zadać pytanie, czy do wykonywania tego zawodu potrzebne są wam języki?

Fryzjer. Czy może dobrze zarabiać fryzjer, który nie mówi po hiszpańsku? Nie liczcie na to, że Hiszpanie będą mówić do was po angielsku. Nie będą. No ale angielski musicie znać. Na wypadek gdyby chciał się u was strzyc jakiś Anglik.

Mechanik samochodowy. Jak zamówić części w sklepie, jak dogadać się z klientem i współpracownikami?

Sekretarka. Potrzebuje hiszpańskiego i angielskiego, chyba że firma wymaga więcej.

Ja przyjechałam na Lanzarote, mówiąc tylko po polsku i biegle po angielsku. Nie mam żadnego fachu, studiowałam polonistykę, w Polsce pracowałam jako dziennikarka. Całe moje doświadczenie zawodowe było tu kompletnie nieprzydatne. Przez pierwszy miesiąc nie robiłam nic innego, tylko uczyłam się hiszpańskiego. Codziennie, minimum pięć do ośmiu godzin dziennie. Bardzo, bardzo intensywnie. Po miesiącu umiałam coś wydukać i zaczęłam szukać pracy, cały czas intensywnie studiując hiszpański. I okazało się, że mam poważne kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia, bo nie mówię po niemiecku. W akcie rozpaczy, otworzyłam internet, nauczyłam się mówić dzień dobry, ja jestem, ty jesteś, ona jest oraz liczyć do dziesięciu, po czym wpisałam w CV, że mam podstawowy poziom niemieckiego. I zapisałam się na lekcje tego języka.

Pierwszą pracę znalazłam po trzech miesiącach. W hotelu na recepcji. Mówiłam już na tyle po hiszpańsku, że przeszłam przez rozmowę kwalifikacyjną w tym języku. Uratowało mnie to, że mówię bardzo dobrze po angielsku, a hotel był nastawiony na Brytyjczyków. Ale oczywiście padło pytanie o niemiecki. Dostałam pracę pod warunkiem, że się tego niemieckiego nauczę.

Wróćmy do hiszpańskiego. Pytacie czy jest niezbędny? Nie zawsze. Pod warunkiem, że macie jakiegoś asa w rękawie, potraficie coś super. Znam tu jedną Angielkę, która mówi tylko w swoim języku. Ale jest nauczycielką angielskiego z wykształceniem pedagogicznym. Poznałam też jedną Polkę, która wykłada chemię po angielsku w międzynarodowej szkole. Jak możecie się domyślić, jej także wybaczono, że nie mówi po hiszpańsku.

Polacy, z którymi się zetknęłam na wyspach, w większości zaczynali jako kelnerzy albo recepcjoniści w hotelu albo spa. Z czasem, każdy szuka wyjścia dla siebie. Moja przyjaciółka, która mieszkała na Lanzarote, na początku pracowała jako kelnerka, by później zostać specjalistką od marketingu w prywatnej klinice.

Potrzeba sporo samozaparcia, wytrwałości. No i trzeba się pogodzić z tym, że nie jest lekko. Bywa frustrująco. Nie ma żadnej uniwersalnej recepty. Kto ma wystarczająco dużo optymizmu i chęci by ciągle się uczyć czegoś nowego, przebrnie przez ten trudny pierwszy okres. Nie znam tu żadnego Polaka trwale dotkniętego bezrobociem. Ci, których obserwuję, mimo różnych problemów, wychodzą na swoje.

Jeśli interesuje was temat szukania zatrudnienia na wyspach, przejrzyjcie też teksty z kategorii praca oraz zakładkę Jak żyć w głównym menu.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *