Jak szukać pracy, nie znając języka

Jak szukać pracy, nie znając języka

Czy można się przeprowadzić do Hiszpanii lub jakiegokolwiek innego kraju, nie znając języka? Według mnie można, ale jeśli ktoś chce znaleźć pracę i tak się składa, że nie jest wybitnym specjalistą w jakiejś dziedzinie, w której się szuka pracowników po całym globie, to powinien się szybko zabrać za naukę.

Zdaję sobie sprawę, że ile osób, tyle różnych historii i sytuacji może się przydarzyć, nie będę więc tworzyć jakichś wielkich teorii, które zawsze mają zastosowanie i na bank działają. Lepiej napiszę wam na swoim przykładzie, jak to było. Bo ja właśnie przyleciałam na Lanzarote, znając trzy słowa po hiszpańsku: ¡Mi amor!, ¡Te quiero!, ¡Maldita! (Moje kochanie!, Kocham cię!, Przeklęta!). Nauczyłam się ich, oglądając południowoamerykańskie seriale. A i z przerobionego jeszcze w szkolnych czasach kursu kasetowego (!) pamiętałam zdanie: Juan trabaja en el banco, czyli Juan pracuje w banku. (Pamiętajcie, żeby hiszpańskie „j” wymawiać zawsze jako polskie „ch/h”.)

Mówię świetnie po polsku (polonistka w wykształcenia) i po angielsku (certyfikat językowy). Miałam duże parcie, by szybko znaleźć pracę, bo moja sytuacja finansowa była dosyć, hm, mało optymistyczna. Pierwsze więc, co zrobiłam, to zabrałam się do nauki języka. Codziennie po osiem godzin dziennie, jak na pełnym etacie i jeszcze więcej. Z Polski przywiozłam sobie kilka książek, które w prosty sposób tłumaczyły gramatykę. Oglądałam godzinami hiszpańską telewizję, wszystko jak leci, od wiadomości po porady dla działkowców i bzdurne talk show. Podczas tych seansów telewizyjnych zawsze miałam słownik przy sobie, sprawdzałam znaczenie słów, które wpadły mi w ucho. Zapisywałam je i uczyłam się ich. Rozmawiałam z ludźmi. W sklepie, w knajpie, z sąsiadami, z przygodnie napotkanymi osobami. Kogo dorwałam, tego pytałam, a jak powiedzieć to, a jak powiedzieć tamto. Chodziłam na imprezy z Hiszpanami, nudziłam się jak mops, bo nic nie rozumiałam, ale siedziałam dzielnie po parę godzin, słuchając.

Mimo tego że nie znałam języka, zabrałam się za pisanie mojego CV. Jest to dosyć proste, bo w sieci można znaleźć mnóstwo szablonów i wzorów hiszpańskojęzycznego curriculum. Słówka sprawdzałam w słownikach albo w tłumaczu google. Tak napisany życiorys zaniosłam do poprawki uczynnym znajomym. A później ruszyłam w miasto od firmy do firmy, mówiąc: Buenos días, quería dejar CV. (Dzień dobry, chciałabym zostawić CV).

Po pierwszym miesiącu pobytu zaczęłam mówić po hiszpańsku, kiepsko jeszcze, ale już mogłam się komunikować. Miałam też swoją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną i udało mi się tę pracę dostać. Choć szybko z niej zrezygnowałam, ale to już inna historia.

Podczas pierwszych rozmów o pracę zawsze podkreślałam, że wprawdzie mój hiszpański jest jeszcze nieco niegramatyczny, ale już niedługo, za chwilę będzie świetny, bo uczę się intensywnie i będę mówić coraz lepiej. Nigdy nie wypowiedziałam zdania: „nie mówię po hiszpańsku”, nawet jeśli była to prawda. Prawidłowa odpowiedź na pytanie, czy mówisz w danym języku, brzmi: uczę się, ten język bardzo mi się podoba. Na wszelkich rozmowach kwalifikacyjnych zawsze trzeba coś z siebie wydusić, nieważne, że się robi błędy. Jeśli będziemy milczeć, kręcić głową i wstydzić się jak pensjonarka, że zdanie nam się nie skleja, roboty nie dostaniemy.

Na Lanzarote okazało się, że mimo mojej intensywnej nauki hiszpańskiego trudno jest mi znaleźć pracę, bo… nie znam niemieckiego. W każdym ogłoszeniu o pracę albo na każdej rozmowie ten niemiecki się pojawiał, a ja ni w ząb. W ramach desperacji włączyłam internet, nauczyłam się z sieci odmiany czasownika być ich bin, du bist… i wpisałam sobie w CV, że ogarnęłam ten język na poziomie podstawowym. Od tej pory na każdej rozmowie o pracę mówiłam, że po przybyciu na Wyspy Kanaryjskie zdałam sobie sprawę, jak potrzebny jest tutaj język niemiecki, zatem zabrałam się za naukę i że obecnie znam podstawy, ale za kilka miesięcy będę mówić, bo się uczę. Przygotowałam sobie po niemiecku kilka zdań, coś o sobie i że chętnie studiuję język, tylko gramatyka czasem sprawia mi trochę trudności.

Po trzech pierwszych miesiącach na wyspach dostałam pierwszą pracę w hotelu. Szef, który przeprowadzał ze mną rozmowę kwalifikacyjną, powiedział:

– Dobrze, zatrudnię Cię. Ale pod warunkiem, że będziesz mówić po niemiecku – podkreślał.

W tej kwestii samodzielna nauka nie przyniosła rezultatów i zapisałam się na lekcje. Ten niemiecki jeszcze wiele razy sprawiał mi kłopoty. Podejmując nowe prace, za każdym razem musiałam się go uczyć, a to opowiadać o aloesie, pytać, kto chce płacić kartą, kto gotówką, udzielać informacji turystom o wyspach itp., itd. Na rozmowach kwalifikacyjnych podczas prób ustnych z języka, opowiadałam wszystko, co umiałam, na przykład o sobie, o mojej przeprowadzce na wyspy, trajkotałam jak katarynka, byle tylko nie zadawano mi jakichś pytań, bo wiedziałam, że nic nie zrozumiem. Sprawiałam wrażenie, że mówię płynnie, bo powtarzałam tę moją prezentację przecież już kolejny raz, do tego byłam uśmiechnięta, więc nawet Niemcy rezygnowali z dalszych testów językowych.

Podsumowując te zmagania, to właściwie nie ma tu jakiejś wielkiej filozofii. Po przybyciu do nowego kraju, trzeba się szybko zabrać za intensywną naukę języka, samodzielnie lub pod okiem nauczyciela. Napisać sobie samodzielnie CV, poprosić kogoś o sprawdzenie. Oferty pracy przeglądać ze słownikiem w ręku, w ten sposób szybko ogarnia się nazwy zawodów, słownictwo potrzebne do pracy. Przygotować kilka wypowiedzi o sobie, o tym, dlaczego chcemy pracować w danym zawodzie, czy lubimy pracę z ludźmi itp. Tę prezentację mówić w miarę płynnie. Nie przyznawać z rozbrajającą szczerością, że poziom hiszpańskiego ma się beznadziejny, tylko odpowiadać, że tak fajnie jest się uczyć tego języka i taki jest piękny.

Temat nauki hiszpańskiego to coś, co nieustająco was interesuje. Będzie zatem niedługo post o tym, jak się uczyć, by nauczyć się szybko i efektywnie. Co pominąć, na co zwrócić uwagę, jak nie utknąć w gramatycznych detalach, tylko szybko iść do przodu. Przydatne słownictwo, zwroty, z jakich materiałów korzystać.


6 thoughts on “Jak szukać pracy, nie znając języka

  1. Jajajaja! Ubawiłam się 😁 .To ja już też nie mogę powiedzieć, że nie znam ni w ząb hiszpańskiego, bo od 3 tygodni szlifuję go na memrise, oglądam filmy na yt, a od marca zaczynam prawdziwy kurs hiszpańskiego ! 😍
    Pozdrawiam!

  2. Ah ten język hiszpański! Moja praca nie wymaga znajomości hiszpańskiego. Jakkolwiek jeśli chcę tu zostać na stałe staram się nauczyć najwięcej jak mogę. Oczywiście Hiszpanie pomagają jak mogą, bo jak tylko zauważą, że łapię hiszpański nagle automatycznie zapominają angielskiego i w takim sposób zmuszona jestem nauki i praktyki ;D
    Podziwiam Cię za odwagę!

    1. No nie wiem, czy to odwaga czy raczej głupota była, ale dziękuję! 🙂 A hiszpańskiego zawsze warto się nauczyć, jeśli mieszkasz w tym kraju. Mnie to strasznie wkurzało, że nie rozumiałam ludzi na imprezach, w urzędach, itp. Ty pewnie masz jeszcze kataloński do nauki?

  3. Wszyscy mówią, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej i w cv trzeba ściemniać, ale to co zrobiłaś w sprawie języka niemieckiego to jest mistrzostwo! 😀

    Czekam na wskazówki do nauki hiszpańskiego, bo strasznie mi się podoba ten język i męczę go czasem trochę na Duolingo.

    1. Byłam już naprawdę zdesperowana, żeby znaleźć pracę, a bez tego niemieckiego nie szło mi wcale. W sumie to mówiłam prawdę, że uczę się niemieckiego, i że mam pewne podstawy (czasownik być jest podstawą), więc była to interpretacja faktów jak najbardziej zgodna z prawdą. Myślę, że rekruterom nie można tak w twarz powiedzieć „nie”, trzeba im dać szansę. Jak w dowcipie o Icku, który modlił się i modlił, żeby wygrać na loterii. Aż pewnego dnia zagrzmiało niebo i Pan Bóg odrzekł: „Icek ja Cię proszę, daj mi szansę, kup chociaż los”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *