Jak przetrwać we Frankfurcie

Jak przetrwać we Frankfurcie

Wow! Patrz, patrz! Moje okulary! O-ku-la-ry! Co się z nimi stało! – krzyczy zaaferowany Kanaroniemiec.

– A co się miało stać? – odpowiadam zdziwiona. – Z mrozu, z zewnątrz weszliśmy do ciepłego pomieszczenia, to zaparowały.

– Zapomniałem, kompletnie zapomniałem, że tak się dzieje – powtarza przejęty, wysupłując się z odmętów szalika. To nic, że Kanaroniemiec, narodowości niemieckiej, pół życia spędził w Niemczech. Tak się jednak składa, że drugie pół spędził na Wyspach Kanaryjskich, a tam, jak wiadomo, okulary nie mogą pokryć się parą. No chyba że od upału.

Grudniowa podróż do Europy, do Niemiec i do Polski, by zobaczyć zimę pierwszy raz od kilku lat, uświadomiła mi, że żadni z nas wielcy podróżnicy, ani Amerigo Vespucci, ani Marco Polo. Że życie na Wyspach Kanaryjskich uczy różnych przydatnych umiejętności, jak doskonałej znajomości hiszpańskiego, rozpoznawania, kiedy idzie kalima, oceniania każdego dnia, na ile nas akurat spali słońce oraz, że gdy już spali, należy się obłożyć świeżym aloesem. Jednak w starciu z zimą cała ta nauka jest nieważna i nagle jesteśmy bezradni jak dzieci.

Ten grudniowy świat odkrywamy na nowo i jesteśmy gdzieś na poziomie przedszkola. Pewnych spraw trzeba się znów nauczyć. Na przykład, że zimą człowiekowi są potrzebne rękawiczki. Zapomniałam o ich istnieniu jak Kanaroniemiec o kłopotach z okularami. Że jak obudzisz się o dwunastej w południe, to za jakieś cztery godziny skończy się dzień i zostanie ci tylko nocne zwiedzanie. Że bez ciepłych butów nic, naprawdę nic, żadna architektura, żadne muzeum i żaden pejzaż nie jest w stanie cię zafascynować. Że piramida potrzeb Maslowa wciąż jest do bólu (zmrożonych palców) aktualna. A zwiedzanie Frankurtu, w którym jestem pierwszy raz w życiu, zaczynam od wizyty w pierwszym na trasie sklepie odzieżowym, zdzierając z wieszaka pierwszy napotkany sweter. Byle jaki fason, byle jaki krój, byle się tylko porządnie doubierać. I stoję tak między wieszakami, i przełykam mój podróżniczy wstyd, bo nigdy jeszcze mi się nie zdarzyło zaczynać wizyty w nowym miejscu od sieciówek z ubraniami. Nawet z metra na plac Römerberg nie doszłam, wcześniej w sklepie byłam. Do tego znów jak dziecko zacinam się i dukam przy czytaniu, no bo jakże przeczytać Verwendungszweck albo Freistellungsaufträge. Litości!

Na szczęście Frankurt przyjął nas łaskawie, na świątecznym targu sprzedawane jest hojnie wino grzane oraz wkładki do butów z owczej wełny, czyli wszystko co tu potrzebne do przetrwania.

Zimowy ogród w Bad Vilbel pod Frankfurtem.

7 thoughts on “Jak przetrwać we Frankfurcie

  1. No, nie wiem…gratulować czy współczuć? Mnie jednak bardziej przeraża to palenie słońcem. No, i kiedy jest zimno, to jednak można się do-ubrać, ale w przypadku upału już tylko oskórować..

  2. Hehe… prawdziwego temperaturowego dysonansu poznawczego doznałam w marcu, w Irlandii. Kiedy wylatywaliśmy z Polski było jakieś zero stopni, a ja nieśmiało rozpinałam kurtkę. W Irlandii zastałam 10 stopni na plusie, ale zamiast się rozebrać, to wdziałam czapkę, rękawiczki i dokładnie się zapięłam – wilgoć przenikała do szpiku kości a do tego ten wiatr. Na miejscowych temperatura nie robiła wrażenia – przeważnie nosili kurteczki “podszyte wiatrem”, lekkie sweterki, czasem nawet krótkie spodenki, czy japonki na bose stopy, T-shirty.

    1. Pracowalam w Irlandii od kwietnia do wrzesnia niedaleko Galway..Piekne krajobray, klify….ale w ciagu tych 6 miesiecy kapalam sie tylko raz w Oceanie i zuzylam chyba 5 parasolek..wszystkie ladowaly w koszu na smieci polamane przez wiatr !

      1. No właśnie też się zdziwiłam, gdy Polacy mieszkający w Irlandii podczas wakacji na Wyspach Kanaryjskich bardzo mi narzekali na brak słońca. Hm, przecież jesteście z Polski i brak słońca, brzydka pogoda, to nic dziwnego – powiedziałam im. I zaczęli mi tłumaczyć, że w Irlandii to o wiele, o wiele gorzej.

  3. Piekne zdjecie zimy! Ja lubie zime, szczegolnie na Swieta i Sylwestra no i na nartach mozna pojezdzic, tylko ta zima za dlugo trwa. A dla Was im zimniej tym przyjemniej bedzie sie wracalo na cieple Kanary, a tymczasem Glühwein ;)!

    1. Na Kanary zawsze się przyjemnie wraca, nie da się ukryć. No ale za Glühwein to będę tęsknić, bez dwóch zdań 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *