Inny świat

Inny świat

W jaki sposób można się w ciągu dwóch godzin przenieść z pustyni do gęstego lasu? Trzeba wsiąść na prom z Fuerteventury na Gran Canarię. Fuerteventura: sucha, kamienista, z wydmami w północnej i południowej części. Gran Canaria: także z wydmami na południu, ale z górami i zalesiona w centralnej części.

Wprawa wygląda tak. Wsiadam rano w samochód w Corralejo, na północnym krańcu Fuerteventury i zjeżdżam ponad sto kilometrów na południe wyspy, do portu w miasteczku Morro Jable. Po drodze mijam Parque Natural de las Dunas, szeroki pasm wydm ciągnący się wśród oceanu oraz malpaís, czyli praktycznie pozbawione roślinności pola lawy. I tylko kurorty turystyczne obsadzone są palmami, w nich można szukać trochę zieleni.

Pierwszą różnicę między obiema wyspami można dostrzec już, gdy prom zbliża się do portu na Gran Canarii. Widać to sporą metropolię, to stolica wyspy Las Palmas de Gran Canaria, dziewiąte w Hiszpanii miasto pod względem liczby ludności. Dla oczu przyzwyczajonych do pustki i przestrzeni Fuerteventury to niesamowity widok. Z Las Palmas można szybko dojechać w góry, najwyższy szczyt Pico del las Nieves ma 1949 m n. p. m. Po drodze, przy krętych serpentynach rosną kasztany. Do Tejedy, miejscowości, w której mamy nocować, zajeżdżamy w letnich ciuchach, na Fuerteventurze był przecież upał. Tymczasem na miejscu wita nas zimne, górskie powietrze, na straganach w Tejedzie niczym w Zakopanem turyści kupują wełniane swetry. Przydałaby się czapka i rękawiczki – myślę.

Trudno jest nie porównywać. Pusta Fuerteventura i tętniąca życiem Gran Canaria. Z jednej strony wyspa, gdzie czasem łatwiej spotkać kozę niż człowieka, z drugiej kulturalne centrum. Krajobraz niczym z Sahary czy południowego Maroka i górskie wioski jak w Karpatach.

Ale Gran Canaria to nie tylko te góry w centralnej części wyspy, ale także południe o zupełnie innym obliczu, z nadmorskimi kurortami, plażami, wydmami – Dunas de Maspalomas, miejsce o suchym, gorącym klimacie w przeciwieństwie do wilgotnej, żyznej północny. Mówi się o Gran Canarii, że to kontynent w miniaturze i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. W tym samym czasie, gdy turyści opalają się na plażach południa, na Pico de las Nieves może spaść śnieg.

I na wyspie, na której jest wszystko, jednego tylko brakuje. Wyrwani z pustyni Fuerteventury, przyzwyczajeni do upału, po całym dniu w górach na Gran Canarii, wymarzliśmy potwornie. Po takim dniu, niczym na stokach w Austrii, człowiekowi marzy się ciepłe, wspaniałe, aromatyczne, korzenne grzane wino. Żebyście widzieli minę kelnerki w Tejedzie, gdy usłyszała pytanie o to grzane wino. Zdawało się, że jesteśmy barbarzyńcami, którzy proszą o najbardziej obrzydliwą rzecz pod słońcem. Jak to? Podgrzewać wino???


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *