Hiszpańskie bezrobocie

Hiszpańskie bezrobocie

Poszukiwania pracy ruszyły pełną parą. W jednym kompleksie turystycznym usłyszałam, że cały etat oznacza pracę przez sześć dni w tygodniu po siedem godzin dziennie i tylko popołudniowe zmiany do dwudziestej trzeciej, za tysiąc euro na rękę. W innym, że umowa jest na rok, ale w ciągu tego roku nie można wybrać ani dnia urlopu. Firma za te niewykorzystane wakacje owszem zapłaci, ale wybrać się na wakacje nie pozwoli, bo zatrudnia, żeby ktoś pracował, gdy inni akurat odpoczywają. Uczę się jak głupia, żeby spełnić wymagania (hiszpański, angielski, niemiecki), a tu okazuje się, że choć bardziej się wykształcę, to niekoniecznie czekają mnie lepsze warunki pracy. Westchnęłam, podziękowałam i postanowiłam szukać dalej. Westchnęłam tym mocniej, że kończy mi się za niedługo okres bezrobocia. To znaczy płatnego bezrobocia, gdy hiszpańskie państwo wspiera mnie finansowo. Po kilku latach emigracji dochodzę do wniosku, że są dwie grupy społeczne na świecie, które mają klawe życie – niemieccy emeryci i hiszpańscy bezrobotni.

Statystyki nie pozostawiają wątpliwości, wiele osób w Hiszpanii nie może znaleźć zatrudnienia. Według gazety El País pod koniec 2016 roku wskaźnik bezrobocia w skali kraju wynosił 18,6 procent. Jednak jeszcze bardziej przerażające dane to te, które wskazują, że w 7,5 proc. gospodarstw domowych, wszyscy członkowie rodziny są bez pracy. To wiele osobistych dramatów, nierzadko bieda, trudna sytuacja. Ale nie wszyscy, którzy tracą zatrudnienie, są w kłopotach i wpadają w depresję. Przeciwnie, niektórzy bardzo sobie chwalą, gdy szef wręcza im wypowiedzenie. Ci, którzy mają nielubiane, nisko płatne zajęcie, marzą, by ich tak nagle zwolniono i mogli sobie pobierać świadczenia.

Trzeba przepracować minimum rok – a konkretnie przez 360 dni wpłacać składki do budżetu państwa – by mieć prawo do czterech miesięcy płatnego bezrobocia. Oczywiście im dłuższy przepracowany czas, tym dłużej państwo wspomaga nas finansowo, gdy zostaniemy zwolnieni albo gdy skończy nam się czasowa umowa o pracę. Maksymalnie można pobierać bezrobocie przez dwa lata. Później niektórzy, w zależności od tego, czy mają dzieci, w jakim są wieku, mogą liczyć na inne formy pomocy finansowej.

Ile wynosi „wypłata” dla bezrobotnego? W teorii to siedemdziesiąt procent wysokości składki, jaką wpłacaliśmy do budżetu. Z czasem, jeśli długo pobieramy świadczenia, dostajemy pięćdziesiąt procent składki. W praktyce nie oznacza to jednak, że możemy wziąć swoją miesięczną pensję i wyliczyć z niej siedemdziesiąt procent. Wzory wyliczania, ile nam się należy, są dość skomplikowane dla przeciętnego zjadacza chleba. Nawet urzędnik, któremu zdradzimy, ile zarabiamy, nie powie nam od ręki, ile dostaniemy bezrobocia i będzie potrzebował dostępu do naszych danych w systemie i dłuższej chwili, żeby wszystko wykalkulować. Jedno jest pewne, jeśli szukając pracy, chcecie sobie zabezpieczyć przyszłe bezrobocie, nie zgadzajcie się na pracę na czarno typu: pracuję na cały etat, ale oficjalnie na pół etatu, a resztę pracodawca wypłaca pod stołem. Czytajcie umowy i pytajcie.

Moje bezrobocie wynosi niewiele ponad tysiąc euro na rękę co miesiąc, praktycznie tyle samo, ile wynosiła moja pensja. Wypłacane regularnie, co miesiąc, jak w szwajcarskim zegarku. Nikt nie kontroluje i nie sprawdza czy faktycznie szukam pracy, raz tylko zaproszono mnie na rozmowę do urzędu, podczas której sympatyczna pani udzieliła mi kilku porad. Żadnego podbijania papierków, że byłam na rozmowie w danym miejscu, ale mnie nie zatrudnią. Co trzy miesiące muszę się skontaktować z urzędem, ale niekoniecznie osobiście. Można przez telefon, można przez internet. Gdy chcę wyjechać za granicę, mam obowiązek poinformowania urzędu. Jeśli wyjeżdżam na mniej niż piętnaście dni, świadczenie jest nadal wypłacane. Jeśli na dłużej, wypłata pieniędzy jest zawieszona, ale ich nie tracę. Po powrocie do Hiszpanii, zgłaszam, że już jestem na miejscu i pieniądze znów są wypłacane. Po całej Hiszpanii mogę podróżować i nie muszę tego zgłaszać.

Nic dziwnego, że niektórzy lubią od czasu do czasu być na bezrobociu. Jak je wykorzystują? Znam ludzi, którzy odpoczywają i chodzą na plażę. Inni w pocie czoła szukają pracy. Inni postawili na dokształcanie się i kursy. Są jeszcze tacy, którzy chcieliby pojechać sobie w długą podróż i co miesiąc dostawać przelew na konto. Ale tego nie polecam, bo kary, gdy nas złapią, są dotkliwe.

Hiszpanie owszem narzekają. Że bez pracy źle, że państwo o obywateli nie dba, że pieniędzy bardzo mało. A ja jestem z Europy Wschodniej. Przez ten wolny od pracy czas pouczyłam się języków, zrobiłam kursy marketingu w sieci, zajmuję się blogiem. Ja sobie to hiszpańskie bezrobocie bardzo chwalę.

Korzystałam z tego artykułu, kliknij. I z informacji na stronie urzędu.


9 thoughts on “Hiszpańskie bezrobocie

    1. Jak nie trzeba pracować, ani się o pieniądze martwić, to jest czas i na dokształcanie, i na plażowanie 🙂

  1. I tak super! Ja po trzech latach pracy (bo umowy były takie, z tego rok pracy w Niemczech( bo ubezpieczenie nie to) i nie mam prawa do marnego zasiłku. Zdecydowanie tam bezrobocie bardziej znośne. W Polsce zaczynasz odczuwać nie tylko traumę braku zatrudnienia, ale w ogóle, że żyjesz.

      1. Zgadzam się w zupełności (: Interesujący artykuł, bo pokazuje inny sposób radzenia sobie w sytuacji braku zatrudnienia. Pozdrawiam!

    1. Ja swojego nie zakładałam, więc nie będę się wypowiadać. Ale będą wkrótce wywiady z ludźmi, którzy mają swoje biznesy. Wiadomo, najlepsze informacje zawsze z pierwszej ręki.

    1. Ja robiłam kursy hiszpańskojęzyczne. W Hiszpanii Google razem z innymi firmami przygotował program Google Activate. Wszystko darmowe, online, dobrze przygotowane. Pod koniec kursu egzamin i wystawiają oficjalne certyfikaty. Przynam się, że nie wiem, czy w Polsce też jest podobna inicjatywa. Polskich kursów póki co nie znam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *