Gdzieś między górami a oceanem

Gdzieś między górami a oceanem

Właściwie to miała być wycieczka do Barranco de Los Cernícalos, ale samochodowa nawigacja miała inne plany. Wiodła nas wprawdzie w kierunku wspomnianego wąwozu, jednak drogą okrężną, szutrową, przez góry, do tego – jak na Gran Canarię przystało – stromą oraz krętą. Gdyby nie fakt, że jechaliśmy terenówką, już dawno trzeba by było rąbnąć tą nawigacją w siną dal, po czym zabrać się za liczenie szkód na karoserii i podwoziu. Tymczasem przed kolejnym ostrym zakrętem, gdy zwątpiłam, czy i terenówka da radę, w końcu zostawiliśmy auto i ruszyliśmy dalej pieszo.

Chwilę później spotkaliśmy podobnych nam piechurów. Para Hiszpanów, która podobnie jak my trafiła tu przez przypadek.

– Znacie tę trasę – zapytali?

– Nie. Jesteśmy tu pierwszy raz – przyznaliśmy.

– A my też – odrzekli. – Tak was pytamy, bo chcieliśmy wiedzieć, co tu będzie dalej.

– Co będzie dalej? A to pojęcia nie mamy – przyznaliśmy szczerze i pięliśmy się dalej tą drogą.

Drogą, która biegnie wciąż i wciąż pod górę. Z widokiem na wschodnie wybrzeże, na lotnisko w oddali i startujące samoloty. Na Telde, drugie pod względem wielkości miasto na wyspie. Na Las Palmas ulokowane na północno-wschodnim krańcu oraz na charakterystyczny mały półwysep, zwany La Isleta, połączony z wyspą jedynie małym przesmykiem, wąskim pasem lądu.

Po zimowych deszczach i wyjątkowych chłodach Gran Canaria jest jeszcze niezwykle zielona. Zanim przyjdą upały i słońce wypali tę zieleń, można się poczuć w górach w północnej część wyspy niczym w Alpach lub na jakiejś majowej beskidzkiej łące.

O tym, że to jednak Gran Canaria w marcu przypomina widok dojrzewających na drzewach migdałów.

Podczas na wpół zachmurzonego dnia widoki są fantastyczne. U stóp ścielą się opadające w kierunku wybrzeża zielone góry. Tuż nad oceanem, na wypłaszczeniu białe zabudowania Telde. Później błękitny pas oceanu, a powyżej szaro-białe chmury. Między tymi chmurami kolejne prześwity, czy to nieba, czy oceanu czasem trudno zgadnąć, czym faktycznie są te większe i mniejsze plamy błękitu. Gdy spojrzeć w stronę północną, widać, że nad Las Palmas chmury gęstnieją, robią się o wiele ciemniejsze, niemal czarne. Gdy przesuwa się wzroku po linii horyzontu w kierunku południowym, można dostrzec coraz lepszą pogodę. W oddali na oceanie, prosto na wschód, pada deszcz. Nieco z lewej strony tego deszczu płynie prom. Wygląda, jakby lewitował zawieszony gdzieś między chmurami a oceanem.

Właściwie nie ma już większego znaczenia, że nie trafiliśmy do wąwozu, tak jak planowaliśmy. W tak pięknych okolicznościach przyrody wszystko jedno, w którą się pójdzie stronę. I tak trafi się w urokliwe miejsce, na malownicze pejzaże jest się tu skazanym. Mimo to usiłuję wciąż jakoś dokładniej umiejscowić nas na mapie, którą rysuję sobie w głowie. Wciąż idę pod górę trasą, która biegnie na południe, z lewej strony mam wschodnie wybrzeże z miastem Telde, z prawej grzbiety górskie. Przed nami niedaleko to wyłania się, to znów znika asfaltowa droga, wydaje mi się, że to GC-130, którą można dojechać z gór właśnie do Telde. Tak idąc i rozważając, docieramy do rozwidlenia, przy którym stoi znak.

Do Barranco de Los Cernícalos prowadzi stąd biegnąca w dół na lewo ścieżka, trzeba iść jeszcze jeden kilometr. To już więc blisko, o krok właściwie, ale słońce będzie już niedługo zachodzić, a czeka nas jeszcze droga powrotna. Możemy więc tylko przejść jeszcze kawałek i rzucić okiem. Tak, to chyba tu, między górami jest wąwóz, do którego chcieliśmy zajrzeć.

W górach jak w życiu, człowiek planuje gdzieś dotrzeć, a potem trafia w zupełnie inne miejsce. Ale koniec końców i tak jest zadowolony.


8 thoughts on “Gdzieś między górami a oceanem

  1. Bardo Lubie czytać Twój blog. Zamieszczaj prosze wiecej zdjec tyxh cudnych krajobrazow. Zakochałam się w Kanarach 5 lat temu gdy byłam pierwszy raz. W tym roku wracam po raz kolejny na Gran Canarię. Niestery zbyt dużo łańcuchów trzyma mnie w kraju żebym mogła tak jak ty spełnić marzenia. Pozostają jedynie tygodniowe wakacje raz do roku….

    1. Dziękuję za miłe słowa! Będą zdjęcia.
      A te łańcuchy, które są teraz, pewnie z czasem, powoli będzie można pozdejmować. Powodzenia!

    1. Hehe, trochę się martwiłam, że auto też zgubimy, nie tylko się. No ale dało radę to auto odnaleźć. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *