Gdzie pojechać w podróż?

Gdzie pojechać w podróż?

Się pracuje, się płaci podatki, nawet się stara rozsądnie wydawać pieniądze, czytając zawzięcie Michała Szafrańskiego i Marcina Iwucia. Miesiące sobie płyną, jeden za drugim, koniec roku za pasem. Zbliża się czas, by wreszcie udać się w podróż. Wymarzoną, bo – powiedzy sobie szczerze – każda jest wymarzona. Tak to już jest, gdy kogoś fascynują wszelkie formy przemieszczania się w przestrzeni, nawet wyjazd busem z Krakowa do Bochni.

Jesienno-zimowa, najprawdopodobniej grudniowa podróż musi spełniać kilka wymogów. Po konsultacji i szczerej rozmowie ze stanem konta okazało się, że nie będzie to wyprawa w jakieś bardzo odległe rejony, by nie wydawać za wiele na bilety lotnicze. Wiadomo, wyspiarze na podróże lotnicze wydają najwięcej. Zatem Ameryka Południowa, Karaiby, Tajlandia i Malezja poczekają do przyszłego roku. Teraz polecimy najdalej jakieś pięć, a może sześć tysięcy kilometrów. Rzut beretem. Bliziutko.

Szukamy chłodu. Tegoroczne kanaryjskie lato trwa do tej pory, skończyć się nie chce, codziennie wita nas upałami i słońcem. Nie zaszkodzą nam więc takie egzotyczne zjawiska jak deszcz, pochmurne dni, słońce znikające za horyzontem przed osiemnastą. Ale oczywiście bez przesady. Chciałoby się coś zobaczyć, więc noce polarne i zimną Norwegię zostawimy sobie na lato. Amsterdam też pewnie będzie przyjemniejszy w maju. W Tallinie już byłam i choć chętnie tam wrócę, to póki co warto byłoby zmniejszyć nieco listę miejsc jeszcze nieodkrytych.

Może Wyspy Zielonego Przylądka? Z Kanarów mamy na nie dosyć blisko. Pamiętam jeszcze z czasów podstawówki, z lekcji geografii, te punkciki na mapie obok Afryki. Wydawały mi się wtedy nieosiągalne niczym wyprawa na Księżyc. A dziś leżą sobie spokojnie, w zasięgu ręki i możliwości, całkiem realne. To jednak archipelag, do Wysp Kanaryjskich są dosyć podobne, a nam się marzy jednak większa odmiana. Może więc lepiej na kontynent, na ląd stały, gdzie można sobie jechać dwieście, trzysta, a nawet czterysta kilometrów i ta wyspa się nie kończy, i nie ma żadnego oceanu. Z tego samego powodu Madera, Malta, Korsyka mogą poczekać. Choć ja chętnie wybrałabym się na Baleary, wybaczę im, że takie są wyspiarskie. Ale tu oponuje towarzysz podróży, bo zna je na wylot.

Obok mamy Maroko, ciepłe i ciekawe, jednak przejechane już wzdłuż i wszerz. A gdyby tak Portugalia? I te słynne tramwaje Lizbony. Ponoć warto lecieć do Madrytu i stamtąd wynajętym samochodem do portugalskiej stolicy. Niby tak taniej niż samolotem z Kanarów. Sprawdzimy i tę opcję. W sumie samochodem z Madrytu można pojechać w którąkolwiek stroną, zawsze będzie ciekawie.

A gdyby tak do Niemiec? Przekonać się wreszcie, że ten kraj to o wiele więcej niż Berlin i Monachium na Oktoberfest. Kusi też okryta złą medialną sławą Turcja. Jednak Agata potwierdza to, co podejrzewaliśmy, że Turcja w telewizji i ta prawdziwa, w której się mieszka na co dzień, to jednak są dwa różne kraje.

I jeszcze Włochy, bułgarskie góry, alpejskie wioski, grecka stolica? Od nadmiaru możliwości kręci się w głowie. Gdzie pojechać w podróż? W tę wymarzoną podróż grudniową.


8 thoughts on “Gdzie pojechać w podróż?

    1. A polecasz jakąś konkretną? Najsłynniejsza jest chyba Isla de Sal. Wydaje mi się, że jest nieco podobna do Fuerteventury.

  1. Właśnie też się zastanawiam nad kierunkiem naszej grudniowej wyprawy, ale już niedługo, w listopadzie, wybieramy się do Izraela, który marzy mi się od dawna <3 🙂

  2. Ja polecam Rumunię, ale nie koniecznie w grudniu – byłem w tym roku w wakacje i jestem zachwycony górami 🙂 to kraj nieodkryty jeszcze przez europejczyków, a przez to ciekawy.

    1. W Rumunii byłam wiosną i jesienią, ale jakoś na grudzień nie przyszła mi do głowy. A to też fajny pomysł 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *