Gdzie my jesteśmy?

Gdzie my jesteśmy?

Siedem wysp na Oceanie Atlantyckim u wybrzeży Maroka, oddalonych od Hiszpanii o ponad tysiąc kilometrów. W latach osiemdziesiątych, w czasach mojego wczesnego dzieciństwa, Polakom to miejsce jawiło się jako coś bardzo odległego i nierealnego. Gdzieś tam, luksus, woda, błękit – nigdy nie uda się tam dotrzeć. Zwykłe banany czy pomarańcze były nie lada rarytasem, a co dopiero podróż w takie miejsce.
Najbardziej na północ wysunięta jest Lanzarote, wraz z niewielką, niemal przyklejoną do niej La Graciosą. Nie ma ani jednego źródła słodkiej wody, nie ma drzew, poza tymi zasadzonymi ludzką ręką, w miasteczkach przy domach. Kawałek trawnika znaleźć tu równie trudno jak w Polsce aleję wysadzaną palmami. Wokół białe prostokątne domy z zielonymi drzwiami i okiennicami, niemal żadnych innych kolorów, ani jednego spadzistego dachu. Deszcz pada rzadko, niezwykle rzadko. A gdy minionego sierpnia zdarzył się jeden leciutki, ot ledwie co, taki kapuśniaczek, wywołało to niemałą sensację. Wszyscy wybiegli na zewnątrz z restauracji, w której akurat siedziałam i powtarzali w kółko w rozmaitych językach, po hiszpańsku, angielsku, niemiecku, polsku i nie wiem, kto tam jeszcze siedział, ale wszyscy powtarzali z euforią – deszcz, deszcz!
Wulkaniczny krajobraz, niemal każdemu przychodzi na myśl skojarzenie z księżycem, a może z Marsem. Zresztą to bardzo dobre skojarzenie nie tylko ze względu na krajobraz, od kiedy tu mieszkam i przyglądam się kanaryjskim porządkom, często przychodzi mi do głowy myśl, że jestem na księżycu, bo zwyczajny ziemianin niczego takiego by nie wymyślił. Na początku, zanim tu dotrzesz, zastanawiasz się, co do licha może być ciekawego w miejscu, gdzie tylko skała i woda. Jedna z mieszkających tu Polek podsumowała:
– Ta wyspa coś w sobie ma i albo się w niej zakochasz na zabój od razu, albo kompletnie Ci się nie spodoba.
Nie ma tu wielkiego miasta, wokół cisza i spokój. Gdy dzwoni rodzina z dalekiej Europy, mówią zawsze:
– No i opowiadaj, co tam słychać w wielkim świecie.
– Nie wiem, co tam w wielkim świecie. Ja na zadupiu jestem – odpowiadam.
Niektórzy turyści przylatują tutaj, wychodzą z lotniska, patrzą w prawo, patrzą w lewo i już wiedzą – tu nic nie ma.
– Jak jechaliśmy do hotelu transferem, to się przestraszyłam, gdzie my jesteśmy. Tylko czarne skały wokół, kompletna pustka – zdarzało mi się słyszeć.
– Wyspa naprawdę jest przepiękna – uspokajam zawsze turystów, akurat trasa do Państwa hotelu może nie była najciekawsza. I okazuje się bardzo szybko, właściwie to już w pierwszym dniu pobytu tutaj, że to „nic” jest niezwykle interesujące i różnorodne. Że można je odkrywać bardzo długo i wciąż do końca nie poznać. A tu jeszcze za rogiem Fuerteventura ze swoimi plażami, dalej zielona Gran Canaria, Teneryfa z najwyższym szczytem w Hiszpanii i La Palma, i La Gomera, i jeszcze, i jeszcze…


One thought on “Gdzie my jesteśmy?

  1. Bo turyści z tego co zauważyłam, jadą odpoczywać na urlopie ale “na zakupach” “w restauracjach” a jak jest wycieczka to szybko, szybko kończyć bo oni do sklepu muszą …

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *