Egzystencjalne dylematy emigranta oraz każdego innego homo sapiens

Egzystencjalne dylematy emigranta oraz każdego innego homo sapiens

W życiu każdego emigranta nadchodzi od czasu do czasu taki moment, że musi sobie podumać. Siada więc nad filiżanką kawy albo czegoś mocniejszego – jest dziesiąta rano, więc pozostanę przy kawie – i duma. Wrócić do kraju? Nie wrócić? Kiedy wrócić? Dokąd wrócić? A może pojechać jeszcze gdzieś indziej? Do Szwajcarii, tam mają piękne góry i pyszne czekoladki. No i zarobki tam mają. Do Anglii? Podszkolić angielski. Do Nowej Zelandii?

Takie dumanie nie jest bynajmniej doświadczeniem czysto emigracyjnym. Ktoś bowiem w tym samym czasie w Krakowie albo Warszawie, siorbnie łyk kawy – pewnie rozpuszczalna, bo w biurze nie ma ekspresu – zapatrzy się w ekran komputera i pomyśli: a może by tak rzucić wszystko i wyjechać na Kanary? Postawić na plaży budkę z lodami?

Siedzimy sobie tak więc i rozmyślamy, ja tutaj, w Playa del Inglés, na południu Gran Canarii, ktoś tam w Warszawie albo Krakowie, albo w Łodzi. I już tak przez godzinę, kawa stygnie, a to moje myślenie nie przyczyniło się wcale do wzrostu PKB.

Są różne typy emigrantów. Niektórzy pakują się sprawnie, są metodyczni i zorganizowani. W nowym kraju urządzają się wygodnie i tak przez trzydzieści lat albo i dłużej. Do Polski wpadną na święta. Jest im dobrze. Bardzo dobrze. Inni znowu wiecznie się plątają.

– No i znajomy mi mówi, przyjedź do Australii. Tam pracę spokojnie znajdziesz. Wow, myślę sobie, do Australii, super – opowiada mi jedna z Polek na Gran Canarii. – Ale potem pomyślałam, że przecież dopiero co na te Kanary przyjechałam, a już bym się miała zbierać. Nie będę przecież tak latać z miejsca na miejsce. Jeszcze sobie na tej wyspie dobrze nie pomieszkałam.

Niektórzy po kilku latach na obczyźnie wracają do Polski. Była fajna przygoda, ale się skończyła. Na co dzień potrzebny jest przecież do życia polski listopad, zasnute mgłą pola z rozsianymi gdzieniegdzie wierzbami oraz dźwięk tłuczenia kotletów co niedzielę. No i jeszcze rodzina. I przyjaciele.

Inni są emigrantami, choć jeszcze nigdzie nie wyjechali. Kręcą się w kółko, mają bardzo dużo pracy, która pomaga nie myśleć. Od dziesięciu lat chcą wyjechać budować studnie w Afryce, ale jakoś trudno wyciągnąć plecak spod szafy. Gdy z nimi rozmawiam, sprawiają wrażenie niezadowolonych.

No dobrze, to Szwajcaria? Pyszne mają te czekoladki, ale tak już zdążyłam polubić krewetki w oliwie i z czosnkiem. I pewnie brakowałoby mi tej mojej plaży za rogiem, tego widoku na Teneryfę ze szczytu Pico de las Nieves, kanaryjskich sosen i – nade wszystko – tego zdystansowanego podejścia do rzeczywistości. Najważniejsze jest przecież, że człowiek się odważył, ruszył z miejsca. Że gdzieś się było, coś się widziało i ma się apetyt na więcej. Że nie mówię: chciałabym gdzieś pojechać, ale nie pojadę, bo trzyma mnie kredyt. Że te rzeczy służą mnie, a nie ja im. I nie może ich być za dużo, bo w walizce się nie mieszczą.

Czas mija, kawa wypita, PKB nie wzrosło nic a nic. Każdy emigrant i nie-emigrant lubi sobie od czasu do czasu pomyśleć.

– Ale ty jesteś filozoficzna – Kanaroniemiec ze zdziwieniem kręci głową. – Bardzo filozoficzna.

 


One thought on “Egzystencjalne dylematy emigranta oraz każdego innego homo sapiens

  1. Powiem ci, że z pakowaniem i selekcją “przydasi” najgorzej jest za pierwszym razem.Z przeprowadzki na przeprowadzkę cżłowiek jednak usprawnia sobie co-nieco w głowie i idzie łatwiej. A jednak nigdy już nie będę miała tak uroczej, przytulnej, puszystej, lekkiej i dopasowanej do mnie kołderki od tej, którą mąż cichaczem wrzucił do kosza na śmieci zanim przekręciliśmy po raz ostatni klucz w zamku w miejscowości Arlington Heights ( koło Chicago)). Na otarcie łez ( miałam chandrę) zabrał mnie do kina na film animowany “Spirit”.Do dziś muszę gwałtownie sięgać po chusteczkę pod pretekstem kataru gdy słyszę tytułowy song z filmu w wykonaniu Briana Addamsa: ” It’s a new world, it’s a new start….”
    Ps Niektórzy wracają.Ale, uwierz, wcale nie dla tego by poczuć listopadowy chłód na policzku. Niektórzy wracają bo chcą być u boku drugiej połówki, której BARDZO, BARDZO zależało na powrocie….
    Pozdrawiam:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *