Dylematy przed podróżą

Dylematy przed podróżą

Szykuje się mały wypad do Barcelony na kilka dni. W związku z tym, jak to przed podróżą, trzeba się przygotować. Kupić małą pastę do zębów, żeby ją można było w bagażu podręcznym przewieźć i szampon, bo kto wie, czy w tym pensjonacie z booking.com dają pasty do zębów i szampony. Zakupy będą niewielkie, żadne tam sklepy podróżnika, zwykły supermarket wystarczy. Tak, tak, dużo jest na tym świecie podróżników, którzy zaopatrują się w marketach i na targach, zjeździli cały świat, nie wiedząc, że wygodniej byłoby w japonkach ze skrytką na dokumenty, ale o tym ci….

Udajemy się więc do najbliższego supermarketu sieci nieistotnej, aby szukać produktów marki nieistotnej. A tam już od wejścia atakuje nas kapitalizm i wolny rynek. Trzeba coś wybrać.

Wiadomo, w podróży przydaje się jakiś tam zwykły krem. Gdy słońce spali twarz albo na stopach zrobią się bąble. Ale konia z rzędem temu, kto znajdzie zwykły krem. Zewsząd z półek spozierają na nas te wszystkie jesteś tego warta luksusy i inteligentne formuły. Przyznam się, że ja tych inteligentnych kremów to się boję. Kupi sobie człowiek taki wynalazek, a później okazuje się, że krem jest inteligentniejszy od właścicielki. Ja bym nie ryzykowała.

Pastę do zębów wybraliśmy na oślep, zasłaniając sobie oczy i kierując się jedynie rozmiarem tubki. Baliśmy się, że zaatakuje nas lśniąca biel kontra świeżość oceanu, i nie będziemy umieli się zdecydować. Nie wyszło źle, trafiliśmy na totalną ochronę (protección total).

W kwestiach kobiecych też było nad czym dumać. Bo nie wiadomo, czy lepiej wybrać dotyk (tacto) czy nieskończoną delikatność (infinita delicadeza). Dalej na półkach leżały perlas activas, czyli aktywne perły i to już było za dużo. Zawsze nam się wydawało, że tego typu produkty robi się z waty, gdzie tam perły. No i pytanie, czy te perły nie będą uwierać, w końcu są aktywne.

Tak nas zmęczyły te zakupy kosmetyczne, że poszliśmy na dział spożywczy. W końcu w podróży trzeba coś zejść. W lodówkach z jogurtami leżały szczęśliwe brzuchy (barrigas felices) absolutnie naturalne i docierające aż do flory jelitowej, i czyniące tam cuda. Zaczęliśmy myśleć o jelitach i trochę nam opadł entuzjazm przed tą podróżą do Barcelony. Hm, może jednak zaryzykujemy, odpuścimy jogurty i będziemy jeść hiszpańskie tapasy.

Pośród ciastek patrzyło na nas double temptation, czyli podwójne kuszenie, które miało jeszcze podwójną czekoladę. Kupiliśmy, spróbowaliśmy. Jedyne co poczuliśmy to podwójną zawartość cukru. Chleb oprócz wody, mąki i zakwasu miał jeszcze ze dwadzieścia składników i nie było pewności, czy nie zaczną nam się rozłazić po plecaku. Dobrze chociaż, że warzywa były warzywami, bez luksusu i ulepszaczy.

Udało nam się zrobić zakupy. Lekko nie było. Kiedyś odważymy się jeszcze sprawdzić oferty gadżetów podróżniczych, ale do tego musimy uzbierać więcej siły. Póki co lecimy do Barcelony.


4 thoughts on “Dylematy przed podróżą

  1. A ja właśnie z Barcy wróciłam:D Jest piękna pogoda i nie zapowiadają deszczu na najbliższy czas, więc życzę również słonecznego i udanego wypadu:D

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *